W numerze 127:


Kraków: ten sam, lecz…




Z dr Janem Pamułą, Prezesem Zarządu Agencji Rozwoju Miasta Inwestycje sp. z o.o. w Krakowie rozmawia Jacek Broszkiewicz


Kraków jest i powinien pozostać centrum myśli naukowej, kreowania najnowocześniejszych trendów zarządzania wiodącymi dziedzinami współczesnego życia, światowym ośrodkiem kultury oraz wielkim symbolem tożsamości narodowej Polaków.


Więcej…


Karawana jedzie dalej




Z Januszem Kahlem, Konsulem Honorowym Finlandii, Danii i Islandii w Krakowie rozmawia Jacek Broszkiewicz


Pod koniec zeszłego roku dostarczyliśmy Komisji Europejskiej ponad 500 stronicowy Raport w którym proponujemy wiele nowych inicjatyw oraz sposobów ich sfinansowania.


Więcej…


Jeden za wszystkich
wszyscy za jednego


Z Andrzejem Czerneckim, Przewodniczącym Zarządu Związku Gmin Dorzecza Wisłoki – rozmawia Jacek Broszkiewicz


Skutki działań Związku Gmin Dorzecza Wisłoki są widoczne i zauważalne. Wyróżniają nas nie tylko w środowisku lokalnym, ale przede wszystkim na arenie krajowej.


Więcej…


…Zobaczyć to,
czego inni nie widzą…


Czy obraliśmy dobry kierunek? To się okaże za kilka lat. Pocieszamy się, że nawet taka dzisiejsza atrakcja jak „Wieża Eiffla” na początku nie wzbudzała zachwytu ze względu na tony żelaza, jakie miały stanąć w centrum Paryża.


Więcej…


Krakowski
Obszar Funkcjonalny


KMA4Business to zakrojony na szeroką skalę projekt, którego celem jest zintegrowana promocja gospodarcza potencjału gospodarczego Małopolski, a w szczególności Krakowskiego Obszaru Funkcjonalnego w kraju i zagranicą.


Więcej…


Nie rezygnuj z działań promocyjnych


W dobie kryzysu, zamiast podążać za zdezorientowanym tłumem, warto pójść po rozum do głowy i w oparciu o adekwatne dane spokojnie zaplanować kolejne kroki. Może się okazać, że będą one inne, niż pierwotnie przypuszczaliśmy.


Więcej…


Od redakcji


„Coś” zrobi to za Ciebie…


Jakiś filmik ukazał się na moim profilu Fb. Bez mej wiedzy rzecz jasna, przepraszam, te osoby, które Fb mianował mymi przyjaciółmi, nie! Inaczej, którym przypisano me przyjacielstwo, a mogą sobie tego po prostu nie życzyć - tak to miało brzmieć. Ja jestem niewinny i choć wszystkich jednako lubię, prawdopodobnie, to niekoniecznie ze wzajemnością.

Do rzeczy, to są prawdziwe niebezpieczeństwa przyszłej sztucznej inteligencji, oczywiście za takimi akcjami dziś stoją ludzie, oni je wymyślają a maszyny sprzęgnięte w machinę – Fb - wykonują jeszcze umiarkowanie samodzielnie. Na polecenie dokonują kompilacji wiedzy o tobie, już jednak kreując nową rzeczywistość. Bo to nie moje wybory, nie moje emocje. To jednak tylko zabawa, na razie.

Tworzą ci jednak owe maszyny świat nowy z otaczającymi cię ludźmi okraszając relacje międzyludzkie chwytającymi za serce hasłami, jak to ci dobrze w tym otoczeniu, to świat marzeń, inspiracji – żyć nie umierać, skoro tylu cię lubi, pożąda kontaktów z tobą. Czujesz się prawdziwie ważny, podnosząc swe ego, samoocenę.

Już się buntuję – nikt nie będzie mi tworzył świata nie na moje podobieństwo, ale to tylko zabawa, jak inne fejsbukowe typu – Kim powinieneś być? W tej zabawie wyszło mi, iż „dyktatorem piękna”. I choć sam nie wiem, czy to ja mam piękno kreować, czy uosabiam go - a to odrzucam z całą stanowczością! – w zabawie tej nie było – prześledziłem - banalnych zawodów – sami dyrektorzy, doktorzy, menadżerowie, aktorzy, prawnicy; tak się nas łechce…

