Z
Andrzejem Pońskim – Prezesem Zarządu Fabryki Urządzeń Mechanicznych „Poręba” Sp. z o.o. w Porębie – rozmawia Jacek Broszkiewicz
– Kieruje Pan od niedawna zarządem jednego z najstarszych, a jednocześnie najbardziej renomowanych zakładów przemysłowych w obecnych granicach województwa śląskiego. FUM „Poręba” znana jest w Europie i na świecie z produkcji specjalistycznych obrabiarek. W jakim stopniu na pozycję i kondycję firmy wpłynął światowy kryzys finansowy?
– W Polsce kryzys dotyka gospodarkę w sposób selektywny. Różne branże odczuwają go w mniejszym lub większym stopniu. Chyba najbardziej ucierpiało hutnictwo, producenci węgla koksującego. Z drugiej strony w bra
nży motoryzacyjnej na przykład w tyskim „Fiat Auto Poland” pracowano nawet siedem dni w tygodniu, by wykonać plany produkcyjne. Trudno jednak generalizować przy omawianiu tych problemów, ponieważ jednocześnie kłopoty dotknęły gliwicką fabrykę opla. Daleki więc jestem od jednoznacznych i kategorycznych opinii dotyczących wpływu kryzysu na polską gospodarkę. Spoglądając na gospodarkę całościowo wiele jej obszarów funkcjonowania wymaga zmian systemowych, legislacyjnych. Pozycja FUM „Poręba” na rynkach europejskich i światowych jest obecnie dość dobra, ale uważam, że powinna być jeszcze mocniejsza. Ostatecznie ponad 200-letnia tradycja zobowiązuje. Jestem przekonany, że w wyniku działań, jakie podjęliśmy, zwłaszcza w sferze marketingowej, już niedługo będziemy sobie o wiele lepiej radzić na konkurencyjnych rynkach. Ale to zależy przede wszystkim od restrukturyzacji wewnętrznej w firmie, w zmianach w jej zarządzaniu na płaszczyźnie marketingowej. To one powinny zaowocować większa skutecznością w pozyskiwaniu zamówień.
W tej dziedzinie musimy być bardziej ekspansywni. Musimy z naszą ofertą produktową być obecni praktycznie wszędzie tam, gdzie istnieje zapotrzebowanie na maszyny, które u nas powstają. Trzeba poprawić sposób poruszania się na interesujących nas obszarach globalnego rynku, wprowadzić ulepszenia w dziedzinie dystrybucji naszych wyrobów, zwiększyć aktywność w sferze pozyskiwania nowych partnerów, ale i w dziedzinie promocji Fabryki.
Ważnym obszarem jest też usprawnienie obsługi klientów, którzy zakupili już nasze urządzenia.
– Wszystko to w imię tworzenia jak najlepszej pozycji w stosunku do konkurencji?
– Oczywiście. Taki jest sens tych zamierzeń.
– A sfera postępu technologicznego? Za pomocą jakich metod FUM „Poręba” radzi sobie z tym wyzwaniem?
– Działamy w branży, w której postęp technologiczny nie przybrał tak oszałamiającego tempa, jak na przykład w przypadku sektora softwarowego, czy telefonii komórkowej. Segment gospodarki światowej, w którym produkuje się maszyny oczywiście nie stoi w miejscu. Na tym polu mamy niewielkie opóźnienia, ale jestem przekonany, że w niedługim czasie będziemy w stanie je nadrobić. To stosunkowo proste zadanie, ponieważ świat jest otwarty i prawie wszystkie produkty, czy technologie są powszechnie dostępne - może z wyjątkiem niewielkiego wycinka hi-techu dotyczącego przemysłu zbrojeniowego. Problem polega na wyłonieniu, kwalifikacji tego, co jest nam potrzebne i umiejętności wdrożenia.
– Czy przewiduje Pan nawiązanie współpracy Fabryki z polskim sektorem naukowo-badawczym w tej dziedzinie?
– Tak. Źródłem zainteresowania współpracą będą nasze konkretne potrzeby, które będą wymagały wsparcia przy okazji wdrożeń nowych produktów, czy technologii. Będziemy korzystać z wiedzy i umiejętności konkretnych ludzi, fachowców – niezależnie od tego, czy pracują na uczelniach politechnicznych, w instytutach naukowo-badawczych, czy też prowadzą własną działalność gospodarczą na tym polu.
