europrojekty PL :: samorządność : gospodarka : integracja europejska
   miesięcznik – samorządność / gospodarka / integracja europejska
 
EUROREGIONY POLSKA
40-004 Katowice,
Al. Korfantego 22/52,
tel. red. nacz. +48 510 065 508,  
redakcja@euroregiony.pl
Nasi partnerzy technologii informatycznych
www.wasko.pl

www.webserwer.plwww.webserwer.pl


   - ilość odsłon
strona główna | bieżący numer | ponad materią | CZYTELNIA | od redakcji | o nas | patronaty | download | prenumerata | zaprezentuj się | linki

item 1
Skracać dystans



  Zobacz również  
KOMENTARZE

skomentuj!
 

 

„Nasza” odpowiedzialność, a gdzie „Ich”?

Wiele się ostatnio mówi o społecznej odpowiedzialności biznesu. W żadnej porządnej firmie już nikt z kadry zarządzającej nie pozwoli sobie na lekceważenie podwładnych pracowników. Można sobie zadać pytanie: Dlaczego? Na pewno nie z obawy przed wywiezieniem na taczkach – choć i do tego zjawiska jeszcze nawiążę w tym felietonie. Odpowiedź jest bardzo prosta. Firma działająca w gospodarce opartej na wiedzy musi troszczyć się o swój największy kapitał, jakim są ludzie i ich zdolności. Jeśli ktoś tego nie dostrzega – musi się liczyć, że ta cenna kadra go opuści i znajdzie zajęcie tam, gdzie zostanie uszanowana i doceniona.

W ekonomi funkcjonuje pewien znany schemat pod nazwą Piramidy Masłowa ilustrującej priorytety potrzeb człowieka. U jej podstawy są ci, którzy pracują dla pieniędzy, trawieni strachem o byt: bezpieczeństwo, jedzenie, mieszkanie, media. Natomiast na szczytach usadawiają się ci ludzie biznesu, którzy  odnieśli sukces i są wrażliwi na sprawy społeczne. Na tych górnych schodach piramidy nie pracuje się dla pieniędzy, ale dla idei, dla realizacji wyższych niż tylko zysk, celów i marzeń. Bardzo dużo podróżuję po Europie, odwiedzam wielkie koncerny i poważne przedsiębiorstwa, w których na szkoleniach dla menedżerów kładzie się szczególny nacisk na tę problematykę. Muszę z satysfakcją stwierdzić, że i w Polsce coraz szersze kręgi zatacza zrozumienie dla tego typu relacji. Każdy poważnie myślący prezes wie, że musi się odwoływać do ludzi, tworzyć z nimi więzi pozaekonomiczne, tworzyć atmosferę wspólnoty w działaniu, a przede wszystkim uświadamiać wszystkim pracownikom, że tworzymy jeden zespół i wszyscy jedziemy na tym samym wózku. Emocje są ważniejsze niż wyrachowanie, a emocje to obecnie właśnie ta górna półka w biznesie także w relacjach z pracownikami. Wszystkich, nawet mimo przewagi intelektualnej, kierowniczej pozycji w firmie należy traktować z najwyższym szacunkiem.



Oczywiście, można sobie zadać pytanie, czy w każdej firmie i w każdej sytuacji takie nastawienie popłaca i jest rozumiane. W Polsce istniej pewna asymetria w tym względzie. W dużych, strategicznych koncernach i przedsiębiorstwach, w których przeważające udziały ma Skarb Państwa, ale nie tylko, bo i w firmach prywatnych nadal w mentalności szeregowego pracownika dominuje postawa wyrażająca się w braku odpowiedzialności za losy firmy. Mentalność przeżarta w ciągu kilku pokoleń i konserwowana oraz przekazywana z pokolenia na pokolenie, a wyrażająca się w braku szacunku do własności, czy to państwowej, czy prywatnej oraz  poczucia wspólnoty losów z pracodawcą - nadal jest niestety dosyć powszechna. To jest coś, co odróżnia nas od Zachodu. Przeciętny Kowalski jeśli przeczyta w gazecie, że w sąsiednim zakładzie ludzie wywalczyli 3-procentowe podwyżki płac, zaczyna tego samego domagać się w swoim przedsiębiorstwie. Rzadko przychodzi mu do głowy, że u sąsiada 3-procentowy teoretyczny wzrost średnich wynagrodzeń nastąpił w wyniku zwolnień najniżej wykształconych i najmniej zarabiających robotników. Nie zdaje sobie sprawy, że sam może wylądować na bruku, jeśli nie będzie podnosił swoich kwalifikacji, zwiększał wydajności, z oddaniem pracował na rzecz wspólnej de facto firmy.

