europrojekty PL :: samorządność : gospodarka : integracja europejska
   miesięcznik – samorządność / gospodarka / integracja europejska
 
EUROREGIONY POLSKA
40-004 Katowice,
Al. Korfantego 22/52,
tel. red. nacz. +48 510 065 508,  
redakcja@euroregiony.pl
Nasi partnerzy technologii informatycznych
www.wasko.pl

www.webserwer.plwww.webserwer.pl


   - ilość odsłon
strona główna | bieżący numer | ponad materią | CZYTELNIA | od redakcji | o nas | patronaty | download | prenumerata | zaprezentuj się | linki

item 1
Korespondencja własna z Danii



  Zobacz również  
KOMENTARZE

skomentuj!
 

 

Partner atrakcyjny, ale z nim ostrożnie

Z Jackiem Wójcikowskim - Kierownikiem Wydziału Promocji Handlu i Inwestycji Ambasady RP W Kopenhadze rozmawia Krzysztof Kozik

- Panie Radco, pełnił Pan wcześniej misję dyplomatyczną w Dublinie. Kilka miesięcy temu rozpoczął Pan pełnienie swoich obowiązków
w Kopenhadze. Jak postrzega Pan – z tej perspektywy
– oba te kraje?


– Tak na pierwszy rzut oka wydaje się, że są to bardzo podobne kraje. Bo wprawdzie cała Dania nie jest położona na wyspie ale Zelandia podobnie jak Irlandia jest wyspą. Oba kraje są krajami małymi, oba w tym samym roku weszły do Unii Europejskiej, oba uchodzą też w UE za kraje zamożne. Mimo to różnice pomiędzy tymi krajami są dość spore. Przede wszystkim mam na myśli różnice kulturowe i jeśli chodzi o polski charakter, to charakter Irlandczyków jest chyba  nam bardziej bliski, ze względu na bardzo podobne poczucie humoru.



Być może wiąże się to z tym, że mamy  podobną historię –zarówno Polacy  jak i Irlandczycy bywali uciskani, a nie byli tymi którzy uciskali innych. Jeśli chodzi o podobieństwa  pomiędzy  Irlandią  a Danią,  według mnie bardzo ważnym jest fakt, że i tu i tam bardzo się nas ceni i polscy pracownicy mają bardzo dobrą opinię. Bo polski budowlaniec, gdy podejmie się remontu domu, to zrobi  i podłogi i gładzie i wymaluje, położy także kafelki, zamontuje okna  oraz  zrobi wiele innych rzeczy. Zaś w obu tych społecznościach, tej  irlandzkiej  i tej duńskiej, panuje  wysoce posunięta i rozwinięta – szczególnie na niwie zawodowej - specjalizacja. Malarz nie położy  kafelków, specjalista od układania paneli podłogowych nie położy gładzi. To jest rzecz, która nas wyróżnia spośród innych nacji i wiąże się z tym , że jednak my jesteśmy zmuszeni do tego, aby dobrze pracować. Bo większość spośród ludzi, którzy wyjeżdżają za granicę najczęściej zostawia w kraju rodziny, chce zarobić i odłożyć jak najwięcej pieniędzy, maksymalnie wykorzystać czas, może nawet w przyszłości założyć jakąś własną firmę. Irlandzki czy duński pracownik myśli innymi kategoriami- jest u siebie, ma inne potrzeby, a co za tym idzie inne priorytety; ma bardziej ustabilizowaną sytuację finansową i życiową, w miarę stabilną pracę oraz perspektywę spłaty hipoteki za dom. Dlatego też  nasi pracownicy wyjeżdżający za granicę efektywniej wykorzystują spędzony tam czas i są gotowi pracować dłużej, aby zarobić więcej,  wykazując w tym zakresie  większą elastyczność .
Wielokrotnie  w rozmowach  tłumaczyłem Irlandczykom i tłumaczę też teraz  Duńczykom istotę tego nowego – również dla nas Polaków – zjawiska emigracji zarobkowej. Po fali dużej migracji po stanie wojennym jest to praktycznie pierwsza duża fala emigracji zarobkowej. Od  2004 roku, gdy Polska została członkiem UE staliśmy się bardzo mobilni
i widoczni w Europie, co budzi u innych  wielkie zdziwienie, ale myślę, że zadziwia również nas samych.  Moi duńscy rozmówcy zaczynają rozumieć to zjawisko gdy wyjaśniam im, że jeszcze wcale nie tak dawno temu mój paszport leżał nie w domu tylko był  zdeponowany na komendzie milicji, że było coś takiego  jak książeczka walutowa, na którą kupowało się  walutę , z której po powrocie do kraju należało się dokładnie rozliczyć. Dla nich są to rzeczy jakby z kosmosu. Dopiero po takich wyjaśnieniach zaczynają rozumieć ten nasz emigracyjny „boom”  i jego genezę.

– Jak w dniu dzisiejszym wyglądają polsko – duńskie stosunki gospodarcze? Ma Pan porównanie pomiędzy Irlandią a Danią.

