SAMORZĄDNOŚĆ / GOSPODARKA / INTEGRACJA EUROPEJSKA

ISSN 2082-3673

 

Europrojekty.pl  /  Numer  125  / Brytyjskie przestrogi

 

Z perspektywy Parlamentu Europejskiego:
prof. Jerzy Buzek


 
Brytyjskie przestrogi

 







Końcówka roku obfituje w gorące wydarzenia. Niewątpliwie takim jest przynajmniej werbalne zastosowanie się polskiego rządu do orzeczenia Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w sprawie przywrócenia przepisów dotyczących Sądu Najwyższego. Szkoda tylko, że w zasadzie jedynym powodem porzucenia uporczywej obrony swego stanowiska przez rządzących zdaje się być wyłącznie perspektywa dotkliwych kar finansowych, jakie z pewnością zostałyby na nas nałożone. Bo to rząd ponosiłby odpowiedzialność za taki obrót spraw, ale jak zwykle zapłaciliby podatnicy. Dla mnie jest oczywiste, że najważniejsze jest stosowanie zasad zawartych w Konstytucji, podstawowych reguł, jakie obowiązują w Unii Europejskiej – z zasadą praworządności na czele. Chodzi przecież tym samym o to, by nie łamać naszych własnych regulacji i rozwiązań zawartych w Ustawie Zasadniczej.

 

Dlaczego rozpoczynam ten komentarz od podkreślenia wagi kwestii związanych z praworządności? Ponieważ próby swobodnego interpretowania prawa i zmienianie go w kierunku autorytarnym i niezgodnym z kanonami demokracji i praworządności są groźne w kontekście ewentualnego faktycznego opuszczenia przez kraj Wspólnoty. Bieżąca walka polityczna i wynikające z niej doraźne interesy spowodowały wyciszenie dyskusji i obaw przed Polexitem. Zbliżają się euro wybory i każdemu liczącemu się ugrupowaniu, także temu u władzy zależy, by w Parlamencie Europejskim znalazło się jak najwięcej jego przedstawicieli. Według mnie sprawa ewentualnego Polexitu jest nadal i aktualna i pierwszej wagi. To, że ponad 80 procent polskich obywateli jest za pozostaniem naszego kraju w UE, wcale nie oznacza, że będą oni mieli wpływ na decyzje, które mogą Polskę z Unii wyprowadzić.

Podkreślam ten wątek, bo rozwój wypadków rozpoczętych w Wielkiej Brytanii w roku 2016 pokazuje dobitnie, jak łatwo można rozkołysać społeczne emocje i doprowadzić do efektów zupełnie odwrotnych od zamierzonych i spodziewanych. To ważne, bo w odniesieniu do naszych realiów nie zakładam aż takiej premedytacji i cynizmu obecnych elit trzymających władzę. Dotąd nie ukrywała ona nawet wrogiego stosunku do organizacji, którą Polska współtworzy. Tak więc pewne przestrogi przydadzą się chociażby po to, by żaden rząd nie popełnił błędu Camerona sprzed 2 lat, za który Brytyjczycy, a i sama Unia Europejska zapłacą wysoką cenę. Polski system prawny zakłada, że w przeciwieństwie do UK, głos decydujący w fundamentalnych sprawach ma Sejm, Senat, rząd i Prezydent. W praktyce oznacza to, że referendum w sprawie wyjścia Polski z UE u nas nie będzie. Poza tym entuzjaści Europy państw narodowych doskonale wiedzą, że Polacy opowiedzieliby się za pozostaniem w UE. Daję sobie prawo do takich dywagacji, ponieważ dynamika zmian zachodzących we współczesnym świecie każe brać pod uwagę w zasadzie każdy scenariusz rozwoju sytuacji, także, a może przede wszystkim taki, którego nie jesteśmy w stanie nawet wymyślić.

Berxit musi niepokoić. Sądzę, że gdyby dwa lub trzy rządy krajów unijnych poszły teraz drogą Wielkiej Brytanii, to Unia mogła by się rozpaść. Takie są konsekwencje nierespektowania praw, na które wspólnie się umówiliśmy, oraz błędnych kalkulacji politycznych.

