europrojekty PL :: samorządność : gospodarka : integracja europejska
   miesięcznik – samorządność / gospodarka / integracja europejska
 
EUROREGIONY POLSKA
40-004 Katowice,
Al. Korfantego 22/52,
tel. red. nacz. +48 510 065 508,  
redakcja@euroregiony.pl
Nasi partnerzy technologii informatycznych
www.wasko.pl

www.webserwer.plwww.webserwer.pl


   - ilość odsłon
strona główna | bieżący numer | ponad materią | CZYTELNIA | od redakcji | o nas | patronaty | download | prenumerata | zaprezentuj się | linki

item 1
Miasto na Medal:
Gliwice



  Zobacz również  
KOMENTARZE

skomentuj!
 

 

Wrota metropolii

Z Zygmuntem Frankiewiczem – prezydentem Gliwic – rozmawia Jacek Broszkiewicz


– Gliwice, niespełna 200-tysięczne, dynamicznie rozwijające się miasto, są pierwszym od zachodu ogniwem wielkiej, ponad 2-milionowej Aglomeracji Górnośląskiej. Jak postrzega Pan rolę swego miasta w tym skupisku obecnie i w przyszłości?




– Co do roli Gliwic w kontekście konurbacji górnośląskiej, to musimy liczyć przede wszystkim na własne siły, determinację i zdolności do skutecznego poruszania się po grząskim gruncie nasączonym polityką, niechęcią decydentów i scentralizowaniem państwa oraz regionu. Sami więc określamy codziennie tę pozycję. Wyznaczają ją różne elementy. Chronologicznie rzecz ujmując, mam na myśli przede wszystkim Politechnikę Śląską, która powstała tuż po II wojnie światowej i nadała akademicki charakter miastu. Ulokowanie w ośrodku nieposiadającym statusu stolicy województwa jednej z największych i najlepszych w kraju uczelni politechnicznej miało i ma – szczególnie obecnie – duży wpływ na potencjał Gliwic. Oczywiście staramy się go wykorzystywać – jak sądzę – z dużym powodzeniem. Na oblicze miasta, jako centrum gromadzącego kapitał intelektualny, ma wpływ fakt, że działają tu liczne instytuty i placówki naukowo-badawcze, firmy projektowe i działające w sektorze b+r. Dodajmy do tego, że prężnie działa założona przez Agencję Rozwoju Lokalnego (spółkę miejską) Gliwicka Wyższa Szkoła Przedsiębiorczości, która przyciąga młodzież niekoniecznie pasjonującą się naukami ścisłymi. Zauważyliśmy tę lukę i dlatego miasto ufundowało, przy wsparciu środków Unii Europejskiej, uczelnię oferującą edukację w dziedzinach humanistycznych i ekonomicznych. Na poziomie akademickim animujemy i dajemy impulsy dla korzystnych przemian. Co ciekawe, sama Politechnika Śląska rozszerza również swoją ofertę – wprowadzono nowe kierunki: socjologię i administrację. Rozpoczyna się tworzenie Wydziału Humanistycznego, co jest możliwe dzięki przejęciu przez Politechnikę Kolegium Języków Obcych, czyli szkoły, która stanie się placówką państwową i będzie kształcić w ramach politechnicznych struktur – nauczając lingwistyki na poziomie akademickim.

– Taki kapitał – powiedzmy to otwarcie: z najwyższej półki – ma z pewnością wpływ na zainteresowanie Gliwicami, jako miejscem dogodnym do lokowania poważnych inwestycji wymagających wysokiej kultury technicznej i cywilizacyjnej. A tym atutem Gliwice dysponują...

– To oczywiste, że wysoki odsetek mieszkańców Gliwic, dysponujących wiedzą i umiejętnościami na najwyższym poziomie, miał i ma wpływ na postrzeganie naszego miasta jako bardzo atrakcyjnego miejsca przez bardzo poważnych przedsiębiorców z kraju i zagranicy.

– Symbolem sukcesu Gliwic w tym obszarze są uwieńczone powodzeniem starania władz miasta o ulokowanie w jego granicach fabryki Opla. General Motors to przecież jeden z największych koncernów samochodowych na świecie...