– Czy to FUM „Poręba” zwróciła się z propozycją współpracy do Politechniki Wrocławskiej?
– Nie. To uczelnia zaproponowała ją praktycznie wszystkim zakładom w Polsce działającym w branży produkcji maszyn.
– Czy w Pańskiej opinii polskie uczelnie i placówki badawczo-rozwojowe w dziedzinie, w której operuje FUM „Poręba”, są
w stanie spełnić oczekiwania spółki?
– W świecie nauki są różni ludzie. Myślę, że i w tej dziedzinie trudno wygłaszać jednoznaczne opinie. W niektórych placówkach dominuje klimat większego otwarcia na konkretną współpracę z gospodarką, w innych panuje atmosfera sprzyjająca raczej rozwiązywaniu zagadnień teoretycznych. Cała sztuka polega na tym, by umieć docierać do tych ludzi, którzy rzeczywiście mogą nam pomóc w dziedzinie postępu technologicznego.
– Żyjemy w dobie globalizacji przekładającej się na trendy konsolidacyjne
w gospodarce. Czy Fabryka dobrze się czuje jako samodzielny podmiot, czy też przewiduje Pan posunięcia zmierzające do jej wzmocnienia na drodze fuzji z innym tego typu zakładem, na przykład poprzez stworzenie grupy kapitałowej?
– Konsolidacje dokonują się z różnych przyczyn. Podstawową generuje rynek-produkt i to jest naturalny proces. Ale istnieją także inne powody grupowania się firm. Jednym z nich jest strategia konsolidacji finansowej, która tak naprawdę sprawia, że integrują się nie firmy, ale ich kapitał. Mamy zatem do czynienia z zabiegiem natury czysto finansowej, który nie pociąga za sobą wykreowania nowej oferty produktowej. Istnieją grupy spółek powiązanych łańcuchem produkcji: „do tyłu”, czyli do dostawców, albo „do przodu”, co polega na konsolidacji sieci sprzedaży. Zatem motywy tworzenia grup firm, konsolidowania się ich są różne, a motyw finansowy, czyli polegający na grupowaniu kapitału wcale nie zawsze musi przynosić polepszenia oferty rynkowej. To jest bardzo delikatna materia, wymagająca dogłębnej analizy.
– A więc FUM „Poręba” nadal pozostanie samodzielnym, korzystającym z wypracowanej znakomitej marki, podmiotem gospodarczym?
– Tak. Nie przewiduję ruchów w sferze, o której przed chwilą rozmawialiśmy. Spółka nie potrzebuje żadnej konsolidacji w odniesieniu do rynku. Motyw rynkowy jest raczej wykluczony, ponieważ dysponujemy dostatecznymi walorami i atutami, by swobodnie i z sukcesami się na nim poruszać. Tę aktywność i skuteczność, jak wcześniej sygnalizowałem, trzeba tylko poprawić. Nie sądzę, by mogło dojść do sprzedaży FUM „Poręba” jakiemuś koncernowi, czy grupie kapitałowej, albo też abyśmy my w przyszłości zamierzali kupować jakąś firmę. Nasi dostawcy są zbyt rozdrobnieni by rozważać taką możliwość. Zmian musimy dokonywać wewnątrz przedsiębiorstwa.
– Z Pańskich słów wynika, że Fabryka stoi mocno na nogach, jeśli chodzi o efekty finansowe...
– Jestem tu zaledwie od 30 dni. Nie jestem wstanie odpowiedzieć na to pytanie.
– Nasza dotychczasowa rozmowa zasadniczo dotyczyła kwestii związanych z konkurencyjnością. Jak w tym kontekście ocenia Pan możliwości działania podmiotów gospodarczych państw członkowskich Unii Europejskiej?
