Z
dr n. med. Januszem Sirkiem – specjalistą chirurgii plastycznej, właścicielem Szpitala Chirurgii Małoinwazyjnej i Rekonstrukcyjnej, oraz Kliniki Chirurgii Plastycznej w Bielsku-Białej – rozmawia Jacek Broszkiewicz
– Jest Pan jednym z bohaterów książki Krystyny Bochenek pt. „Dobry zawód” przedstawiającej wywiady ze znanymi lekarzami, wybitnymi specjalistami w swojej dziedzinie. Czy tytuł zamieszczonego w niej wywiadu z Panem „Do piersi wlewam trzy szklanki” nie wydaje się bulwersujący?
– Tytuł jest oczywiście metaforą. Wielkość najczęściej stosowanych implantów to około 250-350 ml a więc znacznie mniejszych. W chirurgii plastycznej jest wiele interesujących operacji. Potrafimy zmieniać kształt ciała, walczymy z upływem czasu, wykonujemy zabiegi, które nawet w środowisku medycznym nie są takie oczywiste i proste. Na szczęscie akceptacja szczególnie dla chirurgii rekonstrukcyjnej jest coraz większa.
– Jak powstawał ten ośrodek?
– Początek mojej pracy w Bielsku Białej to rok 1990 kiedy powstał gabinet chirurgii plastycznej. Aktualnie jestem właścicielem Szpitala Chirurgii Małoinwazyjnej i Rekonstrukcyjnej, a także Prywatnej Kliniki Chirurgii Plastycznej. Ośrodki te cały czas rozwijają się. W szpitalu pracuje około 50 lekarzy, wybitnych specjalistów z różnych dziedzin medycyny zabiegowej. Posiadamy 5 specjalistycznych oddziałów – chirurgii rekonstrukcyjnej, urazowo-ortopedycznej, laryngologii, chirurgii ogólnej, dziecięcej, a także wykonujemy niektóre procedury z zakresu neurochirurgii. Szpital świadczy przede wszystkim usługi bezpłatne w ramach umowy z NFOZ, ale nie tylko, wykonujemy m.in. również zabiegi z chirurgii bariatrycznej, czyli operacyjnego leczenia otyłości.
– Czy połączenie szpitala i kliniki, operacji przywracających zdrowie i poprawiających urodę sprawia, że czuje się Pan spełniony jako lekarz?
– Jestem specjalistą chirurgii plastycznej, która zawsze dzieliła się na rekonstrukcyjną i estetyczną. Nie czułbym się w pełni spełniony, gdybym wykonywał tylko zabiegi związane z chirurgią estetyczną. Operacje rekonstrukcyjne są wykonywane bezpłatnie, pomagają przywrócić zdrowie, zmniejszają czas leczenia i polepszają komfort życia. Obecnie w Polsce mamy około 150 chirurgów plastyków. Jak na kraj 40 milionowy to stanowczo za mało. Część chirurgów plastyków pracuje tylko prywatnie. Myślę, że konieczne jest większe zainteresowanie władz w kierunku zwiększenia liczby specjalistów i oddziałów chirurgii plastycznej aby dostępność dla pacjentów była większa. Wiele lat pracowałem w oddziale chirurgii plastycznej w Szpitalu Górniczym w Sosnowcu. Gdy zdecydowałem się założyć prywatną klinikę zależało mi na tym, by nadal wykonywać operacje rekonstrukcyjne. Taką szansę dała mi reforma służby zdrowia w 1999 roku. Pozwoliła na kontraktowanie bezpłatnego leczenia dla pacjentów także w Niepublicznych Zakładach Opieki Zdrowotnej. Dziesięcioletni okres współpracy najpierw z Kasami Chorych, a później z NFOZ nie należał do najłatwiejszych, ale dzięki temu pacjenci mogą być leczeni bezpłatnie w naszym Ośrodku. Jest to jednak kropla w morzu potrzeb, wysokość kontraktu pozwala mi na pracę tylko 4 miesiące w roku! W województwie śląskim, w którym mieszka 4,6 mln ludności są jedynie dwa publiczne oddziały chirurgii plastycznej, w Sosnowcu i w Siemianowicach. Trzeci, niepubliczny oddział szpitalny tej specjalności znajduje się właśnie w naszym szpitalu. Możliwości leczenia dla pacjentów wymagających np. rekonstrukcji piersi po amputacji z powodu raka, zniekształceń pooparzeniowych, pochorobowych, następstw wypadków, wad wrodzonych są dla mieszkańców Ślaska bardzo ograniczone. Myślę jednak, że trzeba z optymizmem patrzeć w przyszłość, przebijać się przez mury urzędniczych formalności i pomagać pacjentom. Natomiast druga dziedzina, której się poświęcam, to chirurgia estetyczna. Jej rola jest także bardzo ważna. To połączenie pozwala mi czuć się spełnionym.
