SAMORZĄDNOŚĆ / GOSPODARKA / INTEGRACJA EUROPEJSKA

ISSN 2082-3673

 

Europrojekty.pl  /  Numer 105  / Jesteśmy skazani na energooszczędność

 

 

Na przekór trendom:
Park Naukowo-Technologiczny Euro-Centrum w Katowicach

 

Jesteśmy skazani na energooszczędność

 

Z dr Stanisławem Grygierczykiem - Koordynatorem ds. naukowych i środowiskowych Parku Naukowo-Technologicznego Euro-Centrum w Katowicach – rozmawia Andrzej Wawrzyczek

 

- W dobie kryzysu każdy kW prądu czy ciepła oglądany jest ze wszystkich możliwych stron. Niewiele osób jednak wie, że wiele energii tracimy bezpowrotnie z powodu nieprzemyślanej konstrukcji budynków. Czym więc jest tzw. budownictwo energooszczędne?

 

- Łatwiej być może będzie powiedzieć, czym nie jest. Budynek tradycyjny, czy też standardowy, to budynek wybudowany według obowiązujących w Polsce norm, czyli - gdybyśmy to chcieli określić jakąś wartością mierzalną - taki, którego sezonowe zapotrzebowanie na energię cieplną do ogrzewania pomieszczeń mieści się w zakresie od 90 do 120 kWh energii na m kw. na rok. To jest pewien punkt wyjścia, czyli warunek, który musi spełniać każdy nowowybudowany w Polsce budynek. Od razu dodam, że nie jest on jakoś specjalnie wyśrubowany. Dla przykładu mogę podać, że w Szwecji norma ta wynosi 30-60, a w Austrii nawet 25-50 kWh/m kw.

 

- Czy to oznacza, że każdy budynek zapewniający lepsze warunki termiczne od tych wymienionych możemy określić mianem energooszczędnego?

 

Jednoznacznej definicji budynku energooszczędnego nie ma, natomiast najczęściej używa się tego określenia dla budynków o konstrukcji minimalizującej straty ciepła z otoczeniem, który wyposażony jest w instalacje o niskiej energochłonności i wysokosprawne urządzenia grzewcze.

 

Oczywiście pojęcie energooszczędności można stopniować. Stąd mówimy o budynkach niskoenergetycznych, pasywnych, a ostatnio nawet o plusenergetycznych. Wszelkie typologie budowane są w zależności od ilości energii potrzebnej do ogrzania metra kwadratowego pomieszczenia. Różne firmy przygotowują tutaj własne klasyfikacje. Na przykład, według Stowarzyszenia Na Rzecz Zrównoważonego Rozwoju, budynek mieszczący się w zakresie od 45 do 80 kWh energii na m kw. na rok będziemy już nazywać energooszczędnym. Kolejnym z ważnych etapem rozwoju budownictwa niskoenergetycznego jest budynek pasywny. To taki obiekt, który ponoszone straty ciepła w dużej mierze rekompensuje poprzez energię pozyskiwaną z otoczenia lub odzyskiwaną z ciepła, które z budynku jest wydalane. W rezultacie ogrzanie metra kwadratowego powierzchni budynku pasywnego nie powinno zużywać więcej energii, niż 15 kWh/rok. W tej chwili zresztą już takie budynki powstają. Natomiast taką ideą przyszłości, póki co, do której staramy się zmierzać, jest budynek plusenergetyczny. Obiekty takie nie potrzebują zewnętrznych przyłączy energii, ponieważ same produkują jej tak dużo, że nadmiar mogą jeszcze odprowadzać do sieci. Z technicznego punktu widzenia skonstruowanie takiego budynku możliwe jest już dziś, ale póki co nie ma dla niego racjonalnego uzasadnienia ekonomicznego.

 

To oczywiście tylko teoria. W praktyce wiele nowobudowanych obiektów nie spełnia nawet tych podstawowych norm, a w większości starszych budynków ilość energii potrzebna do ogrzania jednego metra kwadratowego powierzchni dochodzi nawet do 300 kWh/rok.

 

- Państwo działacie niejako na przekór tym trendom inwestując właśnie w energooszczędność. W Parku Przemysłowym "Euro-Centrum" od 2009 roku funkcjonuje już budynek niskoenergetyczny, a od niedawna budynek pasywny.

