SAMORZĄDNOŚĆ / GOSPODARKA / INTEGRACJA EUROPEJSKA

ISSN 2082-3673

 

Europrojekty.pl  /  Numer 107  / Od redakcji

 

Od redakcji

 

Chłopaki, gramy u siebie…!!!

 

29 marca br. - mecz eliminacyjny do Euro 2016 Irlandia-Polska (1:1). „Polscy emigranci zalali Lansdowne Road, tworząc od wczesnego wieczora niesamowitą atmosferę w południowym Dublinie. Piłce nożnej na międzynarodowym poziomie potrzebna jest taka mobilizacja” - napisał dziennik „Irish Times”. Zauważył przy tym, że w irlandzkich sektorach na stadionie były widoczne liczne puste miejsca. „Przygnębiający znak czasów. Irlandczycy niemalże oddali ten mecz polskim kibicom”.

Nie o meczu jednak będzie tych kilka zdań. Irlandia stała się symbolem ogromnej polskiej fali emigracyjnej, jaka wylała się na kraje Unii Europejskiej już w roku 2004, kiedy to nasz kraj został do niej przyjęty. Nasi, w przeważającej mierze, młodzi ludzie zostali tam niezwykle ciepło – te relacje utrzymują się do dzisiaj – przyjęci na Zielonej Wyspie. Było ich z pewności tylu, że trzeba używać sześciocyfrowych liczb, by określić przybliżoną liczbę rodaków tyrających ciężko za irlandzkie euro. Opinia przytoczona na wstępie obrasta w kilka kontekstów. Po pierwsze obrazuje niezwykłą polską żywotność, entuzjazm, przekonanie o własnej wartości i… przydatności. Żadnych kompleksów narodowych ,ale świadomość, że są tam potrzebni, lubiani nie tylko z powodów religijnych i mentalnych, ale przede wszystkim z powodu swej ogromnej pracowitości ( 2. miejsce po południowych Koreańczykach w światowym rankingu). Po drugie – wynikające z pierwszego: niezwykła przedsiębiorczość wynikająca w coraz większym stopniu z wysokiego poziomu kwalifikacji, choć nadal większość emigrantów wykonuje proste prace fizyczne, to jednak fakt, ze pazerni na sukces, garną się do nauki języka angielskiego ( Polacy w ogóle są za 6, miejscu w świecie pod względem znajomości angielskiego - urzędowego w Republice Irlandii, obok rodzimego irlandzkiego – a zatem można zakładać, iż swą przyszłość wiążą z nową ojczyzna i raczej gremialnie do Polski wracać nie będą. Po trzecie – 122 tysiące polskich emigrantów w Irlandii ( dane z 2011 roku) to zaledwie niewielki procent z około 3 milionów  Polaków, którzy opuścili kraj nad Wisłą w poszukiwaniu pracy i szczęścia w krajach starej Unii ( Irlandia jest w UE od 1973 roku).

Skoro się rzekło, iż Republika Irlandii stała się ikoną polskiej unijnej emigracji po roku 2004, to wypada się zająć tytułem tego wstępniaka. Na ten mecz kibice polskiej drużyny otrzymali od gospodarzy oficjalnie pule 6,5 tysiąca biletów. Tymczasem  naszych kibiców było co najmniej dwa razy więcej. Oczywiście… – polska przedsiębiorczość. Ci ludzie śpiewali: „Polacy, gramy u siebie!”, mimo, iż mecz odbywał się w Dublinie. . Nie było zwyczajowych przy okazji takich wydarzeń środków ostrożności. Irlandzcy i polscy kibice byli przemieszani z sobą, nie było mowy o policyjnych kordonach odgradzających od siebie fanów rywalizujących drużyn. Mimo, że mecz obfitował w brutalne starcia, to po nim Irlandczycy i Polacy na trybunach wzajemnie sobie gratulowali i opuszczali stadion w znakomitej komitywie. Wniosek? Mamy ogromny potencjał asymilacyjny w obcych krajach, a skoro tak, to tym bardziej trudno spodziewać się powrotu do domu rodaków z wypchanymi kieszeniami euro i popadać w iluzję, że będą inwestować w polską rzeczywistość.

Kilka dni temu rozmawiałem z młoda kobietą, której dorosły syn bardzo pragnął dostać się do akademii wojskowej, chciał zostać saperem, budować mosty inne tego typu obiekty o strategicznym znaczeniu dla obronności Polski. Nie przyjęto go tylko z jednego powodu – nie miał skończonej zawodówki o profilu budowlanym. Był maturzystą po liceum. Zdobył więc kwalifikacje ochroniarza i wylądował w jakimś podrzędnym supermarkecie za groszową pensją. Dziewczyna pracowała w Irlandii, więc zakochany, zrewidował swoje pojęcie patriotyzmu i pojechał do Irlandii za głosem serca, ale i rozsądku. Zrewidował, co nie znaczy, że nie tęskni za krajem, i że nie wróciłby, gdyby tylko zaistniała potrzeba obrony ojczyzny. Nie wstydzi się głośno o tym mówić. Ale zasadniczo jest to sytuacja zaliczająca się do typowych.