Warto zadać fundamentalnej wagi pytanie: Co nam pozostanie, kiedy UE przestanie istnieć?

Ostatnie wybory samorządowe jasno pokazały, że Polacy popierają UE i wiążą z nią swoją przyszłość. Na fali tego przekonania jakoś nikt u nas nie zauważył, że wieloletnie podważanie i kwestionowanie znaczenia Unii Europejskiej przez Prezydenta Republiki Czeskiej, owocuje tam obecnie o wiele niższym niż w Polsce poziomem społecznego poparcia dla Wspólnoty. To jest fakt. 14 lat temu Wielka Brytania, za rządów Tony’ego Blaira, była fundamentem Unii Europejskiej. Dziś jest już prawie poza nią. A wtedy Blair był jednym z najważniejszych przywódców unijnych. Nikt nie myślał o brexicie. To pokazuje, jak diametralnie sytuacja może się zmieniać. Nagle pojawiło się hasło do wyjścia, trochę tak, jak teraz ruch antyszczepionkowy. Trafiło na podatny grunt. Zwłaszcza, że władze nie reagowały i sądziły, że rzecz po prostu sama się załatwi. W dobie niesłychanego postępu w komunikacji między ludźmi nie doceniono znaczenia i siły fałszywych informacji o UE, rozpowszechnianych przez skrajną prawicę i nacjonalistów. Niemałą , o ile nie kluczową rolę, odegrał David Cameron, który błędnie skalkulował swoje bieżące cele polityczne. Brak umiejętności przewidywania skutków swych poczynań kończy się nie tylko klęską polityczną, ale przede wszystkim konsekwencjami dla całych społeczeństw. Przestrzegam więc przed złudzeniami, że racja i „obiektywna” prawda zawsze zwycięża, bo to czysty idealizm. Zdrowiej jest być ostrożnym, ale zdecydowanym, zdobyć się na ciągłą autorefleksję, co jest możliwe tylko dzięki porzuceniu własnej pychy. Unię należy reformować, podobnie, jak reform domaga się Polska. Tylko na jedno i drugie trzeba mieć po prostu pomysł.

Podstawowym nośnikiem każdego skutecznego programu politycznego jest wiarygodne zapewnianie wyborców o woli naprawy błędów i niedostatków rozwiązań bezpośrednio wpływających na jakość życia. To jest najbardziej wydajne paliwo. Abstrakcyjne dla większości pojęcia wolności, praw człowieka i obywatela, swobody wyrażania przekonań - nie mają takiego waloru. Akcentowanie niezależności i niepodległości odwołuje się do bardzo silnych emocji i polityczni cynicy dobrze wiedzą jak je wykorzystać dla doraźnych celów. Pamiętać należy, że niezależność w pierwszym rzędzie oznacza po prostu osamotnienie, izolację. We współczesnym świecie jest czysto iluzoryczna. Miarą patriotyzmu, miłości do Polski, powinno być dążenie do umocnienia pozycji naszego kraju w Unii.

