Rozmowa z
Jerzym Pawlikowskim – Prezesem Zarządu Przedsiębiorstwa Wdrażania Innowacji INWET S.A. w Chorzowie
– 20 lat temu, w okresie transformacji ustrojowej, powstała firma, której celem było wdrażanie do praktyki gospodarczej nowych rozwiązań technologicznych. Dziś innowacyjność jest bardzo popularna, wówczas była czymś nowym nawet w sferach naukowych. Skąd pomysł utworzenia tego typu przedsiębiorstwa?
– Większość osób zaangażowanych w tworzenie spółki miało w swoim dorobku wiele twórczych osiągnięć technicznych. Jednak na ich wdrożenie do gospodarki trzeba było poświęcić tak dużo czasu, że zniechęcało to do podejmowania wszelkich działań w tym kierunku. Nawet dzisiaj trzeba mieć dużo wewnętrznej siły, samozaparcia i uporu, by wprowadzić nową ideę w życie. Najskuteczniejszą metodą wdrożenia swoich pomysłów jest stworzenie firmy, która opiera na nich swoją działalność. Dzięki temu nie ma obawy, że zabraknie entuzjazmu i zaangażowania, bo każdy twórca strzeże swojego wynalazku jak dziecka, pracuje nad nim, dba o jego rozwój, a przede wszystkim zrobi wszystko, by nie wylać dziecka z kąpielą. Wówczas jest największa szansa na to, że wynalazek zostanie zastosowany w praktyce, a zatem przyniesie wymierną korzyść majątkową. Mając dochody z jego sprzedaży można z kolei pomysł udoskonalać i rozwijać. Dopiero osiągnięcie tego wszystkiego gwarantuje spełnienie w życiu zawodowym.
– 20 lat doświadczeń pokazało, jak iluzoryczne było opieranie się na stworzonych przez państwo nadziejach, że współpraca nauki i przemysłu znajdzie odzwierciedlenie w polityce gospodarczej. Bez własnego pomysłu, odwagi, inwencji i przekonania o słuszności działań nadal trudno o postęp w tej dziedzinie.
– Określenie „wdrażanie innowacji” w nazwie firmy nie jest przypadkowe. W okresie kiedy powstawała, czyli w 1989 roku, a nawet rok wcześniej, gdy premierem był Mieczysław Rakowski, mówiło się o popieraniu, promocji działań innowacyjnych. Mieliśmy nadzieję, że dzięki pomocy państwa już z samej nazwy nie będziemy musieli udowadniać, że jesteśmy przedsiębiorstwem innowacyjnym i wdrożeniowym. Stało się inaczej, bo państwo nigdy nie doszło do etapu, by pomóc ludziom, którzy taką działalność prowadzą. W dodatku wciąż mamy do czynienia z problemem podstawowym - jak ocenić, co jest innowacyjne, a co nie? A jest to istotne również ze względu na fundusze unijne, przeznaczone na wspieranie projektów innowacyjnych. Nie bez powodu krąży dowcip, że nie bierze się pieniędzy za dobry pomysł, tylko za dobrze zrobiony wniosek.
– Mają państwo doświadczenia w aplikowaniu do programu „Innowacyjna Gospodarka”?
– W tym zakresie nasze doświadczenia są marginalne, udało nam się kiedyś uzyskać dotacje z ministerstwa gospodarki na którąś z wystaw, konkretnie w Kiszyniowie. Jednak przekonaliśmy się wówczas, z jak ogromną ilością dokumentów trzeba się uporać, by spełnić wszystkie wymagania proceduralne, i jak bardzo jest to absorbujące dla pracowników. To długa droga wymagająca dużej wiedzy. Oczywiście powołaliśmy specjalną komórkę i bierzemy udział w programie „Paszport dla eksportu”. Podpisaliśmy pierwszą umowę, a firma zewnętrzna, która wygrała przetarg, przygotowuje nam materiały do tej akcji. Po ich zatwierdzeniu, będziemy ten program realizować.
– Na co przeznaczycie otrzymane fundusze?
– Głównie chcemy rozwinąć eksport do krajów byłego „bloku wschodniego”, gdzie już sprzedajemy nasze rozwiązania. Ponieważ nie do końca jesteśmy przekonani, czy nasz sposób działania jest właściwy, liczymy na świeże spojrzenie firmy zewnętrznej, która być może wskaże nam jakieś kierunki, których realizacja przyniesie naszemu przedsiębiorstwu korzyści. Nasz program dotyczy takich krajów w Europie Wschodniej i Południowej, jak Rosja, Ukraina, Kazachstan, Rumunia i Turcja.
