europrojekty PL :: samorządność : gospodarka : integracja europejska
   miesięcznik – samorządność / gospodarka / integracja europejska
 
EUROREGIONY POLSKA
40-004 Katowice,
Al. Korfantego 22/52,
tel. red. nacz. +48 510 065 508,  
redakcja@euroregiony.pl
Nasi partnerzy technologii informatycznych
www.wasko.pl

www.webserwer.plwww.webserwer.pl


   - ilość odsłon
strona główna | bieżący numer | ponad materią | CZYTELNIA | od redakcji | o nas | patronaty | download | prenumerata | zaprezentuj się | linki

item 1
Z perspektywy SENATU



  Zobacz również  
KOMENTARZE

skomentuj!
 

 

Trochę o realiach

Z Bogdanem Borusewiczem – Marszałkiem Senatu RP – rozmawia Jacek Broszkiewicz



– Panie Marszałku, Senat potocznie kojarzony jest z instytucją gromadzącą poważne autorytety czuwające nad rezultatami pracy Sejmu. Senat nazywany jest Izbą Refleksji. Niekiedy jednak można odnieść wrażenie, że jego działanie nie dotyczy spraw bieżących i nie jest skierowane bezpośrednio na polskie realia gospodarcze, społeczne...

– Trudno jest mi zgodzić się z tą opinią, ponieważ w pracach Senatu, oprócz samych jego inicjatyw legislacyjnych, przeważa opiniowanie i ustosunkowywanie się do ustaw uchwalonych przez Sejm, a tych są setki i dotyczą spraw zarówno o fundamentalnym dla państwa znaczeniu, jaki regulujących codzienne życie obywateli. 100 senatorów nie zbiera się po to, by pogwarzyć o polityce, ale po to, by ciężko pracować nad sprawami państwa. Oczywiście, można niekiedy odnieść wrażenie, że zajmujemy się przede wszystkim sprawami Polonii rozsianej po całym świecie.



Media przypięły nam tę łatkę i chociaż ta właśnie sfera troski o rodaków poza granicami kraju istotnie zaprząta nam wiele uwagi – bo, przyzna pan – jest bardzo ważna m.in. dla ich poczucia bezpieczeństwa, to Senat czuwa nad całokształtem życia politycznego, gospodarczego, społecznego Polski. Znaczna część ustawodawstwa, którym zajmuje się Senat, jest związana z gospodarką

– Z tej perspektywy można, jak sądzę, dostrzec wiele spraw umykających codziennej uwadze obywateli, rządzących...

– Owszem. Senat nie jest instytucją oderwaną od życia, ale ludzie w nim zasiadający mają, jak sądzę, większy dystans do wydarzeń, bieżących sporów politycznych i zasadniczo do sytuacji kraju i jego obywateli. Nie jesteśmy tak bardzo uwikłani, jak na przykład posłowie w walkę o przepychanie swoich projektów ustaw, co dzieje się niestety zbyt często z uchybieniem dla kultury politycznej i zasadom współżycia pomiędzy ludźmi, wzajemnym poszanowaniem godności człowieka. Sprawy są na tyle poważne, że zbyt często wyzwalają niepotrzebne emocje i nie pozwalają pracować zarówno posłom, jak i członkom rządu w komforcie spokoju, zapewniającego wykreowanie najbardziej optymalnych rozwiązań. W moim przekonaniu zbyt wiele decyzji zapada w atmosferze pośpiechu, czasem paniki. Co do mnie, to bardzo dobrze czuję się w gronie przedsiębiorców – ludzi mających swoje cele i konsekwentnie, rozważnie je realizujących, mimo przeciwności, które rzuca im pod nogi świat polityki. Niezmiernie cenię tę kilkumilionową klasę społeczną przedsiębiorców, bo to na ich misji opiera się byt państwa. Zawsze kiedy w interesach Polonii wybieram się zagranicę towarzyszy mi co najmniej kilkunastoosobowa grupa polskich biznesmenów, którzy poszukują kontaktów i partnerów dla swoich przedsięwzięć. Chodzi o to, by polski biznes łączyć z biznesem polonijnym.

– Ceni Pan, ale czy uważa, że w konfrontacji tego środowiska z potęgą władzy, jego interesy mają jakiekolwiek szanse w starciu z bardzo agresywną reprezentacją świata pracy – związkami zawodowymi?