– Czyli dochody z kliniki refinansują to, co niedochodowe, a nawet przynoszące straty w szpitalu?
– Różnie z tym bywa. Zdarzało się, że cały dochód z zabiegów estetycznych przeznaczany był na utrzymanie szpitala. Taka sytuacja miała miejsce na przykład parę lat temu, gdy obcięto nam z dnia na dzień o ok. 60 proc. finansowanie z NFOZ. Sytuacja w dniu dzisiejszym z powodu kryzysu też jest trudna. Trzeba pamiętać, że niepubliczne szpitale nie mogą się zadłużać. Trzeba jednak przyznać, że dzięki kontraktowi z Funduszem Zdrowia mogliśmy kupić część potrzebnej aparatury i dbać o wysoki standard szpitala.Dodam, że w tym roku uzyskaliśmy certyfikat ISO 9001:2008 TUV Rheinland Polska.
– Prowadzenie takich placówek i podążanie za światowymi osiągnięciami wiąże się z dużymi inwestycjami na specjalistyczny sprzęt...
– Myślę, że w porównaniu do renomowanych klinik na Zachodzie nie mamy się czego wstydzić. Sama nazwa szpitala „chirurgii małoinwazyjnej i rekonstrukcyjnej” wskazuje na metody wykonywania zabiegów. Są one właśnie małoinwazyjne, endoskopowe, czyli nowoczesne, wymagające określonego sprzętu. W oddziale chirurgii rekonstrukcyjnej mamy więc lasery, które pozwalają niejednokrotnie w sposób bardziej oszczędny i mniej inwazyjny usunąć pewne zmiany skórne, wygładzać powierzchnie, możemy uzupełniać ubytki tkanek własną tkanką tłuszczową pacjenta. Szerokie zastosowanie ma wszczepianie tzw expanderów tkankowych które umożliwiają np. rekonstrukcję piersi u pacjentek po amputacji z powodu raka, czy zniekształceń po oparzeniach. Natomiast przy wykonywaniu zabiegów z chirurgii estetycznej posługujemy się laserami estetycznymi które zmniejszają zmarszczki, wykonują fotoodładzanie, likwidują przebarwienia, poszerzone naczynia krwionośne. Inne lasery likwidują czy zmniejszają celulitis lub pomagają usuwać tkankę tłuszczową. Operacje endoskopowe z zastosowaniem koaptów pozwalają na wykonywanie nowoczesnych zabiegów estetycznych w zakresie twarzy.
W neurochirurgii przy pomocy systemów laserowych leczymy m.in. dyskopatię, wykonujemy operacje endoskopowe w zakresie kręgosłupa. W oddziale laryngologicznym dysponujemy mikroskopem, endoskopem i laserem przy pomocy których wykonuje się operacje np. w zakresie narządu słuchu, zatok, czy operacyjnego leczenia chrapania. W oddziale ortopedycznym wykonywane są zabiegi artroskopowe, także z wykorzystaniem lasera, operacje endoprotez w zakresie stawu kolanowego i biodrowego.
Chirurgia bariatryczna zajmuje się leczeniem otyłości. W szpitalu wykonuje się. laparoskopowo zabieg zakładania opaski polegający na założeniu opaski w górnej części żołądka, która nie pozwala pacjentowi spożywać dużej ilości pokarmów. Możliwe są także inne operacje, podczas których wycina się część żołądka. Od wielu lat wykonuje je pan doc. dr hab. n. med. Mariusz Wyleżoł, szef Kliniki Chirurgicznej w Wojskowym Instytucie Medycyny Lotniczej w Warszawie.