Brexit trwa i choć nie wiadomo kiedy i czym się ten proces zakończy, to jednak warto się zastanowić nad jego skutkami dla Unii i Polski. Sądzę, że o swój los mogą być spokojni Polacy, którzy już zdecydowali się na emigrację i żyją w, i dla Zjednoczonego Królestwa. Mówię o tym dlatego, że bezpieczeństwo obywateli na terenie każdego kraju, zwłaszcza tego opuszczającego Wspólnotę, jest pierwszym punktem każdych negocjacji określających warunki ugody pomiędzy teraz już stronami. A więc także Brytyjczycy, którzy wybrali kraje unijne na swą ojczyznę muszą mieć pełne dotychczasowe prawa. Czeka nas być może bolesna, bo zupełnie nowa, konfrontacja debiutujących zasad z rzeczywistością. Myślę, że dopiero nowe relacje pomiędzy państwem opuszczającym organizację a samą UE dadzą odpowiedź na pytanie o prawdziwy wymiar skutków tego procesu dla obu stron. Brytyjczycy, jeśli zatrzymają się na tej drodze, to i tak będą musieli wpłacić prawie 40 miliardów funtów do unijnej kasy, ponieważ zobowiązania przyjęte w przeszłości muszą być dotrzymywane. Tak, jak można się było spodziewać najbardziej na razie zapalnym punktem jest kwestia granicy pomiędzy obiema Irlandiami, a w dalszej perspektywie losy podpisanej już umowy o warunkach brexitu, wynegocjowanych przez premier Teresę May. Wielu Brytyjczyków uważa, że nie jest ona tak korzystna dla UK, jak oczekiwali. Jednak bez tej umowy koszty byłyby jeszcze większe. Pod uwagę brany jest także trzeci scenariusz, czyli kolejne referendum. Tuż po tym przegranym z roku 2016 Tony Blair był o tym przekonany. Trwa stan zawieszenia, choć negocjacje tak wewnętrzne brytyjskie, jak i z Unią się toczą.

Unia Europejska jest przygotowana na brexit – z umową, czy bez niej. Jest przygotowana także na trzecie rozwiązanie, sprowadzające się do tego, że organizacja pozostanie w dotychczasowym składzie 28 państw. To byłoby oczywiście najlepsze rozwiązanie.

Jest też szerszy kontekst wymiaru tego, co się obecnie dzieje. Nie wolno wpadać w samozadowolenie płynące z utrzymywania się postaw pro unijnych, czego wyrazem były nasze niedawne wybory samorządowe. Choć ich rezultat mógłby wskazywać, że retoryka antyunijna na dłuższą metę nie popłaca. Większość Polaków czuje, że osłabienie Unii, a co dopiero opuszczenie jej prze nasz kraj byłoby bardzo groźne. Pozostanę jednak ostrożny z uznawaniem decydującej roli nastrojów społecznych w tej materii.

Unia Europejska – o czym wie coraz mniej jej żyjących obywateli – powstała dlatego, by na Kontynencie już nigdy nie było wojen. Na początku nie myślano o wspólnym rynku, a Wspólnota Węgla i Stali – protoplasta UE – powstała tylko po to, by kontrolować zbrojenia. To, co dzisiaj wydaje się być nienaruszalne, stałe i bezpieczne nigdy nie jest dane raz na zawsze. Dowodzi tego cała historia cywilizacji. Teraz chodzi o to, by wyprzedzać i zapobiegać na czas procesom, które mogą przynieść globalną katastrofę. Nie ćwiczyliśmy tego scenariusza i obyśmy nie musieli.

Dziś Brytyjczycy dobrze wiedzą, że brexit będzie ich bardzo drogo kosztował. Wiedzą, że padli ofiarą własnej naiwności i fałszu sprzedawanego przez przeciwników UE. Jednak raz uruchomiony walec jedzie i trudno go będzie zatrzymać.

 

Jerzy Buzek

Skontaktuj się z nami:

Napisz do nas:

Europrojekty.pl Sp. z o.o.

Al. Korfantego 32/44
40-004 Katowice

NIP: 634-281-53-00

+48 509 179 016

Adres:

E-mail:

Telefon:

Jeśli masz do nas jakieś pytania, chciałbyś podjąć  z nami współpracę lub dowiedzieć się więcej na temat naszego pisma, zapraszamy do kontaktu za pomocą poniższego formularza bądź redakcyjnego adresu
e-mail:

redakcja@europrojekty-pl.pl

redakcja@europrojekty-pl.pl

Copyright © 2014  |  Europrojekty-pl  |  Wszelkie prawa zastrzeżone. Wykorzystywanie artykułów z tej strony bez zgody redakcji lub autora zabronione  |  made by TATUTU

Wysyłanie...  |

Wystąpił błąd. Przepraszamy  |

Wiadomość wysłana  |