Przeciętny, statystyczny koszt edukacji każdego młodego Polaka i to niezależnie od tego, czy kończy ją na etapie kilku klas podstawówki, czy też uzyskuje dyplom lekarza sięga według różnych obliczeń nawet 100 tysięcy złotych. Aż strach przemnożyć tę kwotę przez liczbę 3 milionów – tyle bowiem wynoszą ostrożne szacunki dotyczące emigracji na Zachód. Ale dokonajmy tych obliczeń. Wychodzi bardzo okrągła i powalająca z nóg sumka – nie mieszcząca się zresztą na ekranie zwykłego kalkulatora. 300.000.000.000, czyli TRZYSTA MILIARDÓW ZŁOTYCH!!! Sprawdziłem, nie dowierzając własnym oczom. Błędu nie ma. Tyle wywaliliśmy wszyscy, czyli polscy podatnicy na edukację rodaków, którzy teraz pracują na dobrobyt innych nacji. Wychodzi na to, że Polska to bardzo bogaty i szczodry kraj. Przy rocznym PKB wynoszącym około 1,5 biliona złotych owe 300 miliardów zainwestowanych w edukację emigrantów, to kwota robiąca jeszcze większe wrażenie. A fala wyjazdów nie słabnie, ulega tylko okresowym zmianom amplitudy i wysokości.

Być może dlatego w kołach rządzących pojawiły się pomysły ustawowego uregulowania problemu zmykającego się pytaniu dlaczego Polska ma łożyć na edukację ludzi, którzy potem wykorzystują – w mniejszym lub większym stopniu, bo to rzecz mało istotna – swoje wykształcenie dla bogacenia się innych państw? Prymitywne, populistyczne podejście do tej skomplikowanej materii, znalazło swój wyraz w sięgnięciu po jakże typową w Polsce metodę załatwiania najważniejszych spraw. Wprowadzić zakazy, kary, nakazy oddawania pieniędzy itp. A więc: jesteś lekarzem, wyjeżdżasz do, jakże by inaczej? – Irlandii, to oddawaj kasę za wykształcenie, które za darmo dało ci państwo. W przypadku lekarza oznacza to konieczność zwrotu przez niego państwu, czyli ponoć nam,  kwoty zamykającej się pomiędzy 250 a 550 tysiącami złotych. A przecież młody lekarz jest po studiach goły jak święty turecki i zagranicę wyjeżdża po to, by mieć za co żyć! (Wyjechało ich dotąd grubo ponad 6 tysięcy). A co z inżynierami, technikami, uczonymi? Nie mówiąc już o przysłowiowych hydraulikach czy budowlańcach.

Oczywistą i jedyną odpowiedzią jest stworzenie takich warunków płacowych (obniżenie podatków, ZUS-ów i innych ciężarów fiskalnych obciążających gospodarkę i świat pracy), by były one wreszcie konkurencyjne dla unijnej, zachodniej oferty. Nikt nie podejmie takiego ryzyka, bo w naszej  rzeczywistości oznacza ono śmierć polityczną.

Jak dotąd jedynym człowiekiem, który je na nasze wielkie szczęście podjął, był Leszek Balcerowicz. Po nim nikt już nie miał takich jaj, mimo, że wielu premierów i ministrów, nie mówiąc już o posłach, którzy przecież w ogóle nie wiedzą co to znaczy reprezentować wolę wyborców, składało setki deklaracji w stylu „nieważne, jak mężczyzna zaczyna, ale jak kończy”. Jakoś nikt nie kończy, więc pusty (i gorzki) śmiech człeka ogarnia…

 

 

Jacek Broszkiewicz

redaktor naczelny

Skontaktuj się z nami:

Napisz do nas:

Europrojekty.pl Sp. z o.o.

Al. Korfantego 32/44
40-004 Katowice

NIP: 634-281-53-00

+48 509 179 016

Adres:

E-mail:

Telefon:

Jeśli masz do nas jakieś pytania, chciałbyś podjąć  z nami współpracę lub dowiedzieć się więcej na temat naszego pisma, zapraszamy do kontaktu za pomocą poniższego formularza bądź redakcyjnego adresu
e-mail:

redakcja@europrojekty-pl.pl

redakcja@europrojekty-pl.pl

Copyright © 2014  |  Europrojekty-pl  |  Wszelkie prawa zastrzeżone. Wykorzystywanie artykułów z tej strony bez zgody redakcji lub autora zabronione  |  made by TATUTU

Wysyłanie...  |

Wystąpił błąd. Przepraszamy  |

Wiadomość wysłana  |