– Ankieta przeprowadzona w grupie studentów psychologii w Stanach Zjednoczonych wykazała, że 75 procent z nich ma kompleksy związane z różnymi sferami życia, ale przede wszystkim ze swoim wyglądem. Czy zgodziłby się Pan z transformacją tytułu „Do piersi wlewam trzy szklanki” na „Wlewam do umysłów samoakceptację”?
– W Chinach starość nadal wiąże się z doświadczeniem, szacunkiem, akceptacją społeczną. W kulturze Zachodu mamy kult ludzi młodych, zdrowych, wysportowanych i oczywiście pięknych. Osoby stare, pomarszczone nie są dobrze akceptowane. Myślę, że dużą rolę w tworzeniu tego typu wizerunku odgrywają media. Oczywiście znaczenie ma także obiektywne odbieranie przez nas harmonii, proporcji i piękna. Dlatego część osób posiadających jakieś mankamenty urody - odstające uszy, garbate nosy, małe piersi itd. decyduje się na zabieg. Do chirurga plastyka przychodzą ludzie szczególnie wrażliwi na punkcie swojego wyglądu. Dobry wynik operacji pozwala im także na większą pewność siebie i samoakceptację. Chirurg plastyczny powinien być po części psychologiem, by móc stwierdzić, czy dana osoba kwalifikuje się do zabiegu, czy operacja spełni jej wymagania także pod względem psychologicznym.
– Czy w dotychczasowej działalności zarówno kliniki, jak i szpitala korzystał pan ze środków Unii Europejskiej?
– Przyznam się, że nie. Ten poziom możliwości korzystania z pomocy, który byłby dla nas do zaakceptowania jest dla szpitala nieosiągalny. Fundusze pomocowe Unii Europejskiej przyznawane sa przede wszystkim szpitalom publicznym, które są w tym względzie w uprzywilejownanej sytuacji.
– Może to kolejny powód, by sprywatyzować szpitale?

– Jest to problem złożony. Nawet tym szpitalom publicznym, które dobrze gospodarują środkami uzyskanymi z Funduszu Zdrowia, trudno jest się utrzymać bez długów. Ponieważ są ośrodkami samorządowymi, co jakiś czas ich długi są przynajmniej częściowo umarzane. Możliwa jest także inna pomoc od organów założycielskich. Po przekształceniu się w spółki prawa handlowego nie otrzymają takiej pomocy i będą zagrożone upadłością. Nikt nie będzie się przekształcał, jeśli za tym nie pójdą większe fundusze. W mojej ocenie dotychczasowa składka na służbę zdrowia jest za mała. Zgadzam się z panią minister Kopacz, że w przeciągu ostatnich lat znacząco wzrosły nakłady na służbę zdrowia, ale zostały one skonsumowane przez podwyżki plac w tym resorcie. I to było prawidłowe, bo poziom wynagrodzeń wszystkich pracowników służby zdrowia był żenująco niski. Jednak warunki leczenia pacjentów się nie polepszyły, bo tu środki realnie niewiele wzrosły.
– Czy zwiększa się ilość pacjentów z krajów Unii Europejskiej?
– W chirurgii estetycznej od wielu lat mamy do czynienia z pacjentami z zagranicy, a ich ilość wciąż wzrasta. Powód jest prosty - koszt naszych zabiegów jest dwu lub trzykrotnie niższy niż w Europie Zachodniej. Na zachodzie kraju, w Poznaniu czy Szczecinie, w ośrodkach chirurgii estetycznej większość pacjentów z zagranicy to Niemcy. Do Warszawy przylatują pacjenci z Anglii. W naszej klinice najczęściej przyjmujemy osoby mieszkające w Niemczech, najczęściej polskiego pochodzenia, choć rośnie liczba rdzennych Niemców. Ciekawe, ale prawie nie ma pacjentów z Austrii, którzy wolą jeździć do Czech lub na Węgry. Prawdopodobnie ma to związek jeszcze z tradycją dawnego Cesarstwa Austro-Węgierskiego. Mamy natomiast sporą grupę osób z Francji, Anglii i Stanów Zjednoczonych.
