europrojekty PL :: samorządność : gospodarka : integracja europejska
   miesięcznik – samorządność / gospodarka / integracja europejska
 
EUROREGIONY POLSKA
40-004 Katowice,
Al. Korfantego 22/52,
tel. red. nacz. +48 510 065 508,  
redakcja@euroregiony.pl
Nasi partnerzy technologii informatycznych
www.wasko.pl

www.webserwer.plwww.webserwer.pl


   - ilość odsłon
strona główna | bieżący numer | ponad materią | CZYTELNIA | od redakcji | o nas | patronaty | download | prenumerata | zaprezentuj się | linki

item 1
Polska nauka w Unii Europejskiej:
Centrum Onkologii – Instytut w Gliwicach


  Zobacz również  
KOMENTARZE

skomentuj!
 

 

Prawość i pasja
(Na najwyższym światowym poziomie - suplement)

W trzech ostatnich wydaniach miesięcznika „Euroregiony-Polska/Europrojekty PL publikowany był wywiad – rzeka ze mną, w którym poruszałem wiele wątków dotyczących działalności gliwickiej placówki, jej planów rozwojowych, ale także ogólnej problematyce funkcjonowania polskiej służby zdrowia w kontekście modeli funkcjonujących w Europie i na świecie. Wiele uwagi w swych wypowiedziach poświęciłem misji współczesnego lekarza, potrzebie nieustannego kształcenia się, wzbudzania w sobie c kreatywności, ambicji, inicjatywy, pozbywaniu się kompleksów i dążeniu do nieskrępowanego udziału w postępie globalnej medycyny.

Zdaję sobie sprawę, że w 20 lat po transformacji ustrojowej wiele moich refleksji nadal zachowuje charakter postulatywny, ale też mam świadomość, że nie ma innej drogi, jak tylko dążyć, by stały się one realiami. Oczywiście, jako kraj niezamożny trudno nam się zdobyć na spektakularne inwestycje w tej dziedzinie, zresztą co po nich, jeśli nie będą one mogły  być obsługiwane w oparciu nie tylko o spójny i logiczny system ochrony zdrowia, ale i bez ludzi z pasją, oddanych swojej profesji i służbie człowiekowi?



Przytoczę końcowy fragment mojej wypowiedzi z trzeciej części wywiadu. Dotyczyła ona pewnego technika z radioterapii, który przyszedł prosić o podwyżkę. Zaproponowałem mu pomoc Instytutu w dalszym kształceniu się, jako skutecznej metodzie zwiększania dochodów. „Powiedziałem mu tak: 90 procent kosztów zapłaci ci Instytut, ale pod warunkiem: średnia ocen od 4,5 wzwyż. Skończył studia, przyniósł mi dyplom magisterski z wyróżnieniem. Ale co z tego? Według przepisów podwyżka jego płacy mogła być symboliczna, a poza tym – mówię mu to prosto w oczy: Winien mi jesteś przysługę. Pyta: Jaką? Doktorat! – wypaliłem. Leszek  zrobił doktorat  z wyróżnieniem w ciągu 2,5 roku, po czym przyszedł do mnie i mówi: Nie wierzyłem
w to, ale po raz pierwszy od wielu lat mogę wyjechać z rodziną na zagraniczny urlop. Należy ci się – powiedziałem – ale po powrocie zabierasz się do przyszłej habilitacji. I robi.

Myślę, że ta historia powinna skłaniać do głębszej refleksji. Żyjemy w świecie, który, mimo wszystko i na całe szczęście, jest jeszcze światem relacji międzyludzkich, kształtujących postawy, stosunek do rzeczywistości, kierunkujących drogi poszukiwania swego miejsca i roli, jaką pragniemy odegrać. Rodzice i szkoła określają osobowość człowieka tylko do pewnego momentu, później staje się on narażony na różnego rodzaju pokusy życia codziennego, nie omijając sfery erotycznej, finansowej, pogoni za różnymi gadżetami, których posiadanie wydaje się być synonimem szczęścia. Człowiek w rezultacie staje się bardzo zagubioną istotą. Diabeł w swoich pokusach zawsze jest bardziej atrakcyjny niż poczciwy aniołek. Tak to już jest.