– To nie tylko symbol, ale inwestor strategiczny, który otworzył nam okno na świat. General Motors, wysłał w ten sposób w wymiarze globalnym czytelny sygnał, że Gliwice są miejscem, w którym warto inwestować na wielką skalę, wiarygodnym i dysponującym zarówno infrastrukturą techniczną, ale przede wszystkim ludźmi, którzy sprostają najwyższym wymaganiom technologicznym. Ten sygnał został potraktowany bardzo poważnie, zagraniczni inwestorzy poczuli się bezpieczniej, mając taki dowód zaufania przed sobą. W ślad za tym poszły ich konkretne przedsięwzięcia.

– Kreatywność i odwaga władz samorządowych
w podejmowaniu inicjatyw, które wydawały się nierealne, zaowocowały wielkim sukcesem. Jak to było możliwe?


– Na początku lat 90. spośród 10 największych miast ówczesnego województwa katowickiego mieliśmy najniższy budżet. Do kasy miejskiej wpływało niewiele pieniędzy z podatku od nieruchomości. Gliwice były po prostu biednym miastem. Nie mogliśmy się z tym pogodzić i w 1994 roku stworzyliśmy odważną koncepcję rozwoju miasta, w której jako najważniejszy cel zapisaliśmy przyciągnięcie inwestora strategicznego, który nie tylko wywrze wpływ na wzrost możliwości budżetowych i dobrobyt mieszkańców, ale też pociągnie za sobą innych poważnych przedsiębiorców. W 1995 roku ta strategia została opublikowana i wypromowana, a w niedługi czas po tym złożyliśmy konkretną ofertę General Motors. Wielu było takich, którzy twierdzili, że porywamy się z motyką na słońce. Tymczasem wbrew powszechnemu malkontentyzmowi w 1996 roku podpisaliśmy umowę inwestycyjną, a w 1998 nowa fabryka rozpoczęła produkcję samochodów. Za Oplem do Gliwic przyszły inne firmy, nie tylko do Gliwickiej Specjalnej Podstrefy Ekonomicznej – części Strefy Katowickiej – gdzie lokowały się firmy, podwykonawcy Opla w branży motoryzacyjnej, ale także na tereny, którymi dysponował i nadal dysponuje gliwicki samorząd. Efekt tego pomysłu i skuteczności w jego zrealizowaniu można łatwo wyliczyć: Powstało kilkanaście tysięcy nowych miejsc pracy, a budżet miasta w ciągu 20 lat zwiększył się dziesięciokrotnie. Gliwice są miastem bogatym, znajdują się na szczytach rankingów inwestycyjnych, bezrobocie jest obecnie 2-3-krotnie niższe niż w sąsiednich miastach – wynosi około 6 procent. W ostatnim raporcie renomowanej agencji Fitch oceniającej w skali globalnej atuty i poziom zaufania nie tylko firm, ale i jednostek samorządu terytorialnego – nasze zdolności kredytowe są określane przez jeden podstawowy element. W badanym okresie lat 2004 – 2008 Gliwice rozwijały się w tempie 11 procent rocznie, czyli kilkukrotnie wyższym niż wzrost PKB Polski. W tej chwili miasto dysponuje jednym z najwyższych budżetów nie tylko w skali regionu, ale całego kraju. A wypada przypomnieć, że liczy 185 tysięcy mieszkańców. Mam świadomość, że stać nas na więcej, bo zdobyliśmy pozycję bardzo atrakcyjnego partnera, przyciągamy skutecznie inwestorów. Powiem otwarcie, że w tej dziedzinie staliśmy się wybredni. Zależy nam na takich inwestycjach, które absorbują wysoko przetworzoną pracę, takich, gdzie ludzie pracują przede wszystkim głową, a nie mięśniami. Wspólnie z Politechniką utworzyliśmy Technopark, wspieramy inicjatywy zmierzające do tworzenia centrów naukowo-badawczych.

– Co obecnie Gliwice mogą zaoferować potencjalnym inwestorom?

– Wspomniałem już o dwóch potężnych impulsach prorozwojowych: pozyskaniu inwestora strategicznego oraz utworzeniu Podstrefy Gliwickiej w ramach Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Pierwotnie nikt na szczeblu regionu nie chciał się zgodzić na tę inicjatywę. Ale przeforsowaliśmy swoje stanowisko i podstrefa działa, i pomimo rozszerzenia areału jest praktycznie zapełniona podmiotami gospodarczymi w 100 procentach – skupia na swoich terenach wiele nowoczesnych firm. Mamy jeszcze kilkadziesiąt hektarów, ale tylko dla tych, którzy zechcą się u nas na stałe zadomowić i bazują na wysoko przetworzonej pracy, stawiają na hi-tech. Mam na myśli branże: elektroniczną, informatyczną, ale również lotniczą. Chciałbym przy tym zauważyć, że nic nie spada nam z nieba. Zwykle na 10 prób jedna kończy się powodzeniem. Ale determinacji nam nie zabraknie, bo serce rośnie, kiedy widzę, jak moje miasto pięknieje i staje się coraz zamożniejsze, a ludzie są zadowoleni. To największa nagroda za nasze wysiłki.

