SAMORZĄDNOŚĆ / GOSPODARKA / INTEGRACJA EUROPEJSKA

ISSN 2082-3673

 

Europrojekty.pl  /  Numer 108  / Autostrada wspólnego myślenia

 

Miejska innowacyjność – w czym tkwi istota rzeczy?: Gliwice

Autostrada wspólnego myślenia

 

Z Zygmuntem Frankiewiczem – Prezydentem Gliwic, Prezesem Związku Miast Polskich rozmawia Jacek Broszkiewicz

 

- Pozwoli Pan, że naszą rozmowę rozpocznę od złożenia serdecznych gratulacji z okazji niedawnego wyboru Pana na stanowisko Prezesa Związku Miast Polskich. Czy ten fakt jest wyrazem poważnej zmiany myślenia polskich samorządowców o swej misji, warunkach działania, priorytetach rozwojowych? Wszak Gliwice są swoistą ikoną innowacyjności, symbolem sukcesu - przekształcenia w ciągu ćwierćwiecza jednego z najbiedniejszych miast aglomeracji śląsko-dąbrowskiej w jej lidera pod każdym względem. Czy inni pójdą drogą wytyczoną przez Pański sposób myślenia?

 

- Dziękuję za gratulacje. Chciałbym zaznaczyć, że dla mnie wybór na prezesa ZMP jest w pewnym sensie naturalną konsekwencją rozwoju wydarzeń i zjawisk w samorządowym życiu Polski. Nie ja się zgłaszałem do pełnienia tej odpowiedzialnej funkcji, lecz moi koledzy reprezentujący w tej organizacji ponad 300 największych polskich miast wysunęli moja kandydaturę. To oni dokonali, bez żadnych kontrowersji, czy sporów, takiego wyboru. A ja, tam wszędzie, gdzie jest coś do zrobienia - stawiam się do dyspozycji. Poza tym mam doświadczenie w tego typu działaniach, ponieważ przez ponad 20 lat prowadziłem Śląski Związek Gmin i Powiatów. Mam zatem uzasadnione przekonanie, że to samo mogę robić na większą skalę w ramach Związku Miast Polskich. Nie zamierzam przeprowadzać żadnej rewolucji w ZMP, bo związek dobrze działa. Jedyne, co chciałbym robić w większym wymiarze, to zmobilizować miasta członkowskie, jak i te pozostające poza ZMP, do opiniowania aktów prawnych kreowanych przez parlament i rząd. W tej sferze kompetentnych, mądrych opinii fachowców pracujących w samorządach nigdy nie jest za wiele. Rozszerzenie pola konsultacji służy umocnieniu demokracji lokalnej, a skoro ona zacznie odgrywać w Polsce jeszcze silniejsza rolę, to będą się z nią w coraz większym stopniu musieli liczyć rządzący państwem.

 

- Cieszy się Pan opinią człowieka odważnego, bezkompromisowego, wyciągającego właściwe wnioski z prawidłowej oceny rzeczywistości. Czy to nie są proste wskazówki dla włodarzy ponad 300 miast zrzeszonych w ZMP, tworzące podstawę do przemodelowania sposobu myślenia o swej roli? To przecież potężny kapitał intelektualny, który do tej pory był skutecznie blokowany przez stronę rządową, zwłaszcza w Komisji Wspólnej. Czy to nie polityczne proweniencje dotychczasowego Zarządu ZMP miały wpływ na tak słabą pozycję samorządów w dialogu z rządem?

 

- Nie chcę się wdawać w ocenę tego, co już przeminęło. Dla mnie jest jasne, że kluczowe znaczenie, także dotyczące mojego wyboru, ma tutaj stopień niezależności prezydentów i burmistrzów od wiodących środowisk politycznych. Większość prezydentów i burmistrzów polskich miast jest wolna od tych powiązań, jest niezależna. I to takim właśnie ludziom zależało na tym, by nowy prezes – a sam również zaliczam się do niezależnych - pozostawał poza wpływami politycznymi. Chodzi o to, by ta większość autentycznie reprezentowała samorząd miejski, aby nikogo nie można było ani przestraszyć, ani przekupić, na przykład obietnicą ministerialnego stołka.