– Jesteśmy w szczęśliwej sytuacji bo tradycyjnie mieliśmy w ubiegłym roku  nadwyżkę w handlu bilateralnym z Danią; za jedenaście miesięcy ubiegłego roku wyniosła ona 366 mln €. Ze względu na kryzys, który dotknął obydwa nasze kraje,  uległa ona widocznemu zmniejszeniu w porównaniu do roku 2008, kiedy to  przekroczyła poziom 527 mln €. Dania to dla nas dość szczęśliwy rynek, od lat mamy nadwyżkę w handlu. Irlandczyków  zawsze było trudno dogonić - nasz eksport do Irlandii stanowił mniej więcej ok. 50% naszego importu. Szanse nie były równe. Sprzedawaliśmy np. 10 wagonów  węgla dostając w zamian 10 wagonów oprogramowania Microsoftu. Objętościowo – niby podobnie, ale wartościowo różnica była ogromna. Z biegiem lat struktura sprzedawanych towarów ulegała zmianie i węgiel, który zresztą ma tam swoja renomę ( Polish Coal to w Irlandii niemal marka), ustępował miejsca towarom o większej wartości dodanej i zaawansowanej technologii. Bo też inwestorzy irlandzcy czy duńscy, którzy wchodzą do Polski, po okresie inwestycji  w przedsiębiorstwa, gdzie odbywał się tylko prosty montaż, zaczęli inwestować w branże, w których produkt finalny ma większą wartość dodaną. Mam tu na myśli branżę komputerową czy usługi finansowe oraz tzw. high technology. To jest na pewno zmiana na plus. Ubiegły rok był trudny zarówno dla Duńczyków jak i dla nas, choć  my jako jedyni w UE możemy pochwalić się wzrostem PKB o + 1,7 %. Dania znalazła się w tej czerwonej grupie  i zanotowała spadek PKB o 5%. Mam nadzieję, że w tym roku nastąpi odbicie i nasz bilans wymiany handlowej będzie wracał do poziomu sprzed kryzysu.
W roku ubiegłym zaobserwowaliśmy mniejszą aktywność firm duńskich, przekładającą się na jeszcze inny aspekt naszej pracy - udział w targach branżowych i imprezach handlowych organizowanych w Danii. Mamy tutaj porównanie z  poprzednimi latami,  więc śmiało możemy uznać rok 2009 jako rok kryzysowy. Kilka imprez targowych  nie doszło w zeszłym roku do skutku, a na tych, które się odbyły widać było wyraźnie  zarówno mniejszą, w porównaniu z poprzednimi latami, ilość wystawców  (mniejsza powierzchnia wystawiennicza – jedna mała hala zamiast dwóch czy trzech w latach poprzednich) jak i odwiedzających poszczególne – w tym również nasze –stoiska.

– W którym  z tych  krajów bardziej widoczny jest obecny kryzys?

– Kryzys chyba bardziej widać w Danii niż w Polsce; Polska łagodniej w porównaniu z Danią przeszła i przechodzi przez obecny kryzys. Trzeba oczywiście zachować w pamięci skalę - w Polsce mamy do czynienia z rynkiem 38-milionowym, siedmiokrotnie większym od duńskiego. Paradoksalnie, w niektórych branżach kryzys był nawet motorem napędowym dla naszych przedsiębiorstw, które znalazły nisze na rynkach zagranicznych. Widać to również w naszej działalności, po ilości zgłoszeń polskich firm szukających aktywnie – za naszym pośrednictwem – kontaktów biznesowych z duńskimi przedsiębiorcami. Znakomita większość tych sygnałów wysyłana jest z Polski do Danii. Polskie firmy starają się być bardziej aktywne
w trudniejszych czasach. My z kolei staramy się  pokazywać firmom duńskim, że reakcją na kryzys może być np. outsourcing do Polski, gdzie koszty pracy są o wiele niższe, lub po prostu znalezienie tańszego, polskiego dostawcy. 

– Na stronie internetowej Wydziału znajduje się informacja o możliwości sprawdzenia wiarygodności duńskiego kontrahenta. Czy może Pan ujawnić trochę więcej informacji na ten temat?

– Oficjalnie nie jesteśmy instytucją gromadzącą dane na temat duńskich firm. Mamy natomiast  wiele zgłoszeń od polskich firm odnośnie ich problemów z wyegzekwowaniem należności od duńskich kontrahentów. Na tej podstawie stworzyliśmy tzw. „czarną listę” duńskich firm. Są to szczególnie te firmy, które uporczywie nie płacą polskim dostawcom za zamówione towary i usługi . Są wśród nich takie, które robią to notorycznie i z premedytacją, wykorzystując w ten sposób kolejnych kontrahentów. W roku 2009 sytuacja ta dotknęła szczególnie polskie firmy transportowe. Sporo z nich zostało po prostu wykorzystanych - świadczyły usługi, za które nie otrzymały pieniędzy. Szczególne zdziwienie – również wśród duńskich prawników, z którymi konsultujemy każdy tego typu przypadek – budzi fakt, iż pomimo zalegania przez duńskiego kontrahenta z  płatnościami, polscy przewoźnicy dalej przyjmowali kolejne zlecenia i świadczyli swoje usługi, robiąc to drugi, trzeci i kolejny raz. Zdarzały się przypadki firm, które nie otrzymały płatności za 10 kolejnych faktur!!!. Gdyby taka sytuacja spotkała firmę duńską, to po braku płatności za pierwszą fakturę natychmiast zaprzestałaby ona dalszego świadczenia swoich usług, lub też zatrzymała w zastaw  przewożony kolejnym kursem towar, aż do momentu otrzymania zapłaty za wykonaną usługę.

