SAMORZĄDNOŚĆ / GOSPODARKA / INTEGRACJA EUROPEJSKA

ISSN 2082-3673

 

Europrojekty.pl  /  Numer  117  / …jak berety!

 

Przetargowe przepychanki, czyli tzw. "real"

 
…jak berety!

 







Takich miejsc jest w Polsce wiele, więc wszelkie próby umiejscowienia i uszczegółowienia miejsca i postaci to zwykła strata czasu, gdyż opisane poniżej spotkanie mogło mieć miejsce gdziekolwiek.

 

By choć na chwilę oderwać się od wszechobecnego jadu i hejtu wsiadłem w auto i pojechałem w moje ukochane góry, aby w ich majestacie spojrzeć trochę z innej perspektywy na to wszystko, co dzieje się z nami i wokół nas.

W karczmie przy stoliku obok siedziało dwóch turystów. Początkowo nie zwracałem na nich uwagi, lecz po chwili zacząłem nadstawiać uszu – temat ich dyskursu wzbudził we mnie żywe zainteresowanie – rozmawiali o przetargach. Włączyłem dyktafon. Opowiadali sobie wzajemnie o swoich przetargowych doświadczeniach, nie starając się nawet ściszyć głosu. Robiło się coraz ciekawiej. Oto skrócony zapis tego co usłyszałem i potem skonfrontowałem tę przypadkowo nabytą wiedzę sięgając do poważnych źródeł.>

„W SIWZ (Specyfikacja Istotnych Warunków Zamówienia) są np. takie kwiatki „ – Zamawiający wymaga, aby Wykonawca miał swoją siedzibę firmy nie dalej niż 50 m od – siedziby Zamawiającego!... Już na dzień dobry wiadomo kto spełnia ten odległościowy warunek. Iluż potencjalnych oferentów zlokalizowanych jest w tej, a nie innej odległości od siedziby zamawiającego ? Czy warto zatem startować do takiego przetargu? Szkoda czasu poświęconego na przygotowanie dokumentacji i wadium, które, co nie jest rzadkością, w przypadku przegranej nie jest zwracane lub zwrot trwa nawet rok, bo zapis w specyfikacji brzmi np. tak: „Zamawiający wykona płatność do 365 dni od realizacji zamówienia, pod warunkiem posiadania środków”… Czyli ktoś zrobił dla mnie zamówioną usługę, ja będę zwlekać z zapłatą (choć mam środki na koncie), a przed upływem roku na przykład zmienię instytucję, będą nowe wybory lub wyprowadzę środki z konta w inny sposób. I co mi zrobisz Wykonawco. Podpisałeś umowę? To teraz się bujaj.

Przygotowanie wszystkich dokumentów przetargowych to, w wielu wypadkach, wyścig z czasem, bo zwykle terminy od ogłoszenia przetargu do złożenia dokumentów są nawet kilkudniowe, a tu trzeba wypełnić liczącą nawet 30 – 50 stron dokumentację i załączyć aktualne dokumenty – wyciągi: EDG/KRS, REGON, NIP (każdy z nich to wydatek 30 zł).

 

 

Jak wyglądają przetargi w naszym kraju? Jeden z ich uczestników górskiej biesiady wypunktował procedurę na swoim przykładzie. Jego firma wygrała po raz pierwszy przetarg na sprzedaż 20 biletów lotniczych dla pewnej państwowej służby. Zamawiający zaakceptował kalkulację (cena biletów była rozsądna, wzięta z życia, nie z księżyca) i zwycięzca przetargu czekał na przesłanie umowy, aby móc się zapoznać z nią i zapisanymi w niej szczegółami ( diabeł bowiem tkwi w szczegółach ). Rozmowa z panią odpowiedzialną za przetarg doprowadza oferenta prawie do szału. Nie odpowiada konkretnie na żadne z zadanych pytań; nie gwarantuje także zachowania podanych wcześniej terminów. Turysta ją cytuje: – „Proszę Pana, my w SIWZ mamy podane, że macie nam zagwarantować możliwość zmiany dat lotu i nazwisk od ….. – mówiła do dzwoniącego pani, która przedstawiając się wymieniła przed swym nazwiskiem prawie cały alfabet. Nie pomagają tłumaczenia, iż ceny biletów zmieniają się każdego dnia i nawet dzień zwłoki w podpisaniu umowy skutkować może sporymi stratami finansowanymi po stronie wykonawcy, a zmiana nazwiska lecącego jest kosztowna (równa nawet cenie biletu). – „To możecie nie podpisywać umowy” – stwierdziła przedstawicielka zamawiającego. Wreszcie faks „wypluł” umowę. I wszystko było jasne. Bardzo ciekawie wyglądał jeden z punktów: – Zamawiający zastrzega sobie prawo do zmiany danych osób lub terminu wylotu, wskazanych w zamówieniu na co najmniej 4 dni przed upływem pierwotnie wskazanego terminu. No tak, my im kupimy bilety, a oni na 5 dni przed odlotem się rozmyślą i szukaj tu nowych biletów z nowa datą. Przecież wtedy wszystkie miejsca w samolocie są już prawdopodobnie dawno zajęte; samolot nie jest z gumy, a dostawki się nie dołączy. Nie znajdziesz biletów – płacisz zapisaną w umowie karę. Kiedyś jedna z firm zmieniła nazwisko na 9 dni przed wylotem. Taka zmiana nie jest sprawą łatwą, szczególnie w biletach promocyjnych. – „Mieliśmy już takie przypadki; kosztowało nas to 300 złotych dodatkowo. Dwie lub trzy takie zmiany i, zamiast zarobić, jesteś w plecy. Ze względu na ten zapis o zmianach na 4 dni przed upływem pierwotnego terminu, zrezygnowaliśmy z realizacji zamówienia. Niech się z tym buja ten z drugiego miejsca, a w przypadku jego rezygnacji kolejny.” – konstatuje z kwaśną miną turysta.