Rzadko się więc mówi o społecznej odpowiedzialności pracowników. Krańcowym przykładem ilustrującym tezę, że w sferze mentalności i współodpowiedzialności jest wiele do zrobienia, była jesienna w czasie rozpoczynającego się kryzysu,  sytuacja w lubińskim KGHM – potentacie miedziowym, gdzie średnia płaca wynosi 6 tysięcy złotych. Kilkanaście związków zawodowych nagle zaczęło domagać się podwyżek. To szokujące zjawisko! I to wówczas zaczęły się podnosić głosy nawołujące do społecznej odpowiedzialności pracowników. To przecież  ich wydajność, oddanie, zaangażowanie powinny odpłacać firmom za to, że te dają im pracę, źródło nie byle jakiego dochodu.
 
W sumie więc można z pełną szczerością mówić o tym, że społeczna odpowiedzialność biznesu w Polsce jest już mocno zakorzeniona. Natomiast dużo jest jeszcze do zrobienia w zmianie postaw pracowniczych. Nadal zdarzają się takie przypadki, kiedy ktoś chowa do kieszeni śrubokręt i wynosi go poza bramę nie mając żadnej świadomości, że popełnia kradzież. To, co dominowało w tzw. socjalizmie: państwowe, czyli niczyje, a więc może być moje – nadal funkcjonuje w głowach ludzi. Przecież firma jest bogata, to sobie kupi nowy śrubokręt. Absolutnie żadnego poczucia winy i wyrzutów sumienia. Istnieją oficjalne statystyki pokazujące jak pracownicy oszukują pracodawców. Według niektórych szacunków podaje się, że czyni to w Polsce ok. 90 procent pracowników! Najpowszechniejszym oszustwem jest okradanie firmy z czasu pracy. Zamiast pracować wydajnie 8 godzin – ludzie są naprawdę aktywni przez 4-5 godzin. Resztę czasu przeznaczając na błąkanie się po Internecie, załatwianie spraw prywatnych, wyjścia niby to w sprawach służbowych, fałszowanie delegacji, by wycyganić od pracodawcy dodatkowych kilka złotych. Jeden z moich znajomych, który prowadzi duże centrum handlowe, twierdzi, że z  tych właśnie powodów rokrocznie wymienia 40 procent załogi! To jest prawdziwa plaga, a jednocześnie temat tabu. Zadziwiające, jak rzadko się mówi o tych zjawiskach. Dlaczego?

Sądzę, że odpowiedź jest arcyprosta. 20 lat, jakie minęło od początków transformacji ustrojowej w Polsce to za mało, aby dokonał się przełom w mentalności zarówno rządzonych, jak i rządzących. Ci ostatni, notabene, pokolenie powoli schodzące ze sceny politycznej, nadal uwiązani są mentalnie niewidzialnymi łańcuchami z mitem rewolucjonisty – robotnika, który doprowadził ich na szczyty władzy. Po elitach krąży wyimaginowany strach przed społecznym buntem, który może zmieść je z zajmowanych pozycji. Ta prawda dotyczy sporej części każdej formacji politycznej walczącej aktualnie o władzę.

Te gorzkie słowa prawdy trzeba wreszcie głośno wypowiedzieć. Polacy nie są „en gros” oszustami, złodziejami
i malwersantami. Są mentalnymi ofiarami poprzedniej  epoki. Można by pomyśleć, że ludzie, którzy dojrzewali po roku 1989 nie mają nic wspólnego z tamtymi czasami. Nic bardziej błędnego. Pewne zachowania i postawy wynosi się z domu, od ludzi poprzedniej epoki, wysysa się z mlekiem matki, przybiera je na wzór ojców. Nie tak łatwo będzie dopłynąć do bezpiecznego brzegu.

Świat się rozwija, jest globalną wioską, bardzo łatwo się przemieszczać, zdobywać informacje za pomocą Internetu, uczyć się i zbierać nowe doświadczenia, obserwować na sobie samym  zmiany wynikające ze zderzenia z inną kulturą pracy, stosunkiem do niej. I doświadczać korzyści. To najbardziej przekonuje do otwierania się na wewnętrzne, świadomościowe przeobrażenia. I w tym jest cała nadzieja. W otwartym świecie każda jednostka ma wolę wyboru kim będzie, kim chce się stać, jaką rolę odgrywać. Można wiecznie żądać i oszukiwać, ale można też poczuć się przydatnym, nieodzownym, wartościowym. Jeśli się tylko tego chce. Druga strona: czyli pracodawcy, nie tylko biernie czeka na takie objawienia, ale sama dąży do tego, by świat pracy jak najszybciej ich doznał i zamanifestował. Adekwatnie do wyzwań XXI wieku.

Piotr  A. Wrzecioniarz*

 *Autor jest Profesorem Politechniki Wrocławskiej, Prezesem Zarządu Tüvpol Sp. z o.o., Prezesem Zarządu Intergeo  Polska Sp. z o.o. oraz Rzecznikiem  Dolnośląskiej Rady Przedsiębiorczości i Nauki przy Loży Dolnośląskiej  BCC.

© 2004-2010 Euroregiony Polska. Wszelkie prawa zastrzeżone.     powered by eNginePRO™ CMS