Ja miałem szczęście poznawać ludzi, którzy mieli bardzo barwne życiorysy, ale łączyła ich jedna wspólna cecha. Byli przez całe życie tak niezłomnie prawi. I są tacy nadal. Prawość jest synonimem honoru, co oznacza, że kiedy daje się słowo, to nie można go złamać. Kiedy ktoś deklaruje ludziom, że coś otrzymają i nie dotrzyma słowa, to wiara
w człowieka umiera. To się odnosi do nas wszystkich: i tych rządzonych i tych rządzących. Staram się zasadę prawości w życiu i pracy przekazywać swoim młodszym kolegom i muszę powiedzieć, że zauważam, iż oni tego wewnętrznie chcą. To bardzo mnie raduje. Podejrzewam, że tak naprawdę poczucia prawości pragnie każdy człowiek, tylko nie każdy ma na tyle silnej woli, by z prawości, uczciwości, empatii uczynić drogowskaz dla swojego życia.

Mimo większych, czy mniejszych problemów Polska się rozwija, mimo zalewu pop kulturą oraz nadal modnego wyścigu szczurów  ludzie są, w porównaniu do stanu sprzed 20 lat, nastawieni bardziej przyjaźnie do siebie. To widać także w postawach przedsiębiorców, którzy zaczynają odnajdywać w głębi duszy poczucie misji społecznej, już nie gonią tak za zyskami, ale rozglądają się wokół siebie, bo ileż można się „nachapać”? Więc zaczynają dostrzegać biedę i życie na krawędzi ludziktórzy nie potrafili się odnaleźć w nowej rzeczywistości, widzą nieskuteczność państwa obciążonego centralizmem i partyjnictwem. I pomagają  nie tylko w ten sposób, że dają ludziom najwyższe, obok zdrowia, dobro, jakim jest praca, ale stają się z wewnętrznej potrzeby ogniwami spajającymi społeczeństwo, kształtującymi poczucie wspólnoty. Serce rośnie, kiedy widzi się i słyszy, jak masowo powstają organizacje pozarządowe, fundacje, jak ludzie samoorganizują się i biorą nierozwiązane instytucjonalnie sprawy w swoje ręce. Sami dostrzegają, że państwo skrajnie opiekuńcze to socjalistyczny, zdewaluowany mit. Odróżniam jednak tych, którzy wybierają życie na krawędzi, bo są leniwi i im się nie chce, ale państwo ma im ciągle dawać.

To, o czym piszę jest odbiciem rzeczywistości, która nie jest powszechnie zauważana. Mimo, że wielu z nas wyniosło z domu, szkoły, pierwszej pracy złe nawyki, to widzę oznaki przebudzenia. Zaczyna się tworzyć łańcuszek ludzi dobrej woli, dla których prawość w każdej dziedzinie życia ma pierwszoplanowe znaczenie. Nie zauważamy tego, ponieważ nadal mamy oczy przesłonięte woalką malkontenctwa i narzekania, ba! Nie zawsze widzimy te zjawiska - nawet wtedy, kiedy aktywnie uczestniczymy w ich narodzinach!

Wierzę, że nadejdzie taka chwila, kiedy ludzi czynnie manifestujących dobrą wolę i prawość będzie większość
w naszym kraju, co nie oznacza, że pozostali to łotry i lenie. Mniejszość będą stanowi  raczej zagubieni, ale w gruncie rzeczy porządni ludzie, którzy tylko nie potrafią się obudzić i przez to ich życie jest egzystencją, a raczej wegetacją.

A żyć pełna piersią naprawdę warto! Życie jest piękne samo w sobie. Doceniamy je w tej postaci dopiero wtedy, kiedy dopadnie nas choroba i nierzadko jest już za późno, aby cokolwiek zmienić. To straszna rzecz być pacjentem. Wiem, bo też stawałem po tej drugiej stronie w roli chorego, widziałem lekarza okutanego w biały kitel, szeptającego coś do kolegi jakimiś półsłówkami, z którego nic nie rozumiałem i... oczekiwałem w panice na diagnozę.

Empatia, dobra wola, otwartość i ciepło. Może jestem ciągle naiwny, ale uważam, że są to cechy, które w Polsce muszą się stać sztandarami postępowania w każdej dziedzinie życia. W sferze, za którą ja odpowiadam w Instytucie, ale i poza nim, głosząc swoje poglądy -  robię, co mogę, by  zaprzęgnąć te wartości w system informujący pacjentów
w sposób maksymalnie przyjazny o ich stanie, rokowaniach. Celem, który mi przyświeca jest dążenie do tego, by ludzie nie musieli się bać cierpień i śmierci. To dlatego zaproponowałem paniom-emerytkom, które jeszcze nie tak dawno pracowały w oddziale radioterapii Instytutu, by nadal przychodziły do swego dawnego miejsca pracy. Mają swój stolik, gdzie dyżurują i każdy pacjent może z nimi porozmawiać, dowiedzieć się jak sobie radzić, spotkać się z ciepłym słowem otuchy. Tu nie chodzi o pracę psychologa rozdającego cierpiącym testy do wypełnienia i traktującego ludzi, jako materiał do swoich prac naukowych. Po takich spotkaniach chorzy cierpią jeszcze bardziej i nie chcą z nimi rozmawiać.  Takie są moje obserwacje.