– Jestem zwolennikiem wspólnego, wolnego rynku, czyli idei, która przed dziesiątkami lat legła u podstaw Wspólnoty Węgla i Stali, czy protoplasty Unii Europejskiej. Dziś z niepokojem zauważam odstępstwa od tej idei. Uważam, że pomysł dotacji dla przedsiębiorstw, czyli zasilanie ich pieniędzmi europejskich podatników, przypomina gospodarką centralnie planowaną. To kompletna pomyłka. Nie zgadzam się z tezą, że nie ma nic złego w tym, że prywatne przedsiębiorstwo stara się i otrzymuje dotacje państwowe. Z mojego punktu widzenia to nieetyczne. O ile jestem skłonny zrozumieć dotowanie przez budżet centralny samorządów, czy innych sfer publicznych, to jeśli idzie o gospodarkę reguły powinny być proste i przejrzyste. Na rynku pozostają najlepsi. Na tym polega konkurencja kreująca rozwój cywilizacyjny. Wtrącanie się państw w ten obszar, protekcjonizm – paradoksalnie – tempo tego rozwoju hamuje. Uważam też, że sytuacja, w której państwo jako instytucja, jest podmiotem poruszającym się na rynku w formie swych udziałów kapitałowych w wielkich koncernach też jest zjawiskiem patologicznym, po prostu przeżytkiem. Jestem głęboko przekonany o słuszności idei swobodnego przepływu dóbr, usług i ludzi w ramach Unii Europejskiej. To niesamowite osiągnięcie, że bez odprawy celnej można jechać na przykład do Portugalii i sprzedać partnerowi swój towar, a z Niemiec sprowadzić bez przeszkód komponent dla własnej produkcji. Zastrzegam jednak, że funkcjonowanie tego wspólnego tynku – z mojego punktu widzenia – nie zawsze jest takie, jakim chciałbym go widzieć. Pojawiają się oligopole, rygorystyczne przepisy o charakterze restrykcyjnym. Zadziwiające, że w likwidacji tych niekorzystnych zjawisk większą aktywność wykazuje Bruksela niż państwo polskie.
– Co konkretnie ma Pan na myśli?
– Sektor energetyczny, w którym oligopole mają się świetnie, podobnie zresztą jak w dziedzinie wydobycia i dystrybucji węgla – chociaż w tym przypadku problemów jest wiele. Państwo sobie z nimi nie radzi, więc najlepszym rozwiązaniem byłoby dla niego wycofanie się kapitałowe. Mam wielkie uznanie dla ludzi takich jak Pani Anna Streżyńska – Prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej, której odwaga i bezkompromisowość w walce z monopolistami powinna być wzorem dla roli państwa, jaką powinno ono odgrywać w dziedzinie gospodarki. Absurdalną jest bowiem sytuacja, w której państwo jako instytucja powołuje urzędy mające zwalczać praktyki monopolistyczne a samo jest największym monopolistą – właśnie w energetyce, węglu. Na rynku wody i ścieków występują monopole regionalne, powoływane do życia decyzjami administracyjnymi. Jak widać rynek jest daleki od tego, by z czystym sumieniem nazywać go wolnym.
– Ma Pan jednoznacznie i klarownie sprecyzowane poglądy na rzeczywistość...
– Ja rozumiem, że okres przejściowy z jednej formacji ustrojowej do drugiej, jakże odmiennej, wymaga okresu przejściowego, ale musi się on charakteryzować tym, że następują w nim zmiany zmierzające w kierunku modelowym. Niestety, w Polsce nie do końca tak jest zarówno w odniesieniu do ich jakości, jak i tempa.
– Domyślam się, że jat Pan zwolennikiem poglądu: jak najmniej polityki w gospodarce?
– Związki polityki z gospodarką są oczywiste i nikt rozsądnie myślący nie może postulować ich likwidacji. Chodzi o to, by rząd koncentrował się kwestiach natury strategicznej, przypisanych dzisiaj do UOKIK, czy KNF, czy problemie demonopolizacji importu gazu, a nie zajmował się rękami ministrów gospodarki, czy skarbu tym, czy kupić jakiś taśmociąg dla elektrowni, czy kopalni, w której państwo ma swoje udziały.
– Jak zatem widzi Pan rolę FUM „Poręba” w skali lokalnej? Czy potentat przemysłowy w powiecie zawierciańskim ma będzie wspomagać miejscową społeczność lokalną? Mam na myśli przede wszystkim mieszkańców i samorząd gminy Poręba.
– Jesteśmy otwarci na współpracę z władzami samorządowymi, tym bardziej, że miasto Poręba jest utożsamiane
z fabryką o tej nazwie i odwrotnie. Jeśli samorząd zwróci się do nas z konkretnymi propozycjami, a spółka będzie dysponowała możliwościami partycypacji w ich urzeczywistnieniu – na pewno nie uchylimy się od współpracy. Inicjatywa jest jednak po stronie samorządu.
– Dziękuję za rozmowę.