SAMORZĄDNOŚĆ / GOSPODARKA / INTEGRACJA EUROPEJSKA

ISSN 2082-3673

 

Europrojekty.pl  /  Numer 108  / Pragmatyzm przede wszystkim

 

Polskie innowacje w UE. Akcelerator Technologiczny Gliwice Sp. z o.o.

 

Pragmatyzm

przede wszystkim

 

Z Prof. dr hab. Janem Kosmolem – Prezesem Zarządu Akceleratora Technologicznego Gliwice Sp. z o.o.– rozmawia Jacek Broszkiewicz

 

- Mieliśmy ostatnio wiele wydarzeń takich jak Europejski Kongres Gospodarczy w Katowicach, czy Europejski Kongres Samorządów w Krakowie, które zdają się świadczyć o tym, że nasz kraj powoli staje się ważnym ośrodkiem intelektualnej debaty – w skali środkowo-europejskiej – dotyczącej przyszłości Unii Europejskiej. Można jednak odnieść wrażenie, że za tą wymianą myśli, idei, pomysłów, niewiele się dzieje w sferze praktycznej. Od lat przecież rozmawiamy na przykład o potrzebie ściślejszego związku nauki z gospodarką, a rzeczywistość po prostu skrzeczy. Czy można znaleźć przykłady przeczące tej tezie?

 

- Istotnie, można odczuwać pewnego rodzaju znużenie powtarzaniem tych samych – skądinąd słusznych - tez i cieszyć się, że dyskusja nad kierunkami rozwoju gospodarczego koncentruje się właśnie w Polsce. Ale to wszystko za mało, tym bardziej, że jeśli tak często będziemy powtarzać słowa zadowolenia z faktu, że debata się toczy, to wreszcie kiedyś uwierzymy, że ona sama staje się realnym faktem, potwierdzającym postęp. Ale to tytułem dygresji. Konkretniej rzecz ujmując, muszę stwierdzić, że polityka państwa polskiego w materii kreowania bliskich związków świata nauki z biznesem, może powoli, może opornie, ale jednak coraz bardziej sprzyja implementacji do przemysłu wyników badań, ich transferu i zastosowaniu w przedsiębiorstwach wytwarzających innowacyjne produkty: towary, usługi. Ostatnio rządowa przecież agenda, czyli Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, uruchomiło program BRigde Alfa. To było w październiku ubiegłego roku, ale już podpisano pierwsze umowy z partnerami w ramach tej inicjatywy. BRIdge Alfa to nowatorska inicjatywa skierowana do prywatnych inwestorów, którzy mają doświadczenie w inkubowaniu innowacyjnych pomysłów. Celem jest zwiększenie liczby komercjalizacji rozwiązań wypracowanych w państwowych jednostkach badawczych. Co jest jednak najważniejsze, jak sądzę - ten projekt jest wyjątkowy, ponieważ bardzo upraszcza procedury pozyskiwania pieniędzy. Obecnie „Technopark Glwice” znajduje się w nielicznej grupie instytucji, które przeszły sito kwalifikacyjne i niedawno podpisaliśmy umowę na projekt o wartości 20 milionów złotych. „Technopark Gliwice” wraz z Satus Venture Sp. z o.o. s.k. utworzył spółkę celową „Akcelerator Technologiczny Gliwice”, która będzie ten projekt realizowała.

 

- Na co te pieniądze zostaną przeznaczone?