 

- Nasz niskoenergetyczny budynek zużywa 32 kWh energii na m kw. na rok. Gdy patrzymy na niego z zewnątrz niczym szczególnym się nie wyróżnia, bo jego tajemnica - oczywiście oprócz zainstalowania wysokosprawnych urządzeń - polega na umiejętnym zestawieniu prostych, znanych od dawna zabiegów projektowych.

 

Pierwsza rzecz, o której trzeba pomyśleć już na samym początku, to jest odpowiednie usytuowanie budynku, tak aby mógł maksymalnie pozyskiwać energię z otoczenia. Krótko mówiąc, dłuższą ścianą, z dużą ilością okien zwracamy go w kierunku południowym. Oczywiście nie zawsze jest to możliwe, gdyż plan zagospodarowania przestrzennego może odgórnie narzucać usytuowanie budynku. Tak właśnie było w naszym przypadku. Okazało się, że możemy go skierować na południe tylko ścianą szczytową, ale i tak staraliśmy się zmaksymalizować pochłanianie przez jego konstrukcję promieni słonecznych. Oczywiście to, co jest zyskiem zimą, staje się problemem w lecie. Aby zapobiec przegrzewaniu się budynku w cieplejszych miesiącach, zastosowaliśmy przede wszystkim grubszą, niż zwykle warstwę izolacji, a także okna o bardzo niskim współczynniku przenikania ciepła oraz żaluzje automatycznie dostosowujące się do zmian ilości światła. Chciałbym zwrócić uwagę, że wcale nie są to rozwiązania drogie. W przeliczeniu na każdy metr kwadratowy powierzchni użytkowej, wyniosły nas dodatkowo o około 22 zł więcej, co przy całkowitym koszcie budowy jednego metra na poziomie kilku tysięcy złotych nie jest wartością znaczącą.

 

- A jak sytuacja wygląda od środka?

 

- Pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy po wejściu do budynku, to to że ma on budowę atrialną, z wewnętrznym przeszkleniem. Dzięki temu wszystkie biura oraz klatki schodowe mogą przez większą część dnia korzystać z naturalnego oświetlenia. Pozbawione okien są tylko pomieszczenia gospodarcze. W ten sposób znacząco spada zapotrzebowanie budynku na energię do oświetlania pomieszczeń. A co jeszcze ważniejsze, takie rozwiązanie praktycznie nic nie kosztuje.

 

W budynku zastosowany jest także innowacyjny system grzewczo-chłodzący, który wbudowany jest w grube na 30 cm żelbetowe stropy. W plastikowych rurach, w zależności od pory roku, płynie ciepła lub zimna woda. Rozmieszczenie ich na całej powierzchni gwarantuje równomierne dogrzanie pomieszczeń, a grube stropy dodatkowo kumulują ciepło, dzięki czemu w przypadku awarii, na przykład wyłączenia prądu, budynek utrzyma właściwe parametry cieplne nawet przez tydzień. Co więcej, aby uzyskać we wnętrzu komfort termiczny, czyli temperaturę oscylującą w okolicach 20-22 st. C, wystarczy wtłoczyć do rur wodę o temperaturze zaledwie 28 stopni, czyli dużo chłodniejszą, niż w tradycyjnych systemach grzewczych, gdzie kaloryfery nagrzewają się nawet do 60-80 st. Latem, gdy do rur tłoczona jest zimna woda, budynek również schładza się równomiernie. Zupełnie inaczej, niż to jest w przypadku zastosowania klimatyzacji, która schładza pomieszczenia punktowo. W przypadku bardzo ciepłych dni - czyli w sytuacji, gdy temperatura przez dłuższy czas przekracza 30 st. C - w utrzymaniu odpowiedniej temperatury pomaga agregat wody lodowej, który znajduje się w centrali wentylacyjnej i dodatkowo schładza powietrze w budynku. Natomiast, szczerze powiedziawszy, nie pamiętam czy w ogóle kiedykolwiek była konieczność uruchomienia go.

 

- Wiemy już wszystko o chłodzeniu. A jak wygląda sytuacja z wentylacją w tym budynku? Domyślam się, że również i tę kwestię udało się zoptymalizować?