To nawet nie nadzieja, to totalna destrukcja, miażdżąca indywidualne cechy osobnicze, wtłaczająca nas w świat nadrealnych marzeń, chorych aspiracji, maskująca niemożności. To nie terapia pozytywna, to łopatologia najczęściej niezgodna z realiami, utopia. Ale spać idziemy lepiej nastawieni do rzeczywistości, jeszcze lepiej niż wtedy, gdy kolejny raz dalej skoczył Stoch a polska jedenastka pokonała Włochów 5:0…

Wyobraźmy sobie kolejne kroki, będąc w sieci wiedza niej o tobie wciąż rośnie, w pewnym momencie przekracza wiedzę własną, po prostu ludzka percepcja i pamięć jest labilna i naturalnie gasnąca, to jasne. W którymś więc momencie zachwiana zostaje równowaga ilościowa między tym, co twoje i co dysponentów wiedzy o tobie. I już podmiotowość twa zostaje zredukowana. Potem już tylko krok do wkomponowania cię w rzeczywistość zaplanowaną. Ale nie przez ciebie, chwilę się wahasz, potem akceptujesz przyjmując ją albo za własną, albo godząc się, bo nie ma alternatywy. I tak wepchnięty zostajesz w „nowy wspaniały świat”, którym zarządza kto inny.

Detekcja twarzy, tęczówki oczu, pobieżny wgląd w DNA, we właściwości lewej i prawej półkuli mózgowej, przysadki, w autonomiczny system nerwowy - pełny monitoring zachowań – nic nadzwyczajnego – to ma cię chronić przed „złem”, oczywiście – w systemie.

Zachowania w sieci już się bada, zobaczmy jak sprawnie podążają za nami reklamy o tematyce zbliżonej do tej, której dotknąłeś w Internecie szukając odpowiedzi na swą niewiedzę, szukając dóbr… To współczesny marketing, czyli to – jak nam wcisnąć towar – w niedalekiej przyszłości redukując nas – myśli, postrzeganie – nie tylko do materialnych dóbr...

Trudno wyobrazić sobie – komu to miałoby służyć? Nietrudno. Politykom i marketingowcom, różnego autoramentu, służbom, bo państwo czuwa.

To o czym mówię nie jest sztuczną inteligencją, raczej sterowaną w konkretnym interesie grą na naszych emocjach za pomocą zwykłych jeszcze psychychonarzędzi. Na razie jej namiastki urządzają nam życie - widok ulic, tramwajów, pociągów… Wpatrzone w ekran swych fonów bezkształtne postaci, owe treści ekranów warunkują ich zachowania, bez nich czujemy się bezradni, samotni. Już sklasyfikowano syndrom odstawienia.

A co do „prawdziwej” sztucznej inteligencji – warto odwołać się do „Raportu mniejszości”, czyli pytania – na ile instynkty nasze i namiętności można kontrolować, chyba będzie można, ba – modyfikować. I wtedy staniemy się homo sapiens 2.0, jak to „Forbes” nazwał. Może 5.1, 7.1, to wariant optymistyczny zachowujący nam margines na cząstkę własnego „ja”. Już dziś dowiedziono, iż sztuczne obwody biochemiczne, bo sztuczna inteligencja, to nie tylko procesor, ramy, i grafika, zdolne są do rozpoznawania znacznie bardziej złożonych wieści niż nasze, do syntezy i analizy pokazując po prostu, iż komputer może działać całkiem podobnie jak połączenia neuronowe w naszych łbach.

Ciekawe, iż eksperymenty na ludziach dotyczące rozwoju mózgowia są ograniczone – pono kodeksy etyczne – a tymczasem bez ograniczeń kierunkuję się je w stronę sztucznej mózgowości marketingowej…

Prof. David R Hawkins, astrofizyk, myśliciel, u schyłku swego życia celebryta, mag od zbiorowej świadomości przypuszczał, iż sztuczna inteligencja będzie jednym z najbardziej destrukcyjnych zjawisk prowadzących do unicestwienia rodu ludzkiego, bardziej prawdopodobna niż uderzenie w Ziemię niszczącego meteorytu… „Poziomy świadomości zostaną tutaj przebadane szczególnie na użytek adeptów duchowości, jej miłośników oraz uczciwych osób, zainteresowanych samodoskonaleniem jako celem samym w sobie. Dzięki analizie różnorakich przeszkód i poziomów, które muszą zostać przekroczone, pewne zasady wspierające duchową ewolucję ujawnią się same.” Wierzył więc w moc duchowej ewolucji ludzkości, w świadomość naturalną, instynkty, nie w Boga.