– Zadał mi Pan trudne pytanie, ponieważ mój rodowód jest ściśle związany z „Solidarnością”, która wywalczyła wolną Polskę. Po 20 latach, jak sądzę, niektóre sprawy, podejście do nich, trzeba nawet nie nieco, ale gruntownie przewartościować. Żyjemy w innej epoce. Niewątpliwie w dialogu z rządem reprezentacja pracodawców jest słabsza w porównaniu z potęgą związków zawodowych. Oczywiście Sejm może uchwalić ustawę o obowiązkowej przynależności każdego przedsiębiorcy do samorządu gospodarczego, ale jak by to się miało do jednej z fundamentalnych zasad Unii Europejskiej – swobody działalności gospodarczej? Sądzę, że w ciągu ostatnich kilkunastu lat Krajowa Izba Gospodarcza wypracowała sobie bardzo silną pozycję, z którą musi się liczyć każdy rząd i sejm.

– Czy podziela Pan Marszałek powszechną wśród środowisk gospodarczych opinię, że ich rolą w czasie 20-letnich przemian jest niedoceniana?

– Nie do końca. Osobiście bardzo ją cenię i dostrzegam, że znaczenie tego środowiska, jego kreatywności, inwencji i determinacji ma dla Polski podstawowe znaczenie. Kiedy startowaliśmy w demokrację rola związków zawodowych była olbrzymia, a przedsiębiorców niewielka. Obecnie ta sytuacja bardzo się zmieniła. Rządzący uważnie wsłuchują się w głos nie tylko Krajowej Izby Gospodarczej, ale i kilku innych poważnych organizacji grupujących przedstawicieli polskiego biznesu. To ma swoje odbicie w procesie legislacyjnym, choć zdaję sobie sprawę, że parytet sił, czy wpływów nie jest równomierny. Chciałbym jednak wygłosić swoje osobiste credo. Jestem głęboko przekonany, że politycy od gospodarki, poza wyznaczeniem ogólnych zasad jej funkcjonowania, powinni trzymać się jak najdalej. Jestem przeciwnikiem nadmiernej ingerencji państwa w funkcjonowanie tej dziedziny życia. Jak widać na ostatnich przykładach prac specjalnych komisji sejmowych te związki rodzą patologiczne zjawiska, wikłanie się polityków w bezpośrednie związki z przedsiębiorcami uważam za głęboko demoralizujące i dające niejako zachętę moralną do nawiązywania takich relacji na różnych szczeblach władzy – zarówno centralnej, regionalnej, jak i  lokalnej. Partnerstwo publiczno-prywatne to nie dziedzina ciemnych interesów, ale przejrzysta forma nawiązywania uczciwych relacji pomiędzy na przykład władzą samorządową a lokalnym środowiskiem biznesu służące zaspokajaniu interesów i komfortu życia mieszkańców danego terenu – miasta, czy wsi. Na tym polu nie może dochodzić do żadnych nieprawidłowości. Nie jestem człowiekiem  aż tak naiwnym, żeby nie dopuszczać do siebie myśli o stanie dalekim od ideału, bo przecież ludzie są tylko ludźmi, a pokus, zwłaszcza dla tych, dla których dobra materialne stanowią cel życia, jest wielu.

– Wspominał Pan Marszałek o zmianach, jakie zaszły w życiu Polaków w ciągu ostatnich 20 lat wolnej Polski. Co, według Pana, ma największe znaczenie dla przyszłości naszego kraju?

– Niewątpliwie troska o demokrację, samorządność, ale i silne państwo. Wolności i prawa obywatelskie to kamień węgielny dla dziś i przyszłości. Polska staje się krajem coraz zamożniejszym, mimo utyskiwań i wielu braków. Paradoksalnie sądzę, że odczuwanie braku może być czynnikiem motywującym do działania, a więc łączącym się z realizacją ambicji, planów. Proszę popatrzeć, że po polskich, coraz lepszych drogach jeżdżą miliony prywatnych samochodów. Rzecz w poprzedniej epoce nierealna.