 

- Rozumiem, że niezręcznie jest oceniać swych poprzedników, ale musze zadać to pytanie. W 2013 roku obserwowaliśmy próbę wywarcia przez ZMP i Związek Gmin Wiejskich RP presji na rząd i Sejm w kwestii zwiększenia udziału samorządów w podatkach PIT i CIT odprowadzanych do budżetu. Ta inicjatywa zakończyła się fiaskiem. Co Pan sądzi o tego rodzaju akcjach?

 

- Myślę, że ta próba ZMP, znana pod hasłem „Stawka większa, niż 8 miliardów” nie może być uznana całkowicie za nieudaną. Nie zwiększyły się nasze dochody, to prawda, zatem można by mówić o porażce. Jednak po stronie pozytywów pojawiła się zupełnie inna świadomość Polaków, co do tego, co może samorząd i jak rozpaczliwe broni się rząd przed daniem mu większej samodzielności kompetencyjnej i finansowej. Zmienił się przekaz medialny. Ludzie wiedzą doskonale, że dwie trzecie zadań realizowanych przez samorządy jest narzucanych przez państwo, które jednocześnie nie zapewnia wystarczających środków (subwencje, dotacje) na ich realizację. Myślę zatem, że tę jednorazową porażkę trzeba przekuwać nieustannie we wpajanie obywatelom wiedzy o tym, co może samorząd, a kto przeszkadza mu ulegając już od 25 lat centralistycznym pokusom rządzących w Warszawie. Obecnie w przestrzeni publicznej już nikt nie dyskutuje kwestii czy samorządy pracują prawidłowo, ale wątkiem przewodnim jest to, jak wyjść z sytuacji, w której są one ewidentnie poszkodowane i traktowane nierównoprawnie przez państwo. Teraz już mówi się o tym: ile, jak i kiedy, a nie „czy?”. Tego ludzie na szczytach władzy nie mogą ignorować, bo w konsekwencji oznaczać to będzie dla nich odejście w polityczny niebyt. Nawiasem mówiąc, ten przykład świadczy i o tym, że dla samorządów nawet przegrana bitwa może oznaczać zwycięstwo w całej wojnie. Stawką jest przecież dobrobyt kraju i każdego z jego obywateli. Trzeba tylko zmienić sposób organizacji państwa, dać samorządom maksymalną samodzielność, duży udział w pieniądzach, które przecież na ich terenie są wypracowywane. Ta wojna nie będzie łatwa, ani błyskawiczna. I tego też mam świadomość. Z czasem - o tym jestem przekonany – samorządy wywalczą to, co gwarantuje im Konstytucja: za zleconymi zadaniami muszą pójść pieniądze.

 

Centrum Sterowania Ruchem w Gliwicach- Państwo jest jednak bardzo odporne na tego rodzaju oddolne inicjatywy. Zatem pojawia się znów, sygnalizowany niegdyś przez Pana na naszych łamach, pomysł zastąpienia Senatu Izbą samorządową? To rozwiązanie niewątpliwie umocniło by pozycję samorządów w dialogu z rządem. Czy się mylę?

 

- Dobrych pomysłów w tej materii jest sporo. Powiedziałbym wprost, że każdy poważny spośród nich, jest lepszy niż to, co mamy w tej chwili. Senat jest kompletnie niewydolny, to „izba refleksji” i jego zadaniem jest poprawianie oczywistych błędów, jakie popełnia Sejm. To nie tak powinno działać. W związku z tym, Izba Samorządowa, czy tez inna reprezentacja wzbogacona o samorząd gospodarczy, mogła by doprowadzić do sytuacji, w której Sejm byłby inspirowany do przyjmowania ustaw służących Polsce. Jestem jednak sceptyczny, co do możliwości zrealizowania tego pomysłu. Dlatego, że to właśnie rządzący aktualnie politycy musieli by sami się ograniczyć, a do tej pory nie zauważyłem ani jednego tak odważnego i myślącego kategoriami państwa parlamentarzysty.