To jest ostatnia reduta? Może. Kilka tysięcy Szwedów już się „zaczipowała” poddając się 24 – godzinnej obserwacji penetrującej ich zachowania. Kto penetruje? I po co? Po to by dać tym pionierom komfort tego, iż ktoś jest z nimi – czuwa. Po co szukać za morzem, nie ma dziś także prywatności w wielkim mieście. Zewsząd monitoring, na ulicy, w tramwaju, urzędzie, sorry, może jeszcze nie w kiblu, ale nie byłbym tego pewien.

„Wielki Brat” już jest obecny w naszej codzienności, system działa.

Tak czy owak, to już nie jest abstrakcja, to całkiem przewidywalna możliwość cedowania na „system” swej osobowości i zachowań. I kolejne pytanie z wielu bez odpowiedzi – kto będzie systemem zarządzał – do kiedy korporacje – i od kiedy system jest w stanie się usamodzielnić, by nami zarządzać? Kiedy zwolni nas z myślenia? Zwolnijmy się już dziś, dobrowolnie, to jest jakaś myśl...

Zamawiam w necie dwie rolady śląskie – bez klusek, bo nie lubię i nie chce mi się gotować, i gnieść mięcha, ale koniecznie z modrą kapustą. Sprawnie przyrządzą za mnie roboty z cateringowej firmy; byleby były ciepłe. Czego mi więcej potrzeba?

 

Grzegorz Bylica
zastępca redaktora naczelnego



R E K L A M A

W numerze 128:


Samorządy
się nie wyobcują


Z Adamem Lewandowskim, Burmistrzem Śremu – rozmawia Jacek Broszkiewicz


Nie istnieje moda, ale konieczność zmiany sposobu zarządzania wszystkimi miastami i gminami. I nieważne, czy posiadają kilkaset tysięcy mieszkańców, czy 30 – 40 tys. mieszkańców, czy jeszcze mniej.


Więcej…


Nie tylko
na cyfryzację


Internetu rzeczy nie można się bać i po środki na rozwój tego segmentu powinni sięgać nie tylko przedsiębiorcy, ale również samorządowcy. Uważam, że warto podjąć takie ryzyko.


Więcej…


Czy Polsce potrzebna jest
sztuczna… inteligencja?


Nawet mniej uważnym i mniej lotnym obserwatorom życia politycznego, gospodarczego i społecznego odpowiedź na pytanie zawarte w tytule nie powinna nastręczać problemów: Ależ tak!


Więcej…


Dziwny lider




Nawet mniej uważnym i mniej lotnym obserwatorom życia politycznego, gospodarczego i społecznego odpowiedź na pytanie zawarte w tytule nie powinna nastręczać problemów: Ależ tak!


Więcej…


Wspólne dziedzictwo
– język korzyści


We współczesnym świecie wpływy z turystyki mają coraz większy udział w potencjale gospodarczym państw i regionów – pod warunkiem umiejętnego wykorzystania istniejących zasobów w tej sferze.


Więcej…


Sieć 5G
– szanse i zagrożenia


Aby czerpać korzyści z wykorzystywania technologii 5G, należy stworzyć warunki do jej bezpiecznego funkcjonowania.


Więcej…


Protoplasta polskich euroregionów


W końcu ubiegłego roku, w ramach obchodów 101. Rocznicy odzyskania niepodległości w Zielonej Górze odbyła się wyjątkowa uroczystość, podczas której tytuł Człowieka 30-lecia Wolnej Polski otrzymał Czesław Fiedorowicz


Więcej…


Kongres klastrowy
w Zielonej Górze


28 stycznia w Zielonej Górze odbył się Kongres Klastrowy poświęcony transgranicznemu potencjałowi sieci i klastrów oraz ich znaczeniu dla rozwoju lubusko-brandenburskiego pogranicza.


Więcej…


Samotny
inteligentny tłum (3)





Kontynuujemy cykl publikacji niezmiernie interesującego tekstu autorstwa p. Pawła Podsiadło, który podejmuje bardzo istotne z punktu widzenia funkcjonowania współczesnego świata problemy, które w skali globalnej są przedmiotem uwagi w zasadzie wyłącznie elit intelektualnych i praktycznie są niedostępne szerokim masom, choć, w gruncie rzeczy tak naprawdę ich fundamentalnie dotyczą. Naszej przyszłości i losów cywilizacji.