Z czego to wynika?

Być może wynika to z naszego przeświadczenia, że Dania jest krajem o wysokim poziomie cywilizacyjnym, ma reputację kraju, w którym przestrzega się prawa. Może  wynika to też z jakiejś złudnej nadziei, a może także  obawy o to, że jeśli firma zaprzestanie świadczenia usług, to poniesie jakieś wysokie kary umowne, których się boi. To wszystko nakręca spiralę długu, która później jest bardzo trudna do odkręcenia. Przestrzegamy zatem polskie firmy przed takimi konsekwencjami. Lepiej wcześniej przed podjęciem współpracy sprawdzić przyszłego kontrahenta. W każdym kraju i na każdym rynku możemy natrafić na nieuczciwego partnera handlowego. Do interesów należy więc podchodzić z jednakową dozą ostrożności i starać się prześwietlić swojego potencjalnego kontrahenta. Oczywiście nie demonizujemy rynku duńskiego, bo nie ma do tego żadnych podstaw. Przestrzegamy jedynie przed nieuczciwością pojedynczych firm.  Znane są mi przypadki, zarówno z rynku duńskiego jak i irlandzkiego, że po okresie dobrej współpracy nagle zagraniczny kontrahent przestaje płacić, odwlekając z premedytacją płatności do momentu aż sprawa ma trafić do sądu. W ten sposób kredytuje sobie swoją działalność za pieniądze polskich firm.
W swojej praktyce widziałem już różne zachowania – w jednym z takich przypadków, kiedy polska firma zaczynała domagać się płatności, jej partner handlowy zaczął udawać niepoczytalność, zmieniano  nazwiska, milkły telefony, właściciele nagle wyjeżdżali z kraju. Materiał na scenariusz kilku odcinków filmu kryminalnego. W każdym społeczeństwie zdarzają się osoby nieuczciwe, sztuką jest na takie firmy nie trafić. Dlatego staramy się pomagać polskim przedsiębiorcom, tak aby maksymalnie ograniczyć podobne ryzyka. Dla polskich firm stworzyliśmy specjalny Poradnik dla polskiego przedsiębiorcy, który można pobrać bezpłatnie z naszej strony internetowej www.kopenhaga.trade.gov.pl

– Znane są też przypadki odwrotne, kiedy to polskie firmy stosując dumping płacowy i socjalny wchodzą na rynek duński. Wywołuje to oburzenie wśród duńskich bezrobotnych. A pamiętać trzeba o tym, iż w niektórych zawodach bezrobocie sięga nawet 50%, jak to ma miejsce wśród murarzy. Jak Pan widzi ewentualną możliwość rozwiązywania powstałych w ten sposób konfliktów?

– To jest bardzo trudny temat. Trudny dlatego,
iż każda ze stron nie pozostaje bez winy. Mamy tego pełną świadomość i dlatego postanowiliśmy włączyć się w kampanię informacyjną, realizowaną wspólnie z duńskim Ministerstwem Pracy. Jest to  cykl szkoleń dla polskich firm,  których celem jest zapoznanie polskich przedsiębiorców z obowiązującym w Danii prawem, regułami obowiązującymi na duńskim rynku pracy oraz różnicami kulturowymi. Cała ta wiedza powinna pomóc naszym firmom uniknąć zaskoczeń i przykrych niespodzianek w przyszłości. Chcemy wyjaśnić polskim firmom jak postępować, aby uniknąć konfliktu ze związkami zawodowymi. Nawiązaliśmy między innymi współpracę z Dansk Byggeri, z którą organizujemy wspólne seminaria. Postanowiliśmy edukować,  bo – pomijam tutaj przypadki świadomego wykorzystywania pracowników i zaniżania płac – jest spora grupa polskich przedsiębiorców, którzy nie znają reguł i zasad panujących na duńskim rynku pracy i należy umożliwić im ich poznanie, aby uniknąć ewentualnych kłopotów z lokalną administracją, urzędem skarbowym czy  związkami zawodowymi.
Na podstawie wcześniejszych szkoleń możemy stwierdzić, iż dla wielu polskich pracowników przyjeżdżających do pracy w Danii sporym problemem są samochody na polskich numerach rejestracyjnych, którymi poruszają się w tym kraju. To jest jednak temat- ze względu na jego wagę - na osobną rozmowę.

– Dziękuję za rozmowę

© 2004-2010 Euroregiony Polska. Wszelkie prawa zastrzeżone.     powered by eNginePRO™ CMS