– To nie są słowa bez pokrycia. Gliwice dysponują czymś, czego nie ma żadne miasto w Polsce...

– To prawda. Wywalczyliśmy potężny atut w postaci zlokalizowania w Gliwicach skrzyżowania autostrad A4 i A1. Istotnie, żadne miasto w Polsce, włączając stolicę, nie dysponuje takim akceleratorem rozwoju. Nie było to łatwe, ponieważ od początku mojej pracy w Urzędzie żadna z koncepcji przecięcia się autostrad nie przewidywała, że miejscem tym będą Gliwice. Co prawda, ślad A4 z zachodu na wschód miał przebiegać przez Gliwice i tak jest obecnie, ale projektowano raczej budowę obwodnicy autostradowej wokół aglomeracji górnośląskiej niż skrzyżowanie A4 z budowaną obecnie z północy na południe A1. Obwodnica nie byłaby korzystna nie tylko dla Gliwic, ale i całej metropolii. Żywa była idea, by A1 przebiegała pomiędzy Katowicami a Chorzowem. Wykonaliśmy gigantyczną pracę, aby przeforsować swoje stanowisko i przekonać wszystkie gminy z tzw. starego i nowego śladu tych szlaków komunikacyjnych, że warto A1 przesunąć tak, by krzyżowała się z A4 w Gliwicach. Zaproponowaliśmy decydentom na szczeblu ministerialnym jasną i czytelną ofertę zawierającą niezmiernie istotny argument. Usunęliśmy z niej główną przeszkodę dla budowy A1 pojawiającą się w różnych miastach aglomeracji, a mianowicie społeczną akceptację tego przedsięwzięcia przez gliwiczan, co wiązało się z uniknięciem problemów społecznych i wywłaszczeniowych. To zadecydowało, ponieważ zagwarantowaliśmy szybsze wybudowanie autostrady. Dziś już można korzystać z tego skrzyżowania – węzeł Sośnica został oddany do użytku w grudniu ubiegłego roku. Pozostaje więc tylko budować A1 dalej w kierunku północnym i południowym. Najważniejszy problem został rozwiązany. Po kilkunastu latach starań doprowadziliśmy do utworzenia Stowarzyszenia Miast Autostrady Bursztynowej, czyli A1, które od Trójmiasta po południową granicę Polski lobbuje na rzecz jak najszybszego zbudowania tego ważnego szlaku komunikacyjnego. Skrzyżowanie autostrad pozwoli usunąć z miasta uciążliwy tranzyt ciężkich pojazdów, ale też wykreuje zupełnie nowe możliwości rozwoju Gliwic.

– Czy osiągnięcie tak spektakularnego sukcesu ma wpływ na modyfikację strategii rozwoju miasta?

– Oczywiście. Ona wciąż podlega korektom, choć zasadnicze cele pozostają bez zmian. Pierwsze oznaki, że skrzyżowanie autostrad przyciąga inwestorów mieliśmy już pod podjęciu ostatecznych decyzji. Obecnie obserwujemy znaczne nasilenie zainteresowania przedsiębiorców Gliwicami i otoczeniem, ponieważ węzeł autostradowy ma wpływ na perspektywy rozwojowe miejscowości położonych w promieniu co najmniej 20 kilometrów od niego. Kto z poważnych biznesmenów nie weźmie pod uwagę faktu, że w Gliwicach istnieje połączenie dwóch transeuropejskich autostrad? Myślę, że w przyszłości liczba gmin korzystających z dobrodziejstw, jakie niesie ze sobą przecięcie się A4 z A1, znacznie wzrośnie.

– Nie jest tajemnicą, że Gliwice są często skazywane na własne siły, o czym Pan wspomniał na wstępie naszej rozmowy. Na szczeblu regionu miasto rzadko może oczekiwać przychylności w realizowaniu swoich projektów. Dotyczy to  między innymi projektowanej wielofunkcyjnej hali Podium, która mogłaby pełnić rolę podobną do słynnego katowickiego Spodka. Czym tłumaczy Pan sobie ten brak wsparcia i czy odczuwa Pan dyskomfort z tego powodu?