Więcej…


Od redakcji


Na ratunek:
koniecznie przeczytaj do końca…


To jest fejsbukowe proroctwo mojej koleżanki Julci: „Czasy nadkonsumpcji powoli dobiegają końca. Zrobimy jeszcze raz, czy dwa zakupy ponad miarę, wyrzucimy kilka bochenków chleba, zjełczałe masło, zepsute mleko i nagle okaże się, że trzeba zacząć przeliczać zamiary na siły...

Świat stoi u progu kryzysu gospodarczego, który odczujemy wszyscy. Skończą się loty za półdarmo, wczasy all-inclusive, super promocje i mega okazje. Piramida w Gizie i Stadion Wembley powrócą na pocztówki z odległego świata. Już niedługo do szczęścia zacznie nam wystarczać spacer w słoneczne popołudnie, rozmowa z dawno niespotkanym znajomym, czy kromka chleba ze smalcem. Obejrzymy w końcu zdjęcia z wycieczek, których tysiące upchaliśmy w czeluściach twardych dysków lub w kartonowych pudłach. Sięgniemy po dawno kupione, a jeszcze nie do końca przesłuchane płyty, zapytamy sąsiada, jak mu minął dzień. Być może przeczytamy w końcu książki, które dostaliśmy gratis, bo nasze zamówienie złożone w hurtowni kultury i sztuki przekroczyło ileś tam złotych... Okaże się, że nie musimy zmieniać auta co cztery lata, ani prostować zębów po czterdziestce, żeby przypaść do gustu nowym znajomym... Proste życie będzie tym, czego nam potrzeba. Takie zwyczajne, codzienne, bez fajerwerków, pełne pokory i szacunku dla innych. Błękit nieba i lekki, letni wiatr wystarczą za podróż w nieznane. Tak będzie wyglądał świat po wirusie, o ile go doczekamy…”

Takie felietonowe, szlachetne refleksje wysypują się codziennie w milionowych dawkach na całym świecie. Lada robal (oczywiście, pobieżnie wiem, co to wirus) może błyskawicznie miliardy ludzi wprowadzić w stan nie tylko paniki, ale i przeważnie fatalistycznej zadumy. Z której, oczywiście nic nie wynika. Poza tym, że siedzimy w domu, bo nikogo nie stać na płacenie mandatów za szwendanie się po „świeżym” powietrzu.

Ale ja mam pomysł autorski na to, jak sobie poradzić z koronawirusem. Proszę zapamiętać! Na miarę nagrody Nobla! I to nie z jakiejś tam literatury, czy poezji, bo we współczesnym świecie technologii tylko w tych zamierających dziedzinach jesteśmy liderami, lecz w dyscyplinie używania rozumu i pragmatyzmu.

Do sedna. Otóż, by wytępić koronawirusa, ONZ powinno nakazać przekazanie wszystkich światowych zapasów napojów alkoholowych (zwłaszcza powyżej 75 proc., a pozostałe lżejsze poddać stężeniu) cywilnemu i strategicznemu lotnictwu wojskowemu wszystkich krajów. Ta gigantyczna flota powietrzna powinna rozpocząć od zaraz skoordynowane, dokładne rozpylanie tej gorzały nad całą planetą. I to z niskiego pułapu, by sznaps nie zdążył wyparować, zanim spadnie na ulice, dachy, pola i lasy. No i wirusa szlag trafi natychmiast. Po sprawie.

Byłoby to rozwiązanie bezprecedensowe, ale i skuteczne, bo psikanie jakimś aerozolem na ręce to farsa, która przed niczym nie chroni. A tak, to zarazę wytrujemy doszczętnie, osiągając przy tym niezmiernie ważną wartość dodaną: poczucie wspólnoty losu gatunku ludzkiego, uwolnienie się od lęku o przyszłość, no i oczywiście kolejny efekt dodatkowy, choć, mam nadzieję, krótkotrwały: Przez czas rozpylania wódy parę miliardów naszych sióstr i braci będzie totalnie nawalone, jak te bombowce nad nimi. Więc nawet jeśli z tej przyczyny (ofiary przy tak szeroko zakrojonej globalnej operacji są wszak nieuniknione) ktoś się przekręci z przepicia, to i tak taka śmierć jest chyba przyjemniejsze od zdychania pod respiratorem.