– Zatem kierunek na wschód jest strategiczny?
– Już sześć lat temu podjęliśmy wysiłki, by się na tych rynkach znaleźć. Najpierw na Ukrainie, gdzie mieliśmy pierwsze aplikacje. W tej chwili firma jest rozpoznawalna w przemyśle cementowym Ukrainy, mamy tam nawet swój serwis i skład części zamiennych. Takie działanie jest efektem doświadczeń i obserwacji. Rozwój przemysłu w naszym kraju jest wynikiem zaangażowania kapitału zachodniego. Gdy zachodnie koncerny zaczęły wchodzić na rynki wschodnie, wiedzieliśmy, że zacznie się tam boom inwestycyjny na nowe technologie.
– Firma opiera się na produkcji i instalowaniu specjalistycznych urządzeń w przemyśle... Oferujecie swoim klientom rozwiązywanie problemów związanych z transportem, magazynowaniem i obróbką materiałów sypkich. W stosowanych przez firmę rozwiązaniach wykorzystuje się technologie aeracyjne i wibracyjne.
– W przypadku składowania materiałów w dużych zbiornikach stalowych lub zbiornikach betonowych oferujemy metodę dynamicznej aeracji za pomocą układów pulsatorów pneumatycznych, czyli armatek powietrznych własnej produkcji. Zastosowanie pulsatorów eliminuje powstawanie nawisów, zatykanie się wylotów, oklejanie ścian zbiorników.
W efekcie powiększa się pojemność użyteczna zbiorników oraz zapewniona jest ciągłość procesu technologicznego. Pulsatory pneumatyczne stosowane są przede wszystkim na wieżach wymienników pieców cementowych, na lejach zasypowych elektrofiltrów, do przedmuchiwania korków lub oklejeń, powstających w rurach przesypowych oraz innego rodzaju urządzeniach. Głównym urządzeniem, dającym nam zresztą najwięcej przychodów ze sprzedaży jest pulsator pneumatyczny SYNEX. Ma on już 20 lat, ale ciągle jest przez nas udoskonalany. Poza tym, dzięki wprowadzaniu tej technologii przez tak długi okres czasu uzyskaliśmy większą wiedzę na temat możliwości jej stosowania.
– Pulsator nie tylko ułatwia pracę, ale przyczynia się do ochrony w przemyśle, zdrowia i życia ludzkiego.
– Właśnie potrzeba ochrony życia i zapewnienia bezpiecznych warunków pracy legły u podstaw stworzenia tego urządzenia. Stosując je można bowiem wyeliminować pracę ludzką np. wewnątrz silosów. W silosach miarę użytkowania, zalegają różne materiały, które oklejając ściany powodują, że stają się one mniej efektywne jako zbiorniki. By uzyskały swoją pierwotną pojemność użyteczną konieczne jest ich oczyszczenie. Wcześniej czyszczono je ręcznie, czyli wpuszczano do silosu człowieka. Jeszcze dziś się to zdarza, zresztą czasami jest to nawet konieczne, jednak coraz częściej firmy korzystają do tego celu z naszych urządzeń.
– Wasze urządzenia są niezbędne do zapewnienia sprawnej technologii na wieżach wymienników pieców obrotowych przy produkcji cementu metodą suchą.
– Choć potrzeba zapewnienia bezpieczeństwa pracy była matką tego wynalazku, to szybko okazało się, jak bardzo istotny jest on dla usprawnienia procesów technologicznych, zmniejszenia wydatków energii, lepszej pracy taśmociągów czy podajników. W tych ogromnych instalacjach wymienników w wyniku procesu homogenizacji powstaje klinkier, z którego robi się cement. Naszym zadaniem jest zapewnienie stałości przepływu. Jeśli chcemy, by wydajność była pełna, przekroje, gdzie odbywa się przepływ masowy, nie mogą się zaklejać, bo każde ich zmniejszenie powoduje spadek wydajności, a zaczopowanie jest już tragedią. I tutaj nasze urządzenia się sprawdziły. Musimy też brać pod uwagę, że przemysł cementowy stosuje tzw. paliwa alternatywne, czyli wszystko to, co można spalić efektywnie, co często jest szkodliwe dla środowiska, a zawiera węgiel, np. odpady z oczyszczalni ścieków, tytoniowe, opony. W ten sposób zresztą w Polsce rozwiązał się całkowicie problem składowania zużytych opon. Jednak w wyniku spalania paliw alternatywnych procesy zalepiania się potęgują. Bez naszych urządzeń funkcjonowanie pieca jest zatem niemożliwe, a w niektórych cementowniach mamy nawet po 100 urządzeń na jednym piecu.