 

- Większość tych środków, czyli około 16 milionów, zostanie przeznaczona na udziały kapitałowe do co najmniej 10 firm z kategorii „start-up’ów”, które , kiedy powstaną, dadzą dużą gwarancję, że produkty rynkowe w nich powstające będą konkurencyjne i miały wzięcie u klientów. Tu chodzi o wytwory technologicznie i innowacyjnie z, potocznie mówiąc, wyższej półki. W „Akceleratorze Technologicznym Gliwice” będziemy przyglądać się na bieżąco sytuację kilkudziesięciu tego typu firm, generowanym przez nie pomysłom, analizować je pod względem technologicznym i szans na sukces rynkowy. Mamy więc do czynienia z klasyczną analizą ryzyka inwestycyjnego, ale głęboko wierzę, że znajdziemy te 10 firm, w które będziemy mogli wpompować pieniądze, po około miliona złotych na każdą. Istotne jest, w odróżnieniu od wcześniejszych projektów w tym obszarze, że tym razem niezbędny jest kapitałowy udział podmiotów prywatnych, którzy musza wyłożyć swoje 20 procent. To już nie epoka szastania pieniędzmi na badania naukowców bez grosza przy duszy, lecz inwestowanie w przedsięwzięcia, w których obie strony mają zarówno wiele do zyskania, jak i do stracenia. Reasumując: 16 milionów otrzymuje od nas 10 firm rokujących najlepiej, ale 4 miliony one same muszą położyć na stole. To wymusza efekt odpowiedzialności, ale przede wszystkim pozytywne emocje na ich start. Dlaczego? Ponieważ w sytuacji sukcesu, a taki zakładają wszyscy udziałowcy, nastąpi zwrot zainwestowanych środków. Ujmując rzecz najprościej, jak to możliwe: Dopompowujemy finansowo firmy, po to, by mogły one skutecznie wejść na rynek, konkurować, przynosić zyski. Po osiągnięciu pewnego poziomu, czyli ich stabilności, „Akcelerator Technologiczny Gliwice” sprzedaje swoje w nich udziały, oczywiście z zyskiem i inwestuje w kolejne tego typu przedsięwzięcia. Mechanizm w sumie jest bardzo prosty, choć – jak to w gospodarce – obciążony ryzykiem biznesowym. W pewnym sensie jest to namacalna realizacja idei partnerstwa publiczno-prywatnego w środowisku naukowym i gospodarczym. Motywacja leży po obu stronach, nie tylko po jednej, czyli budżetu, jak było do tej pory.

 

- Czy to nie jest przypadkiem wyraz zmiany filozofii pomagania małym i średnim przedsiębiorstwom w ramach nowej perspektywy finansowej UE na lata 2014-2020?

 

- Ależ oczywiście! Tak jak w przypadku dofinansowywania projektów zgłaszanych przez samorządy – ich udział własny rośnie, tak samo dzieje się w innych płaszczyznach. Najważniejsze jest to, że UE przestaje być dobroczynnym wujkiem sypiącym szczodrze groszem, ale staje się – poprzez agendy rządowe – jak gdyby współudziałowcem, w sektorze MŚP, oczekującym na zyski. Naturalnie w relacjach Unia – beneficjent, nie następuje tu zasadnicza zmiana, to znaczy, że nadal ten drugi nie musi nic oddawać, ale już proces decyzyjny, jak podzielić pieniądze, spada na takie instytucje, jak „Technopark Gliwice” czy „Akcelerator Technologiczny Gliwice” i jego ewentualni partnerzy. W naszym interesie, na tym właśnie lokalnym poziomie, leży, by przyznane nam środki pomocowe, pracowały na siebie i generowały zyski.

 

- Czyli ten ciągły nadzór Unii nad wydawaniem pieniędzy podatników europejskich traci swoją, często odstraszającą, rolę?

 

- Niekoniecznie, choć myślę, że jako największy unijny beneficjent, nasz kraj już tak mocno ugruntował sobie w UE markę solidnego i godnego zaufania partnera, że, nie tyle rezygnuje ona  z  roli kontrolera – nadal będzie się bacznie przyglądać wydawaniu swoich pieniędzy -, ale dając nam do dyspozycji potężne środki, poszerza znacznie obszar naszej własnej aktywności i przede wszystkim odpowiedzialności. To w interesie wszystkich stron leży, by każdy eurocent przynosił zysk. W tym kontekście jest już jakaś myśl, postęp. Oczywiście wszystko okaże się w toku realizacji tych idei. Ja już w tej chwili wiem, po rozmowach z szefami kilku firm, że to jest dla nich duża zachęta, bo mogą liczyć naprawdę na duże pieniądze. Ciekawe jest to, że do tej pory we wszystkich zakwalifikowanych projektach była określona górna granica środków, jakie można było otrzymać. Teraz jest odwrotnie. Określono dolną, która jest wymagana.