A więc święte prawo własności, decydowania o własnym losie i drodze życiowej – to są kamienie milowe wyznaczające naszą przyszłość. Członkostwo w Unii Europejskiej jest dodatkowym elementem handicapu, jakim dysponujemy. Uważam, że zbyt często eksponujemy destrukcyjne efekty kompleksów i poczucia braku, niż walory, które mogą z nich powstać. Zresztą, era kompleksów to dla młodego pokolenia pojęcie dość odległe i niezrozumiałe – na szczęście. Odpowiadając na pana pytanie konkretnie, oczywiście chciałbym aby szybciej budowano nowe drogi, po których będą jeździły samochody wybudowane w nowych, zlokalizowanych w Polsce fabrykach. Z tego sektora gospodarki płyną złe sygnały – między innymi o tym, że premier Berlusconi chce skoncentrować produkcję Fiata  w południowych Włoszech. To się może odbić na przyszłości największego naszego producenta samochodów, na Fiat Auto Poland. Musimy być przygotowani na działania protekcjonistyczne innych państw unijnych, bo przecież nie jesteśmy dziećmi i doskonale wiemy, że mimo przynależności do UE, wspólnego tworzenia gospodarki europejskiej, każde państwo dba przede wszystkim o swoje interesy. Rzecz w granicach pomiędzy nimi a unijną polityką spójności. Cały czas jednak podkreślam swą niechęć do ścisłego związku decyzji politycznych z biznesowymi. W tym zakresie  polski świat gospodarki musi nauczyć się bronić swoich interesów, a przede wszystkim zdobyć na większą ekspansywność międzynarodową. To wówczas on będzie dyktował warunki w poszczególnych obszarach gospodarek innych krajów – tak  jak ma to obecnie w przypadku inwestorów  zagranicznych zakorzenionych w Polsce. Myśleć i działać trzeba kompleksowo. Jeśli chcemy budować nowe elektrownie, a nie mamy możliwości przesyłu energii, to po co nam one? Dowiodły tego ostatnie dni, kiedy odciętych od dopływu prądu bywało po kilkadziesiąt tysięcy gospodarstw domowych.

– Wiadomo, że silne podstawy gospodarki oparte są na małych i średnich przedsiębiorstwach. Ale również w dzisiejszym świecie niebagatelne znaczenie dla potencjalnych inwestorów, wielkich korporacji ważną rolę odgrywają nie tylko koszty pracy w poszczególnych krajach, systemy podatkowe lecz także  to na jakim obszarze lokować swoje przedsiębiorstwa. Uwaga Unii Europejskiej w ostatnich latach skierowana była na wspieranie rozwoju wielkich metropolii, bo to one są magnesem przyciągającym wielkie inwestycje. Od dłuższego czasu czekamy na uchwalenie ustawy metropolitalnej, która pozwoli na wykreowanie w Polsce kilku – powiedzmy trzech - rozpoznawalnych i atrakcyjnych dla światowego biznesu ośrodków. Dlaczego tej ustawy nie ma?

– W tym roku mija 20 rocznica pierwszych wyborów samorządowych. Tunelowo pojmowana troska o samorządność lokalną, o demokrację lokalną przesłania niestety szerszą perspektywę. Samorządy, zgrupowane, jak w przypadku Aglomeracji Katowickiej, niechętnie odnoszą się do oddania swej władzy na rzecz zarządu metropolii, w tym przypadku Silesia. To zrozumiałe. W obliczu tych zjawisk i faktów ciągle trwa spór o to ile tych metropolii w Polsce ma być. Jest oczywiste, że takie funkcje i warunki spełnia Warszawa, Trójmiasto, Aglomeracja Katowicka, Poznań, Kraków, ale co do innych trwa dyskusja. Kłopoty wynikają z faktu, że status metropolii daje dodatkowe argumenty w staraniach się o unijne fundusze strukturalne i wiele zurbanizowanych ośrodków Polsce, a nie spełniających szczegółowo sformułowanych wymogów ten status chciałoby zdobyć. Stąd opory i niestety sytuacja taka, że projekt ustawy metropolitalnej utkwił na szczeblu rządowym, a nie trafił do Sejmu. Po prostu ścierają się różne interesy. To jest, co prawda zjawisko normalne, ale uważam, że tego stanu rzeczy nie należy przeciągać w nieskończoność. Moim zdaniem ustawa jest potrzebna, bo przyspieszy rozwój kraju.

– Dziękuję za rozmowę.

© 2004-2010 Euroregiony Polska. Wszelkie prawa zastrzeżone.     powered by eNginePRO™ CMS