Efekt domina wywołany dziełem zapylenia Ziemi mocną gorzałą i uwolnienia globu od zarazy miałby wielokierunkowe konsekwencje. Weźmy pod uwagę pierwszą z brzegu: Kiedy wszyscy będą zalani w trupa - mogą przegapić czas siewu pszenicy, kukurydzy, jęczmienia, ziemniaków, chmielu i czego tam jeszcze. W rezultacie, także wobec zużycia zapasów, wystąpi niemożność ich odtworzenia i upadek sporej części rolnictwa a już całej spożywczej branży spirytusowej na pewno. I to właśnie wtedy może nadejść prawdziwa apokalipsa w postaci pojawienia się totalnie trzeźwej ludzkości. To byłby dopiero nieuchronny koniec świata...

Rzuciłem myśl i ogłaszam konkurs na równie nowatorskie rozwiązania, które za żadne skarby świata nie zrodzą się głowach naukowców, a tym bardziej w tępych łbach polityków. Premiowane będą także najbardziej nieprawdopodobne dzisiaj scenariusze wydarzeń i konsekwencji podobnie niekonwencjonalnych, choć jak najbardziej praktycznych i rozsądnych działań w skali globalnej. Do dzieła więc ludzie praktyczni i rozsądni! Do tego nie jest nam potrzebny żaden hi-tech, 5G, rewolucja 4.0, czy Krzemowe Doliny lub tajne laboratoria wojskowe, które pchają ten niby postęp cywilizacyjny niby do przodu za nasze, ludzkości, pieniądze. Zresztą tym sprawom poświęcamy sporą część tego wydania, choć nie mamy pewności, czy ono do kogokolwiek trafi. Ale nadzieja umiera ostatnia.

Jest jeden warunek uczestnictwa w ogłoszonym przeze mnie konkursie: Nie mogą w nim brać udziału ci z IQ powyżej 135. Bo będzie bezpieczniej. Dolnej granicy ilorazu nie przewiduję. Dlatego, że sam to napisałem...

 

Jacek Broszkiewicz
redaktor naczelny

Aktualne numery:


nr 127 | 2020

Pobierz PDF


nr 128 | 2020

Pobierz PDF



Kto nas czyta

„Euroregiony-Polska” (nakład 3.500 egz.), od 2012 roku „Europrojekty-pl/Euroregiony-Polska”, od 2001 roku trafiają drogą imiennej wysyłki pocztowej do instytucji państwowych takich jak Sejm, Senat (prezydia obu Izb i prezydia komisji), Kancelaria Prezydenta RP, Kancelaria Premiera Rządu RP. Czytają nas ministrowie, sekretarze stanu, szefowie urzędów państwowych, prezesi agencji rządowych, wojewodowie i marszałkowie sejmików wojewódzkich, kierownictwa resortów gospodarek 28 krajów członkowskich UE, szefowie tamtejszych krajowych izb gospodarczych.

NASI ODBIORCY
Członkowie Komisji Europejskiej w Brukseli i Przedstawicielstwa UE w Warszawie, a także m.in.:

  • – 56 szefów regionalnych i lokalnych agencji rozwoju, szefów 84 izb gospodarczo-handlowych, sektora bankowego, wydziałów ekonomiczno-handlowych,
  • – 24 ambasad krajów członkowskich UE, gmin tworzących polskie euroregiony,
  • – 265 prezydentów i burmistrzów największych miast polskich,
  • – 950 wójtów największych gmin polskich,
  • – 300 szefów przedsiębiorstw z tzw. „500” „Polityki”,
  • – 600 szefów instytucji otoczenia biznesowego,
  • – 80 rektorów państwowych i niepaństwowych uczelni wyższych.

Dołącz do nas!


R E K L A M A







Trybuna Czytelników/Zwiastun Portalu


Polacy i nie-Polacy...


Jest mi smutno i przykro, momentami jestem wściekła, kiedy czytam posty i komentarze dotyczące rozwijającego się koronawirusa i opinii na temat Polaków przebywających za granicą i wracających lub planujących powrót do kraju.

Czasami jestem oburzona tym, co wiele osób pisze. Bo, czy się to komuś podoba, czy nie - Polska to też moja, nasza Polaków na obczyźnie, Ojczyzna. Mamy w niej rodzinę, bliskich przyjaciół, znajomych. Tęsknimy za nimi, martwimy się o ich los, zwłaszcza teraz gdy wirus szaleje.

Mamy prawo wrócić do kraju, kiedy nam się podoba. I mamy prawo przebywać za granicą, kiedy nam się podoba.

Wszyscy jesteśmy ludźmi wolnymi.

Jakim prawem ktoś pisze : " jak im tak tam dobrze, to po co wracają?” lub: " chcieli wyjechać, to niech teraz tam siedzą "… I inne im podobne teksty.