 

- Żeby temperatura była równomierna w całym budynku stosujemy wentylację mechaniczną. To bardzo ważne. W budynkach energooszczędnych nie można poprzestać wyłącznie na wentylacji grawitacyjnej. Musi być wentylacja mechaniczna, która u nas dodatkowo wzbogacona jest o funkcję odzysku ciepła. 75% ciepła, które ten budynek produkuje - generowanego przez ogrzewanie, pracujące urządzenia czy przebywających wewnątrz ludzi - jest odzyskiwane i służy do dodatkowego dogrzania powietrza.

 

Źródłem ciepła dla tego budynku jest pompa ciepła, która wykorzystuje - jako dolne źródło ciepła - wodę gruntową. Jej przeciętna temperatura to jest nieco ponad 8 st. C, ale to w zupełności wystarcza, żeby w nawet bardzo zimne dni ten budynek utrzymywał komfort cieplny. Sprawdziliśmy to zresztą w praktyce przez dwie kolejne zimy i mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że to naprawdę działa.

 

Nad sprawnym działaniem wszystkich instalacji czuwa ponadto system automatyki budynkowej (BMS), który pilnuje zadanych parametrów, a sam - co jest bardzo ważne - może być w sposób zdalny kontrolowany i regulowany z każdego miejsca na ziemi. Dodatkowa funkcja tego systemu jest taka, że w weekendy i święta, gdy budynek nie pracuje, przechodzi on w tzw. stan uśpienia, czyli wyłączane są niepotrzebne instalacje oraz ograniczany jest przepływ powietrza, aby zachować wewnątrz chłód lub ciepło. Natomiast w odpowiednim momencie, przed powrotem pracowników, te systemy są na nowo uruchamiane i budynek jest gotowy na przyjęcie użytkowników.

 

- Krótko mówiąc proste, od dawna znane technologie, ale umiejętnie ze sobą połączone? A czy budynek ten wykorzystuje jakieś odnawialne źródła energii?

 

- Ten, o którym mówiliśmy, korzysta tylko z geotermii. Natomiast drugi budynek, z którym właśnie wychodzimy z fundamentów - biurowiec budowany w standardzie budynku pasywnego o powierzchni ponad 6,8 tys. m kw - oprócz tego, że będzie bazował na tych wszystkich systemach, o których przed chwilą wspomniałem, dodatkowo będzie jeszcze pozyskiwał energię ze słońca. Będzie się to odbywało w dwojaki sposób, czyli przetwarzanie energii słonecznej na ciepło w kolektorach słonecznych do ogrzewania wody oraz produkcja prądu w ogniwach fotowoltaicznych. Panele słoneczne instalowane będą na dachu, na elewacji południowej oraz przed budynkiem w systemie nadążnym, czyli na trackerach, dzięki czemu panele będą mogły “wędrować” za słońcem. Według szacunków, które robiliśmy dla występujących u nas warunków klimatycznych oraz nasłonecznienia, powinniśmy - przy mocy instalacji 107 kWp - uzyskać ponad 96 tys. kWh energii elektrycznej w skali roku. A to, przy obecnych cenach, oznacza około 50 tys. zł oszczędności. Tej energii oczywiście nie wystarczy do zasilenia całego budynku, ale na pewno wystarczy, żeby uruchomić zainstalowaną w nim pompę ciepła. Ogrzewanie budynku w całości będzie więc oparte o odnawialne źródła energii.

 

- Dochodzimy powoli do udzielenia odpowiedzi na pytanie, które w tej chwili zadaje sobie zapewne wielu czytelników: czy to się opłaca? Jak wygląda w tych budynkach bilans kosztów do zysków?

 

- Nakłady inwestycyjne są oczywiście wyższe, niż w budynkach tradycyjnych. Najczęściej szacuje się – i tak też było w przypadku naszego, niskoenergetycznego budynku – że koszty są o 10% wyższe, niż w przypadku budowy opartej o standardowe warunki techniczne. W skali tej naszej inwestycji dodatkowe koszty to jest około miliona złotych, a więc stosunkowo niewiele. Dzięki niższym kosztom eksploatacji, ten nadkład finansowy zwróci nam się już po kilkunastu latach.