Dominującym dziś uczuciem, które  konstytuuje ludzi i ich postawy,  wzbudzanym niestety przez terror informacji medialnych, jest właśnie paraliżujący strach. Jeśli go wziąć jako budulec dla fundamentów naszego życia – w krótkim czasie ono się zawali. Człowiek nie wytrzymuje stresu, generowanego przez strach i lęki przeradzające się w depresję, która obecnie jest jedną z najgroźniejszych chorób w skali całej cywilizacji. Sam niedawno musiałem poddać się tomografii komputerowej i doskonale wiem jak wielka jest psychiczny dystans od rury, do której mnie wkładano, do człowieka po drugiej stronie szyby, obsługującego tę aparaturę. Kiedy słyszałem komendy: oddychaj!, nie oddychaj – czułem się bardzo nieswojo. Czy tego typu przeżycia dotyczą tylko świata medycyny? Ależ skąd! Ludzie doświadczają ich na każdym kroku: biznesmeni podczas kontroli fiskalnych, pracownicy, kiedy słyszą o zwolnieniach grupowych. Wszyscy!

Z mojej perspektywy, a przede wszystkim z doświadczeń, jasno wynika, że oprócz wskaźników ekonomicznych, walki o pieniądze na inwestycje pchające kraj do przodu, niezmiernie ważne jest to, czy ludzie zaglądają w  swoje serca i czy są, staną się wrażliwi na to, co dzieje się w sercach i umysłach swych współbraci. I nie chodzi tutaj o model polegający na wylewaniu łez nad sobą lub czyimś nieszczęściem, lecz na pracy organicznej, której efektem będzie stan, kiedy każdy Polak będzie się czuł bezpiecznie, jak we własnym domu. Dobrze będzie, jeśli tak będzie czuła większość społeczeństwa. Wolna od strachu o jutro. Prawie 40 – milionowy naród dysponuje ogromnym potencjałem twórczym i energią, by doprowadzić do takiej sytuacji. Stać nas na to, by je wyzwolić. Skoro potrafimy odnosić indywidualne sukcesy na całym świecie w najtrudniejszych i najnowocześniejszych dziedzinach, to dlaczego nie mielibyśmy dokonać tego na własnym podwórku?

Pewien mój kolega miał wykład habilitacyjny traktujący o tym, dlaczego jedni ludzie stają się geniuszami, a inni nie. Przytoczył wynaleziony prze siebie w jakichś annałach przykład Kopernika. Gdyby nie wuj, który zaprotegował genialnego astronoma do klasztoru, to prawdopodobnie odkryć, jakie wstrząsnęły całym światem, dokonałby ktoś inny
i może znacznie później. Nie popieram nepotyzmu, chodzi mi o wrażliwość i uwagę, z jaką powinniśmy obserwować siebie i bliźnich. Jeśli w sobie lub w nich znajdziemy choćby ślad iskry bożej, to nie można dopuścić, by ona zgasła, a czynić wszystko, by rozpaliła się w trwały płomień. Kiedy słyszę
o tym, że po pieniądze  z Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka zgłosiło się tylu przedsiębiorców, że wartość ich projektów innowacyjnych dziesięciokrotnie przekracza możliwości finansowego unijnego wsparcia dla Polski w tym zakresie, to wcale się nie martwię. Wręcz przeciwnie – mam ogromną satysfakcję, że jest ich aż tylu i przekonanie, że większość z nich zrealizuje swe cele, wniesie wielkie wartości do swojego i naszego życia. W ten, czy w inny sposób. A zatem prawość i pasja – to są według mnie – prawdziwe i najważniejsze wartości, które powinniśmy hołubić i zaszczepiać Polakom. Na szczęście to się dzieje.
                                   
Bogusław Maciejewski*

*Autor suplementu jest  profesorem dr hab. nauk medycznych – Dyrektorem Centrum Onkologii – Instytutu im. Marii Skłodowskiej – Curie Oddziału w Gliwicach, światowej sławy specjalistą
w dziedzinie radioterapii.

© 2004-2010 Euroregiony Polska. Wszelkie prawa zastrzeżone.     powered by eNginePRO™ CMS