– A jeśli pojawi się więcej pacjentów, którzy będą chcieli skorzystać z zabiegów nie tylko z chirurgii estetycznej?
– Bardzo bym sobie tego życzył. Bez problemu dostosujemy się do takiej sytuacji. Kontrakt z NFOZ jest tak niski, że możemy ich przyjąć bez szkody dla naszych pacjentów. Obecnie ilość operacji jest ograniczona tylko ze względu na małe fundusze, przykładowo, punktów z chirurgii rekonstrukcyjnej starcza na cztery miesiące! Więcej pacjentów przyjąć nie mogę, bo zabiegi nie będą refundowane. Niestety powoduje to ogromne zwiększanie się kolejki pacjentów w chirurgii rekonstrukcyjnej do roku 2011.
– Jakie są plany na przyszłość?
– Mamy plany rozwoju i budowy nowego szpitala. Aktualnie jesteśmy na etapie projektowania. Jest to zadanie skomplikowane ze względów organizacyjnych i finansowych. By planować trzeba mieć stałe źródła finansowania, takie jak np. wieloletni kontrakt z Funduszem Zdrowia. Tymczasem ostatni kontrakt skończył się w ubiegłym roku. Jest on przedłużany tylko na rok przez aneksy do umowy. Na następny rok zagrożona jest także jego dotychczasowa wysokość. Zmniejszy to dodatkowo dostępność pacjentom do leczenia.
– Ten szpital będzie kontynuacją dotychczasowych kierunków Pana działania?
– Oczywiście, mamy tu świetny zespół, dobrych specjalistów, jestem zaszczycony, że możemy razem pracować. Nie wprowadziliśmy struktury hierarchicznej, jak to bywa w szpitalach, tu każdy specjalista sam układa sobie pracę i odpowiada za pacjentów. Ta formuła świetnie się sprawdziła. Zgodnie z nazwą szpitala chcielibyśmy rozwijać przede wszystkim nowoczesne metody medycyny małoinwazyjnej i endoskopowej w połączeniu z techniką laserową. Zabiegi takie mniej obciążają pacjenta, leczenie jest krótsze i w efekcie mniej kosztuje. Chcielibyśmy także znacznie poszerzyć zakres prowadzonych badań naukowych. Już aktualnie nasi specjaliści przedstawiali liczne prace naukowe dotyczące neurochirurgii, chirurgii bariatrycznej i laryngologii. Zależy mi także na rozwoju chirurgii estetycznej i medycyny kosmetycznej, Jest to konieczne ze względu na coraz większe zainteresowanie pacjentów. W ciągu ostatnich pięciu, sześciu lat na świecie ilość zabiegów z chirurgii kosmetycznej wzrosła dwukrotnie, a z medycyny estetycznej aż sześciokrotnie, co świadczy o jej dynamicznym rozwoju.
– W chirurgii estetycznej i w medycynie kosmetycznej istnieje ryzyko, że pacjent będzie niezadowolony z wyniku zabiegu. Czy zdarza się, że ludzie wkraczają na drogę prawną, z roszczeniami?