 

Budynek energooszczędnyW przypadku budynku pasywnego te dodatkowe koszty mogą wzrosnąć już do 30%. Czas zwrotu takiej inwestycji też się automatycznie wydłuża nawet do 35-40 lat. Dla młodego człowieka, który zabiera się za budowę domu, jest to odległa perspektywa, bo realne korzyści osiągną z tego dopiero jego dzieci. Ale przecież nikt nie myśli o budowie domu wyłącznie przez pryzmat jednego pokolenia. Poza tym trzeba pamiętać, że wysokie koszty energooszczędnych budynków to jest efekt małego rozpowszechnienia tej idei i małej, póki co, skali jej zastosowania. W Austrii budynek pasywny jest droższy od budowanego według ich norm (przypomnijmy, że są one dużo bardziej wyśrubowane, niż nasze) zaledwie o ok. 8%. To wynika w dużej mierze właśnie z faktu, że tego typu budynków powstaje tam obecnie bardzo dużo. Tymczasem w Polsce nie ma ich prawie wcale i wpływa to niestety na podniesienie ich ceny. Myślę, że gdy tylko przekonamy się do tego typu budownictwa, a energooszczędne budynki staną się normą, ceny automatycznie spadną, bo zadziała efekt skali. Będą tańsze materiały, będą tańsze instalacje, rosnąca na tym rynku konkurencja prędzej czy później wymusi takie zmiany.

 

- Ale w jaki sposób skłonić ludzi, inwestorów indywidualnych, żeby zapoczątkowali ten trend?

 

- Myślę, że nie ma potrzeby ich do tego nakłaniać. My po prostu nie mamy innego wyjścia. Są konkretnie określone horyzonty czasowe, w których musimy zacząć budować energooszczędnie. Dyrektywa unijna EPBD z 2010 roku, dotycząca charakterystyki energetycznej budynków, mówi wyraźnie, że od 2019 roku wszystkie budynki publiczne, a od 2021 roku - wszystkie nowobudowane w Unii Europejskiej budynki będą musiały być budynkami o „niemal zerowym zużyciu energii”. W dyrektywie nie ma co prawda ścisłej definicji takiego budynku (każde z państw członkowskich będzie musiało stworzyć na swoje potrzeby własną definicję), ale, najogólniej mówiąc, jest to taki budynek, do którego ogrzania potrzeba minimalnej ilości energii, a co więcej, energia ta musi być pozyskana z odnawialnego źródła. Tak więc za 10 lat nie tylko będziemy musieli zacząć budować energooszczędnie, ale także z wykorzystaniem odnawialnych źródeł energii. Od tego po prostu nie uciekniemy.

 

Ustawa o efektywności energetycznej, która weszła w tym roku, również nakazuje nam ograniczenie zużycia energii finalnej do 2016 roku o 9% w stosunku do średniej z lat 2001-05. To oznacza aż 53,4 TWh energii do zaoszczędzenia (z tego w sektorze mieszkalnictwa 13,7 TWh), a trzeba pamiętać – o czym jeszcze nie mówiliśmy – że budynki to jest największy konsument energii w gospodarce, odpowiadający za przeszło 40% zużycia. Tak więc jeśli szukać oszczędności, to przede wszystkim w tym sektorze.

 

- Jaka, pana zdaniem, jest główna przeszkoda dla rozwoju technologii energooszczędnych w naszym kraju?

 

- Myślę, że najtrudniejsza do pokonania jest bariera mentalna. Widzimy wyższe koszty, które musimy ponieść w momencie budowy, ale zyski z tym związane umykają już naszej uwadze. Przykładów dobrych praktyk jest niewiele, dlatego zwykle jesteśmy sceptyczni względem tego, co wyliczy nam projektant. Brakuje takiego bezpośredniego porównania, jakie rachunki płaci właściciel tradycyjnego domu, a jakie płaciłby, gdyby zainwestował w budynek energooszczędny. Te oszczędności zauważy tylko ktoś, kto miał już doświadczenia z płaceniem wysokich rachunków i dopiero później zdecydował się na zastosowanie w mieszkaniu technologii energooszczędnych. To jest właśnie problem mentalności, żeby ludzie decydowali się na inwestowanie w energooszczędność nawet wtedy, gdy nie widzą bezpośrednio w portfelu oszczędności, jakie to daje. Póki co wciąż jest to jednak pewna nowinka i ci pionierzy, którzy się na te rozwiązania decydują, płacą niestety więcej, ale nie mam wątpliwości, że to się na pewno w końcu u nas przyjmie. Nie ma zresztą, jak już wspomniałem, innego wyjścia.