Są też przetargi do których się nie staruje, bo… i tak wiadomo kto je wygra, a wygrywają tak przetargi od kilku lat. A dla czego wygrywają? „Bo mój znajomy to… i on ma wygrywać!” Są też przetargi w których się nie startuje, bo osoby ogłaszające przetarg, są delikatnie mówiąc, „problematyczne” i szukają dziury w całym, aby po wykonaniu zastosować karę umowną lub nawet w ogóle nie płacić. Często też widać jak to osoby opracowujące SIWZ mają małe pojęcie o tym, co właściwie zamawiają? – „Zamawiający wymaga ubezpieczenia dla uczestników…” Na jaką sumę ma być takie ubezpieczenie? Jakie warunki ma mieć takie ubezpieczenie? O tym nic nie ma. To już wie chyba tylko ten, który ma wygrać.

Do klasyki przetargów publicznych zaliczyć można ofertę, w której dwie firmy podały za zakup biletów lotniczych prowizje wysokości… 1 (jednego) grosza! Firmy wezwane do wyjaśnienia złożyły odpowiedź dając nową prowizję: Firma X 1 grosz nadal! Firma Y ZERO groszy! Jaki sens miał wygrany przetarg z prowizją ZERO? To już wie ten, kto wygrał. A o samym zachowaniu uczestników wycieczek organizowanych przy pomocy procedury przetargowej krążą wręcz legendy. Podczas nich dopiero wyłazi słoma z butów ministrom, dyrektorom i innym ważnym personom balującym za publiczne pieniądze. Największą patologią polskich przetargów jest kryterium najniższej ceny. Czy coś, co jest tanie rzeczywiście jest najlepsze, dobrze zrobione, wykonane? Przecież cena jest miernikiem wartości towaru. Bardzo rzadko bierze się pod uwagę rzetelność wykonawcy i możliwości wykonania usługi po oferowanej cenie. W innych krajach Europy oferty z najniższą i najwyższą ceną (tak jak noty w skokach narciarskich) są odrzucane i do dalszej „obróbki” bierze się pozostałe. Dlaczego takich kryteriów nie stosuje się u nas? Na to pytanie nie uzyskamy szybko odpowiedzi.

W związku z powyższym wycieczka w góry do wymarzonej oazy spokoju i pogody ducha po prostu mi się nie udała…

 

Krzysztof Kozik

Skontaktuj się z nami:

Napisz do nas:

Europrojekty.pl Sp. z o.o.

Al. Korfantego 32/44
40-004 Katowice

NIP: 634-281-53-00

+48 509 179 016

Adres:

E-mail:

Telefon:

Jeśli masz do nas jakieś pytania, chciałbyś podjąć  z nami współpracę lub dowiedzieć się więcej na temat naszego pisma, zapraszamy do kontaktu za pomocą poniższego formularza bądź redakcyjnego adresu
e-mail:

redakcja@europrojekty-pl.pl

redakcja@europrojekty-pl.pl

Copyright © 2014  |  Europrojekty-pl  |  Wszelkie prawa zastrzeżone. Wykorzystywanie artykułów z tej strony bez zgody redakcji lub autora zabronione  |  made by TATUTU

Wysyłanie...  |

Wystąpił błąd. Przepraszamy  |

Wiadomość wysłana  |