– W ostatnich latach zwiększa się ilość skarg pacjentów i procesów sądowych w chirurgii estetycznej i medycynie kosmetycznej. Zawsze istnieje ryzyko, że zabieg, choćby najlepiej przygotowany, wykonany w najlepszych warunkach, skończy się powikłaniami, lub niepowodzeniem. Komplikacje mogą bardzo różne. Ogólnie można je podzielić na trzy grupy. Takie, które powstały z „winy” lekarza lub szpitala, takie które powstały z „winy” pacjenta, który w sposób nieświadomy lub świadomy nie przestrzega warunków koniecznych dla prawidłowego gojenia, oraz komplikacje z tzw „niczyjej winy”. One po prostu powstają, bo akurat tak zareagował organizm, powstały nieprzewidziane okoliczności. Wyjaśnieniem kto tę winę ponosi w ostateczności zajmuje się sąd. Jest jednak coraz większa grupa pacjentów, która w sposób zamierzony chce od chirurga odzyskać środki związane z operacją. Nie są to oczywiście sprawy częste, ale np. w Warszawie takie sytuacje miały miejsce. Chirurg plastyk ma jednak wiele możliwości, żeby się przed taką sytuacją zabezpieczać. Służy temu przede wszystkim dokładna konsultacja przedoperacyjna. Bardzo ważne jest aby pacjent w pełni zrozumiał wszystkie informacje związane z operacją, także zagrożenia jakie ona niesie. I wreszcie istotne jest uzyskanie świadomej zgody pacjenta na operację. Prawo wymaga, by pacjent był poinformowany o wszystkich możliwych komplikacjach i powikłaniach. Dlatego istotne jest aby zostały one wymienione w takiej zgodzie i uzyskały akceptację pacjenta. Najważniejsze jest jednak stworzenie odpowiednich warunków dla operacji i procesu gojenia co najlepiej zabezpiecza przed powikłaniami
– To się wiąże z problemem obsługi prawnej takich placówek.
– Mamy oczywiście kancelarię prawniczą, która się tym zajmuje, ale problem roszczeń pacjentów na świecie narasta, i dotyczy nie tylko zabiegów estetycznych. Kilka lat temu w Polsce było kilka firm ubezpieczeniowych, które ubezpieczały od odpowiedzialności cywilnej związanej z chirurgią kosmetyczną. Aktualnie została tylko jedna – PZU. Inne się wycofały, chociaż u nas ilość procesów sądowych nie jest duża. Są różne pomysły rozwiązania tego problemu. Szwedzi na przykład proponują, by pacjent, zgłaszający się z roszczeniami, które w jakimś stopniu są uzasadnione, otrzymywał pewną kwotę z puli specjalnych funduszów towarzystw ubezpieczeniowych. Chodzi o to, by wyeliminować proces sadowy, który sam w sobie jest kosztowny. Pacjent powinien zdawać sobie sprawę z tego, że coś może zakończyć się niepowodzeniem, że coś może być nie tak. Dlatego tak bardzo ważna jest świadoma zgoda pacjenta na planowaną operację
– Jednak w Polsce o prawach pacjenta mówi się dopiero od jakiegoś czasu.
– Prawa pacjenta, informacja, świadoma zgoda na zabieg, w pewnym sensie uczestnictwo w procesie leczenia itd. w chirurgii plastycznej funkcjonuje już od ponad dwudziestu lat. W ostatnim czasie także w innych specjalnościach zabiegowych zaczęto dostrzegać te problemy. Wiele jeszcze powinno się zmienić. Chodzi o to aby z jednej strony pacjent miał swoje prawa do właściwego traktowania, leczenia i przede wszystkim prawa do dostępności leczenia. Z drugiej strony lekarze powinni mieć także jasne prawa co do ochrony przed agresją pacjentów i nieuzasadnionymi roszczeniami. Dostępność do leczenia w chirurgii rekonstrukcyjnej dla pacjentów jest obecnie bardzo mała i nieproporcjonalnie mniejsza w stosunku do innych specjalności medycznych. Na przykład o ostatnim roku Oddział Śląski NFZ przestał finansować operacje rekonstrukcyjne dla dzieci w oddziałach chirurgii plastycznej. Argumentuje, że operacje takie powinny być wykonywane w oddziałach chirurgii plastycznej dla dzieci. Problem w tym, że takich oddziałów na Śląsku i w Polsce nie ma. Stawia to w dramatycznej sytuacji wielu rodziców których nie stać na operacje prywatne. Co ciekawe takich problemów nie mają dzieci w innych Oddziałach NFZ np. mazowieckim, czy dolnośląskim. Myślę jednak, że trzeba być optymistą. To są trudności, które pojawiają się na naszej drodze. Cóż, trzeba wierzyć, ze są one po to, by je pokonywać.
– Dziękuję za rozmowę.