 

- Krótko mówiąc, jeśli mielibyśmy podsumować tę naszą rozmowę, prędzej zostaniemy do inwestowania w energooszczędność zmuszeni przez unijne dyrektywy, niż zdecydujemy się na sami?

 

Budynek pasywny- Faktem jest, że ten sztywno ustalony horyzont czasowy, a jest to – przypomnijmy – przyszłość całkiem niedaleka, rzeczywiście nad nami wisi. Natomiast ja mam wrażenie, uczestnicząc w różnego rodzaju spotkaniach czy konferencjach, że zainteresowanie tym tematem jest ogromne. Ludzie rzeczywiście się dopytują, ciekawi ich to. Temat energooszczędności już dawno wyszedł poza wąski krąg pasjonatów, którzy gdzieś tam się o tym dowiadywali w prasie światowej. Coraz więcej jest przykładów osób, które na własny użytek takie budynki konstruują czy instalują w domach różne systemy, żeby uzyskać ten efekt obniżenia kosztów bieżącego utrzymania nieruchomości. Tak więc ja uważam, że powoli ta świadomość narasta. Na początku jest to oczywiście zwykła ciekawość, która później zderza się z tymi realiami ekonomicznymi, które są tutaj pewną barierą, ale myślę, że się do tego jednak przekonamy. Być może podstawowym motywem naszego działania w sektorze energooszczędności nie będzie troska o środowisko naturalne, a nieco bardziej przemówi do nas język ekonomicznych oszczędności, ale chyba to już jest pomału ten czas, kiedy ten przełom nastąpi. Miejmy nadzieję, że tak rzeczywiście będzie, a w międzyczasie będziemy też oczywiście dodatkowo mobilizowani przez kolejne akty prawne. W tej chwili przygotowywana jest już nowa ustawa na temat odnawialnych źródeł energii, która zresztą powinna już od dawna funkcjonować, a coraz bardziej rygorystyczne dyrektywy rodzą się również na poziomie Unii Europejskiej. Ludzie, którzy decydują o unijnym prawodawstwie przekonali już się, że – jeśli chodzi o realizację zapisów pakietu klimatycznego 3x20 – o ile uda nam się zwiększyć ilość energii pozyskiwanej z odnawialnych źródeł energii czy ograniczyć emisję dwutlenku węgla, o tyle problemem może być właśnie dotrzymanie planów odnośnie efektywności energetycznej. W związku z tym Unia przechodzi w tej chwili od dokumentów, które zalecają pewne rozwiązania, do dyrektyw, które zobowiązują państwa członkowskie do konkretnych działań, a co więcej mówi się też już o sankcjach, za ich niezrealizowanie. Tak więc, w najbliższym czasie możemy się spodziewać, że będzie się w sprawie energooszczędności działo naprawdę wiele.

 

- Dziękuję za rozmowę.

 

Andrzej Wawrzyczek

Skontaktuj się z nami:

Napisz do nas:

Europrojekty.pl Sp. z o.o.

Al. Korfantego 32/44
40-004 Katowice

NIP: 634-281-53-00

+48 509 179 016

Adres:

E-mail:

Telefon:

Jeśli masz do nas jakieś pytania, chciałbyś podjąć  z nami współpracę lub dowiedzieć się więcej na temat naszego pisma, zapraszamy do kontaktu za pomocą poniższego formularza bądź redakcyjnego adresu
e-mail:

redakcja@europrojekty-pl.pl

redakcja@europrojekty-pl.pl

Copyright © 2014  |  Europrojekty-pl  |  Wszelkie prawa zastrzeżone. Wykorzystywanie artykułów z tej strony bez zgody redakcji lub autora zabronione  |  made by TATUTU

Wysyłanie...  |

Wystąpił błąd. Przepraszamy  |

Wiadomość wysłana  |