 

- A więc nie zanosi się na razie na poważne zmiany natury ustrojowej. Zatem pozostaje nam status quo. Być może niewesołe, ale w wydaniu samorządów, którymi kierują mądrzy, światli i odważni ludzie, wywołujące sprzeciw. A on coraz częściej każe spoglądać na własne siły i możliwości. Chodzi o skuteczną konkurencję i takież przyciąganie inwestorów, wykreowanie własnej atrakcyjnej marki. W tym kontekście termin „innowacje” jest odmieniany we wszystkich przypadkach. Podczas majowego Europejskiego Kongresu Samorządów w Krakowie uczestniczył Pan w dyskusji poświęconej tej właśnie problematyce. W konfrontacji z poglądami reprezentantów Paryża, Berlina, czy Sofii, Pańska wizja roli relatywnie mniejszego organizmu miejskiego była w tej płaszczyźnie bardzo skonkretyzowana, by nie powiedzieć, twarda…

 

- Trochę irytuje mnie stwierdzenie Marca Bevenschulte, dyrektora Instytutu Innowacji i Techniki z Berlina, który twierdzi, że nie powinniśmy być zapatrzeni na USA bo kalifornijska Dolina Krzemowa jest jedna i nie da się jej powielić. Oczywiście, amerykański potencjał i przede wszystkim oparcie tego modelu na prywatnych firmach – współpracujących ze sobą przy minimalnym współudziale finansowym władz federalnych, to wymarzony model. Ale dlaczego nie powinniśmy dążyć do kopiowania go, może w nieco mniejszej skali w Europie, w Polsce. Termin wyświechtany, ale istota rzeczy ta sama. Z punktu widzenia prezydenta 200-tysięcznego miasta muszę, skądinąd nieco zaniżyć poziom abstrakcji w tej sferze, ale to wcale nie znaczy, że nie mam w tej dziedzinie nic do powiedzenia. Jeśli Paryż stawia na kulturę, Londyn na finansjerę, to dlaczego mniejsze europejskie miasta, dysponujące naprawdę dużym i wartościowym potencjałem naukowo-badawczym – jak Gliwice, Wrocław, Konurbacja Górnośląska i Kraków miałyby z góry skazywać się na porażkę? Miasta konkurują ze sobą, więc te mniejsze ośrodki wcale nie są skazane na porażkę i mogą skutecznie budować sobie podstawy rozwoju opartego o nowoczesne technologie.

 - Czy nie obawia się Pan, że tak zwany dobry warszawski lub londyński adres firmy, instytucji finansowej, korporacji, nadal będzie decydował o lokowaniu inwestycji, zwłaszcza z sektorach hi-techu?

 

- To także kwestia mentalności. Moje Gliwice – tak patrząc z boku – nie mają w tych zawodach pozornie żadnych szans. Ale mamy duży potencjał naukowo-badawczy, setki innowacyjnych firm, zatrudniających fachowców zarabiających najlepiej w województwie śląskim. Takich ludzi jest mnóstwo w ponad 2- milionowej aglomeracji. Podobnie jest we Wrocławiu i Krakowie. To tylko w Gliwicach produkuje się drony na najwyższym światowym poziomie. Dobrze by było, by nie łączyła nas wyłącznie autostrada A4, ale autostrada wspólnego myślenia. Ważne jest to, ktoś ten postęp kreował, dawał wzorce. Ci, którzy przecierają szlak oczywiście więcej ryzykują. Ale Gliwice nie boją się podjąć tego wyzwania. Tu nie chodzi o konkurowanie z Krakowem, Katowicami, Wrocławiem, ale o nawiązanie autentycznej współpracy w dziedzinach, które będą znacząco wpływać na rozwój całego kraju.

 

- Nie obawia się Pan marginalizacji Gliwic w układzie łańcucha wielkich miast połączonych na razie asfaltowym dywanikiem autostradowym?