 

- To znaczy?

 

- Na przykład Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w programie Demonstrator, którego celem, jak sama nazwa wskazuje, jest wzmocnienie transferu wyników badań do gospodarki poprzez wsparcie przedsięwzięć w zakresie opracowania nowej technologii lub produktu obejmującego przetestowanie opracowanego rozwiązania w skali demonstracyjnej – oferuje minimalne dofinansowanie określone na 5 milionów złotych. Oczywiście, z jednej strony trudno sobie wyobrazić małe, czy nawet średnie przedsiębiorstwo, które ze swej strony wyłoży drugie tyle, ale przecież to są pieniądze, za które coś poważnego naprawdę można zrobić.

 

- Skąd mała firma ma wziąć tak porażającą sumę na badania?

 

- Na poziomie regionalnym ten próg udziału własnego jest wyraźnie obniżony i sięga 200 tysięcy złotych, co warunkuje pozyskanie do 2 milionów. Najgorsze jest to, ze, mimo uproszczeń, nadal biurokracja odstrasza małe i średnie firmy przed wchodzeniem w ten proces współpracy z uczelniami. One z tym problemem dadzą sobie radę, mają wyspecjalizowane komórki, ale 1-2 – osobowa firma widząc stos papierów do wypełnienia, po prostu się wycofuje. Większe przedsiębiorstwa zlecą tę robotę równie wyspecjalizowanym firmom outsourcingowym, ale małych nie będzie na to stać. To spory kłopot, tym bardziej, że do wzięcia są naprawdę duże pieniądze.

 

- W tym kontekście pojawia się pytanie nieco ogólniejszej natury. Jeśli polski eksport , liczony od stycznia do końca sierpnia 2014 r. sięga 105,8 miliardów euro  (dane GUS), a nasz roczny wzrost gospodarczy sięga 5 procent, UE zdejmuje  z nas nadzór i kary związane z przekraczaniem ram deficytu budżetowego, to pojawia się kwestia związana z naszymi priorytetami rozwojowymi. Czy warto zatem forsować idee, których istotą jest stworzenie w Polsce drugiej Doliny Krzemowej?

 

- Innowacje nie dotyczą przecież tylko hi-techu, ale nowatorskich rozwiązań we wszystkich dziedzinach, na przykład w zarządzaniu. Ale postawmy pytanie następująco: co jest w najwyżej rozwiniętych krajach świata głównym fundamentem ich rozwoju, przychodów, zysku? To wysoko przetworzone produkty. Oczywiście można rozważać dylemat czy zarabiać na jabłkach i ziemniakach, czy na przykład na dronach. Dla mnie odpowiedź jest jasna. Zrównoważony rozwój to postawienie na te dziedziny, w których jesteśmy dobrzy i możemy być jeszcze lepsi. Nowoczesne maszyny, oprogramowanie to dziedziny, na których można doskonale zarabiać i  konkurować, tym bardziej, że nasz potencjał w tych dziedzinach jest ogromny, choć niewykorzystany. Spożytkowanie go to obecnie największe wyzwanie. Jeśli więc dana jest nam taka szansa, że producent polskich maszyn, chcąc zaistnieć skutecznie na rynku światowym, poprzez korzystanie z badań naukowych finansowanych w połowie przez Unię Europejską, może to zrobić, to grzechem byłoby z tej okazji nie skorzystać. Nasza przedsiębiorczość jest znana w całym świecie. Podam przykład. Jest w Kuźni Raciborskiej fabryka, która nazywa się RAFAMET. Zajmują się tam niszową produkcją wyrobów, jakie w skali globalnej produkuje może z 10 przedsiębiorstw. Koleje na świecie są coraz szybsze i proszę sobie wyobrazić jakiej precyzji wymaga proces obróbki, skrawania kół do wagonów. Obrabiarki i maszyny, które muszą być zastosowane w procesie gwarantującym bezpieczeństwo przy prędkościach 200-300 kilometrów na godzinę, nie mogą być urządzeniami sprzed 20 lat. Dlatego w tej firmie postawiono na ciągłą modernizację parku maszynowego, oprogramowania tradycyjnego procesu obróbki skrawaniem. Laserowa byłaby kompletnie nieopłacalna, więc doskonali się to ,w czym się jest już od dawna dobrym. I dlatego dokładność wykonania mierzy się już w setnych częściach milimetra. Efekt? Konkurencyjność i zyski. Wytwórcy produktów wysoko przetworzonych są skazani albo na sukces, albo na bankructwo. To w sumie kwestia ich motywacji i wyboru. Myślenie typu „nie da się” może prowadzić wyłącznie do klęski. I to na każdym polu.