– Gliwice nigdy nie były ulubieńcem żadnej władzy. Zawsze, niezależnie od politycznych korzeni rządzących na szczeblu regionu i państwa, mieliśmy pod górkę. Nie wiem, z czego to wynika. Być może z  poczucia naszej dużej samodzielności i niezależności politycznej. Nie oczekuję od marszałka województwa śląskiego jakiegoś specjalnego traktowania. Spodziewam się wyłącznie jasnych i przejrzystych reguł gry, czyli startu w uczciwych zawodach. Nie zawsze tak jest. Niestety, polityka ma wpływ na merytoryczne decyzje w gospodarce i w administracji. To często powoduje straty, ponieważ nie wykorzystywane są wszystkie nasze możliwości. Wspomniał pan o hali Podium. Ja to przedsięwzięcie traktuję jako kolejny impuls rozwojowy. Ta piękna hala będzie dawać nie tylko miastu, ale i całemu krajowi zupełnie nową, atrakcyjną ofertę i to nie tylko w wymiarze sportowym czy kulturalnym. To będzie także centrum kongresowe, które wpłynie znacząco na wizerunek miasta, jego markę. Wokół hali Podium powstanie infrastruktura biznesowa, potrzebna do jej obsługi i organizowania w niej wydarzeń o najwyższym ciężarze gatunkowym nie tylko w skali kraju, ale i Europy. Na pewno, nawet bez wsparcia finansowego regionalnych władz samorządowych, poradzimy sobie i halę wybudujemy. Jestem zwolennikiem partnerstwa publiczno-prywatnego i w ramach tego mechanizmu wiele się w Gliwicach od lat dzieje. Jesteśmy na tyle atrakcyjni, że inwestorzy sami budują infrastrukturę miejską, na przykład drogi, by można było do nich dogodnie dotrzeć. W budowę dróg dojazdowych do swych firm przedsiębiorcy, którzy pojawili się w Gliwicach, włożyli już ponad 100 milionów złotych. Tak więc, jeśli idzie o partnerstwo prywatno-publiczne, to nie miasto zabiega o partnera i jego dobrą wolę, ale jest zupełnie odwrotnie. Obecnie w mieście trwa budowa trzech centrów handlowych właśnie na tych zasadach. Stosujemy zasadę przychylności i przyjaznego traktowania każdej oferty. Mamy bardzo duże zdolności kredytowe, co – paradoksalnie – w pewnym stopniu przeszkadza w ubieganiu się o dofinansowanie unijne dla naszych projektów. W dużych projektach, na przykład dotyczących uporządkowania gospodarki wodno-ściekowej, pozyskujemy unijne dofinansowanie, gorzej jest ze średnimi i mniejszymi. Ale i tak potrafimy się przebić. Jestem zwolennikiem sprawowania władzy lokalnej w oparciu o zasady biznesu, oczywiście z zachowaniem nadrzędnej idei – służby mieszkańcom. To w tym celu powołałem do życia kilkanaście spółek z udziałami miasta, które na zasadach prawa handlowego dbają o komfort życia gliwiczan oraz kreują rozwój miasta.

– Czy zamierza Pan startować w październikowych wyborach na stanowisko prezydenta Gliwic?

– Zdecydowałem się kandydować, ponieważ uznałem, że to nie pora na zmianę zaprzęgu. W mieście jest spore zamieszanie polityczne, co nie gwarantuje, że zmiana na stanowisku prezydenta pociągnie za sobą kontynuację korzystnych przemian, że dobre projekty zostaną ukończone. Chciałbym być obecny przy otwarciu całej autostrady A1, przy zakończeniu budowy hali Podium oraz nowego piłkarskiego stadionu miejskiego, na którego budowę poszukujemy wykonawcy poprzez ogłoszenie o przetargu w biuletynie unijnym. Te duże przedsięwzięcia chciałbym dokończyć i przekazać
w bezpieczny sposób rządy w mieście komuś, kto będzie mógł i umiał kontynuować to, co dobre.

– Dziękuję za rozmowę.

© 2004-2010 Euroregiony Polska. Wszelkie prawa zastrzeżone.     powered by eNginePRO™ CMS