 

- A dlaczego miałbym? Gliwice, stosunkowo niewielkie miasto, dysponuje przecież atutem w postaci doskonałej Politechniki Śląskiej, dobrymi warunkami do produkcji i rozwoju zaawansowanych technologii – to zresztą jest motto, jakie przyjęliśmy tworząc strategię rozwoju miasta. Rzecz jasna, pozycję miasta tworzą nie tylko przedsiębiorcy, ale również ono samo, w sferze oferty infrastrukturalnej, socjalnej, kulturalnej, sportowej. Nie tylko musimy nadążać za coraz wyższymi standardami w tych dziedzinach, ale wręcz je stymulować. Chodzi o to, by ci inwestorzy, przedsiębiorcy, którzy mają podobny do naszego pomysł na rozwój – chcieli się w Gliwicach osiedlać. W związku z tym wychodzimy z różnymi ułatwiającymi życie inicjatywami. Jeśli w innych miastach kierowcy stoją w godzinnych korkach, to poprzez wprowadzenie w Gliwicach inteligentnego systemu sterowania ruchem, tego problemu nie ma.

 

- Myślenie na jednak kolosalną przyszłość…

 

- Liczą się konkrety. Podam kolejny przykład. Jako pierwsi w kraju uruchomiliśmy w granicach miasta i powiatu gliwickiego skuteczny system ratownictwa obsługiwanego przez numer 112. A przecież, jak wszyscy wiemy, w całym kraju do dzisiaj jest z tym poważny problem, a w dodatku niedawno przyjęto w tej sprawie bardzo złe rozwiązania. To samo dotyczy map numerycznych, które Gliwice zarejestrowały jako pierwsze w województwie śląskim jeszcze w latach 90. Przykłady można by przytaczać w nieskończoność.

 

- Zapytam Pan Prezydenta o coś, co czkawką odbija się wielu prezydentom, burmistrzom, wójtom. O odporność na uleganie modzie na pewne przedsięwzięcia i pomysły, wcale nie tak do końca służące interesom społeczności lokalnych. Ulegał im Pan?

 

- Byłbym nieszczery, gdybym zaprzeczył takim pokusom. Dla mnie jednak najważniejsze jest zaspokajanie realnych potrzeb, a nie działanie pod publiczkę. Jeśli mówię o polskiej dolinie krzemowej, to właśnie to mam na myśli. Wierzę, że to się uda, więcej – nie tyle uda, co, po prostu to zrobimy. Populizm ma gliniane nogi – zbudować kolejny Aquapark, ale co z tego wynika? Najważniejsza jest chłodna, perspektywiczna kalkulacja i rachunek ekonomiczny. Jeśli do tych procesów podejdzie się fachowo i poważnie, to poziom życia obywateli i wzrost ich zamożności jest zapewniony.

 

Siedziba produkującej drony firmy Flytronic- Czy gliwickie skrzyżowanie autostrad A4 z A1 to najważniejszy atut, obok potencjału intelektualnego, innowacyjnego, poziomu zamożności, miasta?

 

- Myśli pan, że ten dar spadł nam z nieba? To była niebotyczna robota,– podobnie jak z lokalizacją w Gliwicach fabryki Opla. Niech na pańskie pytanie odpowiedzą sobie ci, którzy potrafią perspektywicznie i śmiało myśleć o swoim biznesie.

 

- Dziękuję za rozmowę.

Skontaktuj się z nami:

Napisz do nas:

Europrojekty.pl Sp. z o.o.

Al. Korfantego 32/44
40-004 Katowice

NIP: 634-281-53-00

+48 509 179 016

Adres:

E-mail:

Telefon:

Jeśli masz do nas jakieś pytania, chciałbyś podjąć  z nami współpracę lub dowiedzieć się więcej na temat naszego pisma, zapraszamy do kontaktu za pomocą poniższego formularza bądź redakcyjnego adresu
e-mail:

redakcja@europrojekty-pl.pl

redakcja@europrojekty-pl.pl

Copyright © 2014  |  Europrojekty-pl  |  Wszelkie prawa zastrzeżone. Wykorzystywanie artykułów z tej strony bez zgody redakcji lub autora zabronione  |  made by TATUTU

Wysyłanie...  |

Wystąpił błąd. Przepraszamy  |

Wiadomość wysłana  |