– Dokładacie zatem swoją cegiełkę do proekologicznej produkcji...
– W efekcie spalania paliw alternatywnych wszystkie szkodliwe związki ulegają związaniu z klinkierem, i w ten sposób zostają unieszkodliwione, nie ma ich emisji do atmosfery. W tej chwili udział paliw alternatywnych w przemyśle cementowym w naszym kraju sięga prawie 50 procent, a są cementownie na świecie, które dążą do zwiększenia tych ilości nawet do 80 procent. Dzięki naszym urządzeniom możliwy jest proces technologiczny, który nie tylko nie ma negatywnego wpływu na środowisko, ale go zmniejsza. Jest to powód do satysfakcji.
– Patrząc z szerszej perspektywy trudno nie docenić roli firmy, która wykonuje urządzenia do produkcji strategicznego surowca. Kraj się rozwija, a inwestycje wymagają milionów ton cementu. Nie jest to jednak jedyna gałąź przemysłu, w której działacie.
– Z rozwiązywaniem podobnych problemów mamy do czynienia również w przemyśle chemicznym. Jest to związane z oklejaniem się pewnych substancji chemicznych, chociażby sody w krystalizatorze. Taki problem w jednym z zakładów sodowych w Polsce z sukcesem rozwiązaliśmy, teraz eksportujemy ten pomysł, zastosujemy go w dwóch zakładach sodowych w Rosji.
– Oprócz tego sprzedajecie inne rozwiązania technologiczne, nie konieczne własne.
– Dobro naszych klientów oraz potrzeby przemysłu wymagają współpracy z dostawcami urządzeń i technologii, także zagranicznych. Dlatego też korzystamy z ich wiedzy i dorobku. Główną ideą przedsiębiorstwa jest przecież zachęcenie do stosowania nowoczesnych rozwiązań technologicznych. Po to tworzymy zespoły, również międzynarodowe, żeby oferta była bogatsza. Każde urządzenie, każda aplikacja wymaga doświadczenia, które my posiadamy, dlatego możemy oferować technologie w obrębie materiałów sypkich. Dysponujemy dużym wyborem wibratorów przemysłowych kilku firm europejskich; Findeva, Oli, Netter, Venanzetti, Tuxel. Oferujemy wibratory o napędzie elektrycznym, pneumatycznym i hydraulicznym; przyczepne i pogrążalne; o kołowej lub liniowej charakterystyce drgań.
Jednak najważniejsze dla firmy są własne układy aeracyjne i wibracyjne, które wykonujemy w systemie „pod klucz” – od projektu, przez realizację, aż po rozruch i serwis. Oferowane instalacje wyposażamy w automatyczne układy sterowania. W każdej dziedzinie naszej działalności oferujemy też pełną obsługę administracyjno – prawną. Zatrudniamy doświadczonych projektantów, zapewniamy opinie rzeczoznawców.
– W lutym br. uzyskał Pan tytuł „Srebrnego Inżyniera” w plebiscycie czytelników „Przeglądu Technicznego” „Złoty Inżynier 2008”. Jak pogodzić funkcję prezesa, czyli działalność menedżerską z inżynierską misją?
– Przez wiele lat jako inżynier sprawdzałem np. dokumentację czy uczestniczyłem w tworzeniu różnego rodzaju rozwiązań technicznych, doradzając kolegom z mniejszym doświadczeniem. Jednak firma bardzo dynamicznie się rozwija, a to wymusza konieczność większego zaangażowania w sprawy biurowe, nowoczesnego marketingu. Coraz więcej czasu poświęcam działalności menedżerskiej. Jednak, choć z klientami spotykam się obecnie głównie na targach, wystawach, podczas wizyt służbowych, to staram się z każdym zakładem, z którym współpracujemy, mieć kontakt, znać personalnie pracujące w nim osoby.
– Kiedy myśli Pan o przyszłości firmy to...
– ...myślę, że kiedy będzie miała 100 lat, będzie taka jak amerykański koncern 3 M, który już 100 lat zajmuje się wdrażaniem innowacji i jest przykładem, jak na wprowadzaniu nowoczesności można zarobić i osiągnąć wiele zawodowej satysfakcji.