O dziwo, dotyczą one nie tych, którzy wyjechali sobie na wczasy do Włoch, Hiszpanii, czy ciepłych krajów ( też uważam, że im wolno), ale tych którzy wyjechali do pracy do Niemiec, Holandii, Belgii itp.

Jakim prawem piszące tak na różnych forach osoby traktują nas jak zbędnych wyrzutków niegodnych powrotu do kraju? Wyjechaliśmy bo tak zdecydowaliśmy. Zwolniliśmy dla was dzięki temu wiele miejsc pracy w kraju. Nie osłabiamy budżetu pobierając zasiłki dla bezrobotnych, wszelkiego rodzaju zapomogi i jakieś tam 500+. Nie korzystamy z żadnej pomocy państwa, więc więcej państwowej kasy zostaje dla was.

O co wam chodzi? Czym was tak irytujemy?

Nie jesteśmy nierobami na zasiłkach, nie żerujemy na zapomogach wypłacanych z podatków ciężko pracujących Polaków w kraju, nic od nikogo nie chcemy i radzimy sobie sami. Co jest w tym złego? Nie leżymy tu, tylko ciężko pracujemy, często pracując poniżej własnych kwalifikacji, ambicji i aspiracji. Fakt za lepsze o wiele pieniądze niż dostalibyśmy w kraju. Ale pomyśleliście jakim to kosztem?

Czy osoby wypisujące takie bzdury pod naszym adresem choć raz w życiu pracowały tak jak my? Opuściliście dom i bliskich na kilka-, kilkanaście miesięcy? Wyjeżdżaliście obładowani jak wielbłądy ( bo nie wiadomo, co może się przydać 1300 km od domu w ciągu kilku miesięcy)? Spędzaliście święta sami bez nikogo, bez waszych dzieci, matek, ojców? Przepłakaliście kiedyś wiele nocy, bo tęsknota za nimi jest taka, że aż boli? Wyjeżdżaliście kiedyś pełni o baw, lęków i niepewności (jak każdy kto za granicę jedzie pierwszy raz...)? Wiecie jak to jest, gdy przez wiele miesięcy jesteś sam wśród obcych w pracy, na ulicy, w domu, a wszyscy twoi dotychczasowi znajomi i rodzina są bardzo daleko?

Nie wiecie. Nie macie o tym bladego pojęcia.

Więc jakim prawem zabieracie na nasz temat głos? Co wami kieruje: Zazdrość? Zawiść? A może tchórzostwo, bo nigdy nie zdecydowalibyście się na taki krok, jak my.

I jeszcze jedno.

Wasze komentarze są jak dyskusje mężczyzn o aborcji, starszych pań o antykoncepcji, czy księży o rodzinie i wychowywaniu dzieci.

Powiem wam, dlaczego tak wielu Polaków wraca teraz do kraju, bo przecież nie macie kompletnie na ten temat wiedzy, bo i skąd.

Większość z nas pracuje tu za pośrednictwem agencji. Jeśli to uczciwe agencje, to mamy zapewnione mieszkanie, legalne umowy o pracę lub kontrakty, ubezpieczenie, płacimy podatki.

Każda umowa kiedyś się kończy, Wtedy kończy się nasza praca, kończy się wtedy umowa najmu naszego mieszkania i co mamy z sobą zrobić? Wtedy wracamy do kraju na zasłużony odpoczynek (i ewentualnie szukamy nowej pracy).

Obecnie sytuacja w związku z koronawirusem jest wyjątkowa. Wiele firm przestaje działać i ludzie także zagranicą tracą pracę z dnia na dzień. Co, waszym zdaniem, mają zrobić ? Zamieszkać pod mostem?

Prawda ma też inne oblicze. Odpowiedzialne: kto nie musi, ten nie wraca. Bo nie chce narażać swoich bliskich na zarażenie. Myślici, że boimy się kwatantanny w Polsce? Dla nas to pikuś. Pobyt za granicą to dla wielu z nas jedna wielka kwarantanna. Kto może, to w dziś siedzi tu, zagranicą, na dupie.

Ale kiedy ta cała sytuacja z wirusem się skończy, to może wy ruszcie swoje i odważcie się na taki krok jak my. Może będziecie MUSIELI to zrobić. Wtedy może nas zrozumiecie. Życzę wszystkim zdrowia i rozwagi.

Niech wasze słowa nie ranią tych, którzy w niczym wam nie zawinili.

 

Agata Piotrowska

R E K L A M A

R E K L A M A