 

- Czy, Pana zdaniem, tempo życia, myślenia, aktywność intelektualna w środowisku badawczo-rozwojowym, w instytutach naukowych, uczelniach wyższych, nadąża za tym, jakiego wymaga gospodarka, przemysł?

 

- Interesująca kwestia. W działalności badawczej, naukowej nie istnieje przymus wytwarzania czegoś nowego co rok, tak jak ma to miejsce w przemyśle. Najczęściej, jeżeli wyniki badań bywają zmaterializowane na rynku, musi upłynąć sporo czasu. To niekiedy trwa latami. W Polsce przeciętny projekt naukowo-badawczy finansowany przez UE za pośrednictwem naszych agend rządowych trwa 3 lata. Zwykle okres realizacji projektu badawczego przez uczelnię techniczną, jeśli zyska akceptację i dofinansowanie w wysokości kilkuset tysięcy złotych opiewa właśnie na ten okres. Tymczasem w krajach wyżej rozwiniętych środki są kilkukrotnie wyższe, ale czas to zaledwie 1 rok. Tam chcą znać wynik niemal natychmiastowo. I to jest kolejna rzecz którą należy zmienić w naszym systemie.

 

- A więc nasza pogoń za najlepszymi nie zapowiada się różowo?

 

- Myślę, że nie będziemy w stanie konkurować w odniesieniu do szybkości implementowania nowatorskich, przełomowych wyników badań naukowych do przemysłu. Natomiast na pewno ogromne szanse tkwią w ulepszaniu tego, co już odkryto, wynaleziono. Naturalnie zdarzać się będą ewenementy, jak na przykład w przypadku „niebieskiego lasera”, ale będą to przypadki incydentalne. Bądźmy po prostu pragmatyczni.

 

- Dziękuję za rozmowę.

Skontaktuj się z nami:

Napisz do nas:

Europrojekty.pl Sp. z o.o.

Al. Korfantego 32/44
40-004 Katowice

NIP: 634-281-53-00

+48 509 179 016

Adres:

E-mail:

Telefon:

Jeśli masz do nas jakieś pytania, chciałbyś podjąć  z nami współpracę lub dowiedzieć się więcej na temat naszego pisma, zapraszamy do kontaktu za pomocą poniższego formularza bądź redakcyjnego adresu
e-mail:

redakcja@europrojekty-pl.pl

redakcja@europrojekty-pl.pl

Copyright © 2014  |  Europrojekty-pl  |  Wszelkie prawa zastrzeżone. Wykorzystywanie artykułów z tej strony bez zgody redakcji lub autora zabronione  |  made by TATUTU

Wysyłanie...  |

Wystąpił błąd. Przepraszamy  |

Wiadomość wysłana  |